Kto będzie polskim Haiderem?

Kto będzie polskim Haiderem?

Skandalem i "wypadkiem przy pracy" nazwali europejscy politycy dojście do władzy Wolnościowej Partii Austrii Jörga Haidera
Jan Łopuszański? Andrzej Lepper? Tadeusz Wilecki?

Niesłusznie - populistyczne partie przybierają na sile i wkrótce będą przejmować ster rządów w innych stolicach kontynentu. Zresztą nacjonalistyczni populiści pod wodzą Meciara rządzili już Słowacją, za co kraj ten zapłacił pozostaniem poza strukturami NATO, wywołali wojnę na Bałkanach, mają też znaczące parlamentarne reprezentacje w Czechach i na Węgrzech. Ale nawet uwzględniając kraje Europy Zachodniej, demonstracje świętego oburzenia są nieuzasadnione. Populiści od dawna próbują przechwycić władzę we Francji, w Szwajcarii czy we Włoszech. Nacjonalistyczny populizm jest bowiem gorączką, którą wywołuje europejska epidemia socjaldemokratyzmu, etatyzmu, przeregulowania gospodarki i strachu przed konkurencją w warunkach ekonomii globalnej. Gorączka ogarnia również Polskę. Kwestią czasu pozostaje pojawienie się polskiego odpowiednika Wolnościowej Partii Austrii i polskiej mutacji Jörga Haidera. Do tej roli aspirują przede wszystkim Jan Łopuszański, Andrzej Lepper i Tadeusz Wilecki. Który z nich wygra?

Manipulatorzy zwodzą narody
Jak głosi Jan Łopuszański, lider Porozumienia Polskiego, "czynienie z podziału na prawicę i lewicę podstawowego sposobu rozumienia polityki stało się przeżytkiem szkodliwym dla dobra Polski". Dlatego Andrzej Lepper, przywódca Samoobrony, stawia "sprawę jasno - ani obecna lewica, ani obecna prawica - jeżeli nie zawrócą z drogi kosmopolityzmu i nowego internacjonalizmu, nie są w stanie rozwiązać problemów gospodarczych i społecznych w duchu socjalnych i narodowych oczekiwań szerokich rzesz Polaków". W krótkich żołnierskich słowach ujął to gen. Tadeusz Wilecki, były szef Sztabu Generalnego WP, obecnie dowodzący Frontem Polskim: "Wzbogaciła się garstka cwaniaków, a reszta klepie biedę".

Obcy niszczą naszych
"Wiele konkretnych szkód w gospodarce polskiej jest skutkiem bezkrytycznego wdrażania procesów przystosowawczych do integracji z UE, a także z innymi strukturami międzynarodowymi, takimi jak NATO" - dowodzi w swoim programie Jan Łopuszański, który wraz z sześcioma posłami swego ugrupowania głosował przeciwko przyjęciu Polski do NATO. Również wedle Andrzeja Leppera, winna jest "dominująca w układzie stosunków światowych międzynarodówka liberalnych (dla siebie) elit i korporacji finansowo-politycznych, bezlitosnych w stosunku do zwykłych ludzi i całych narodów". Dlatego - wedle gen. Wileckiego - trzeba czym prędzej przerwać negocjacje z "Unią Zachodnioeuropejską".

Naród możemy uratować
Lider Samoobrony Andrzej Lepper proponuje "pewność jutra", czyli zwalczenie "satanistycznego liberalizmu". Krótki meldunek złożył w "Tok-Szoku" gen. Wilecki: "Generał Augusto Pinochet zdał egzamin i miał osiągnięcia". Z kolei według Porozumienia Polskiego Jana Łopuszańskiego, czyli lewicowej prawicy, "powinien zostać zachowany system własności mieszanej - prywatnej i państwowej". Historia kołem się toczy, kołem zamachowym: "Podstawową barierą przyrostu naturalnego zapewniającego odtworzenie liczby ludności Polski w przyszłych pokoleniach jest brak mieszkań. Bariera ta powinna być zniesiona przez pobudzenie budownictwa mieszkaniowego, którego rozwój jest także kołem zamachowym gospodarki oraz źródłem miejsc pracy". Jak rozwiązać problem kwadratury koła zamachowego? "Pojawiają się technologie, które umożliwiają przykładowo otwieranie nowych możliwości (i rynków) zaspokojenia potrzeb paliwowych (olej rzepakowy) czy zaspokojenia zapotrzebowania na materiały budowlane (na bazie przetworzonej słomy zbóż). Rozwój takich rynków otworzyłby zupełnie nowe możliwości przed rolnictwem".

Haider kontra McŚwiat
Można lekceważyć zapowiedzi budowy Polski jako samowystarczalnego, wypełnionego słomianymi wieżowcami giganta gospodarczego, który produkcją rzepaku zrujnuje państwa OPEC. Podobnie przez długi czas lekceważono Gianfranco Finiego, lidera włoskiego Sojuszu Narodowego, panią Pia Kjaersgaard, przywódczynię Duńskiej Partii Ludowej, Jean-Marie Le Pena, lidera francuskiego Frontu Narodowego, czy wreszcie samego Jörga Haidera - dopóki nie pobili oni "poważnych" partii. Europa boi się bowiem świata otwartego, świata bez granic.
Wielkie międzynarodowe korporacje mogą błyskawicznie przenosić produkcję do krajów oferujących tańszą siłę roboczą, niższe podatki, mniejsze zobowiązania socjalne, jasne przepisy. Transfer kapitału pozwala na szybszy rozwój państwom szanującym reguły wolnego rynku kosztem państw opiekuńczych. Globalizacja - jak wypowiedział się dla "Wprost" prof. Michael Novak, wykładowca w American Enterprise Institute - "wywołuje niepokój wśród socjaldemokratów, oznacza bowiem koniec socjalizmu (...). Dlatego globalizacja wywołuje tyle optymizmu w USA i tyle niepokoju w Europie, która jest przesiąknięta socjaldemokratycznym myśleniem". Globalizacja to nowy totalitaryzm, uważa tymczasem Jan Łopuszański, a "zalążkiem takich systemów już dziś są działania zmierzające do międzynarodowej standaryzacji elektronicznych kart kredytowych i związanego z tym tworzenia międzynarodowej sieci danych o uczestnikach życia gospodarczego". Czy jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę świata kawałków plastiku? Otóż nie - odpowiadają antyglobaliści.

Narodowa gospodarka planowa
Gospodarką można w pełni sterować - sądzą przeciwnicy wolnego rynku globalnego, przypominający w swych poglądach XIX-wiecznych robotników niszczących "odbierające im pracę" maszyny. "Gospodarcza integracja w skali globalnej nie jest bynajmniej wydarzeniem naturalnym, ale rezultatem celowo i świadomie uprawianej polityki" - piszą Hans-Peter Martin i Harald Schumann w książce "Pułapka globalizacji". Dlatego, wedle autorów, "najdonioślejszym zadaniem demokratycznych polityków u progu następnego stulecia będzie przywrócenie państwa państwu i prymatu polityki nad gospodarką". Dlatego "należy się domagać, by państwa demokratyczne wspólnie wystąpiły i określiły normy postępowania. Powinny również zerwać relacje ekonomiczne z krajami, które takich zasad nie przestrzegają" - mówi "Wprost" prof. Benjamin Barber, autor książki "Dżihad kontra McŚwiat". "Rząd polski powinien podejmować we współpracy z innymi rządami działania, które zapewnią sprawiedliwy bilans wzajemnych obrotów gospodarczych" - głosi program ugrupowania Łopuszańskiego.

Nacjonalistyczni populiści wypierają lewicę
Europejscy socjaldemokraci zdają się powoli godzić z myślą o nieuchronności tworzenia światowego rynku. Dlatego pracobiorcy, którzy w latach konkurowania Zachodu z blokiem radzieckim byli przyzwyczajani do stałej pracy, wysokich zasiłków i gwarancji socjalnych, zwracają się ku tym, którzy mówią, że nadal można żyć po staremu. - Mimo liberalnych trendów, program gospodarczy FPÖ zawiera silne akcenty socjalne. Proponowany przez nią "czek na dziecko" nie ma nic wspólnego z prawdziwym liberalizmem gospodarczym - mówi prof. Anton Pelinka, politolog z Uniwersytetu w Innsbrucku. Według niego, niektórym populistycznym ugrupowaniom udało się przyciągnąć elektorat robotniczy, np. w ostatnich wyborach Wolnościowa Partia Austrii otrzymała więcej głosów robotników niż socjaldemokraci. "System władzy powinien ewoluować w kierunku 'demokracji materialnej', to znaczy takiej, w której jej społeczne i polityczne dobrodziejstwa będą odczuwane bezpośrednio przez wszystkich obywateli bez różnicy sytuacji ich społecznego statusu" - poucza Andrzej Lepper. "Demokracja materialna" - ale dla "swoich".

Naród, naród ponad wszystko
Zamknięcie się przed konkurencją wolnego świata, dążenie do izolacjonizmu, sprzyja powrotowi idei nacjonalistycznych. - Nacjonalizm nie zniknie z politycznego pejzażu Europy, dopóki będą politycy i intelektualiści odwołujący się do poczucia więzi narodowej dla osiągnięcia swoich celów - powiedział dla "Wprost" prof. Roger Brubaker, wykładowca Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, autor książki "Nacjonalizm inaczej: struktura narodowa i kwestie narodowe w nowej Europie". - Globalizacja będzie budziła różne reakcje i jedną z nich może być Haider - zauważa Gustaw Herling-Grudziński. - Myślałem, że proces ten będzie przebiegać spokojnie i nastąpi tylko wzrost poczucia przynależności do "małych ojczyzn". Lęk przed nieznanym i obcymi może jednak tworzyć więcej takich Haiderów.
Tworzy ich również w Polsce.

Andrzej Lepper - samouk
Urodzony w 1954 r. w Stowęcinie, był najmłodszym z dziewięciorga rodzeństwa. W młodości trenował boks i zapasy. Z powodu bójek kilkakrotnie zmieniał szkoły. Trudno powiedzieć, by z tego wyrósł. Zdaje się być typem zimnego, cynicznego gracza. Znakomicie wypada w mediach. Przyznaje, że przestudiował Le Bona "Psychologię tłumu" i nauki Goebbelsa, który - według Leppera - był "wielkim człowiekiem". Elektorat Leppera jest na razie ograniczony do mieszkańców wsi i małych miast. Przewodniczący Samoobrony niejednokrotnie jednak dowiódł, że jego związek ma duże możliwości organizacyjne. Mimo to ostatnie blokady dróg w marcu tego roku nie udały się - zamiast 70 blokad było 30 pikiet.

Tadeusz Wilecki - dobry wojak
W poglądach ogranicza się do ogólnikowych haseł bogoojczyźnianych, kokietuje też zdolnością do przywrócenia swą silną ręką ładu w kraju. W odróżnieniu od Leppera i Łopuszańskiego lansował pomysł zastąpienia integracji z UE ściślejszymi związkami ze Stanami Zjednoczonymi. Urodzony w 1945 r. w chłopskiej rodzinie na Lubelszczyźnie, ukończył Oficerska Szkołę Wojsk Pancernych w Poznaniu i dwie akademie sztabu generalnego - w Polsce i słynną "woroszyłówkę" w ZSRR. Członek PZPR do jej rozwiązania. W latach 1992-1996 jako szef Sztabu Generalnego WP przejął prawie wyłączną kontrolę nad wojskiem. Mimo wiernopoddańczego hołdu złożonego nowemu prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu został zdymisjonowany. Od kwietnia 1999 r. - wybrany przez załogę - zasiada w radzie nadzorczej zakładów zbrojeniowych Łucznik. Prezydencką kandydaturę gen. Wileckiego popierają m.in. wiceadmirał Marek Toczek, były dowódca nadwiślańskich jednostek MSW, reżyser Bohdan Poręba, dr Peter Raina, hinduski historyk, głoszący, że do władzy muszą dojść rdzenni Polacy. Swe poparcie dla generała demonstrował również bp Zbigniew Kraszewski.
Jan Łopuszański - ideolog
W porównaniu z Lepperem czy Wileckim posiada największe doświadczenie polityczne i najbardziej sprecyzowane poglądy, ma opinię nie pozbawionego pewnej elastyczności ideologicznego dogmatyka. 45-letni dziś Łopuszański jest rodowitym gdańszczaninem. Jego ojciec przed wojną był działaczem obozu narodowego. Łopuszański działał w "Solidarności", współzakładał ZChN. Po wyborczej klęsce z 1993 r. związał swe nadzieje z Lechem Wałęsą. Po jego porażce w wyborach, tracąc pozycję w zjednoczeniu, silniej związał się ze środowiskiem Radia Maryja. Wyrzucony z parlamentarnego klubu AWS za złamanie dyscypliny, pociągnął za sobą sześciu innych posłów, którzy tworzą dziś koło Porozumienia Polskiego. Siła jego zaplecza organizacyjnego zdaje się opierać na słuchaczach radia ojca Rydzyka.
Jakie szanse ma Jan Łopuszański i jego dwaj konkurenci? Wedle badań instytutu Pentor z kwietnia tego roku, większego wpływu Andrzeja Leppera na życie publiczne chciałoby 31 proc. obywateli, zaś Jana Łopuszańskiego - 14 proc. badanych. Wedle marcowych badań CBOS, gen. Wileckiego popiera co dziesiąty obywatel. Są to wielkości znaczące, które pozwalają tym politykom myśleć o odniesieniu sukcesu w wyborach parlamentarnych. Czego jeszcze - poza odniesieniem tego zwycięstwa - chcą?

Chcemy Polski dla Polaków
Tak niedawno wołał Michał Kamiński, poseł AWS-ZChN. Jesteś więc, Polaku, lepszy nie dlatego, że jesteś bardziej uczciwy, wykształcony, pracowity, lecz dlatego, że jesteś Polakiem. Czy podkreślanie swej narodowości jest tylko leczeniem narodowego kompleksu niższości? A może chodzi o przygotowanie gruntu pod wygrywanie strachu przed wolnym światem? Wedle badań CBOS, 39 proc. Polaków sądzi, że w naszym kraju jest za dużo wolności, 73 proc. skarży się na brak równości. Wbrew obiegowym opiniom potencjalny elektorat nacjonalistycznych populistów nie składa się z rolników, bezrobotnych czy niewykwalifikowanych robotników. Wedle kwietniowego sondażu, przeprowadzonego na zlecenie "Rzeczpospolitej" przez Pracownię Badań Społecznych, 52 proc. menedżerów oczekuje, iż rząd nie dopuści na rynek zagranicznych konkurentów. Z kolei w mediach regularnie pojawiają się wypowiedzi popularnych reżyserów, aktorów, piosenkarzy, pisarzy, uczonych i kompozytorów, wybrzydzających na "komercjalizację kultury" i oburzonych, że władza nie przeznacza pieniędzy podatników na "prawdziwie ambitne dzieła".

Piętnaście procent dla partii polskiego Haidera?
Już teraz od kilkunastu do dwudziestu kilku procent Polaków zdaje się czekać na polskiego Haidera. Kto nim zostanie? - Do tej pory potencjał niezadowolenia zbiera SLD. Polski Haider pojawi się, gdy w przyszłej kadencji nastąpi przyspieszony proces integracji europejskiej, negocjacje i referendum. AWS po uzyskaniu słabego wyniku wyborczego będzie w rozsypce. Wyborcy będą zniechęceni i do AWS, i do SLD. Wtedy taka populistyczna siła może się pojawić - uważa Mirosław Czech, poseł UW, sekretarz generalny unii.
Wynik w tegorocznej walce o prezydenturę da odpowiedź, który z pretendentów utworzy duży klub parlamentarny po wyborach 2001 r. Teraz największe szanse zdają się mieć Jan Łopuszański i Andrzej Lepper, mniejsze - Tadeusz Wilecki. Ale uwaga - walka trwa, a lista jest jeszcze otwarta. Można się zapisywać.
Okładka tygodnika WPROST: 18/2000
Więcej możesz przeczytać w 18/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0