Wakacje z...

Wakacje z...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy polscy dziennikarze znajdą sprawiedliwość dopiero w Europejskim Trybunale Praw Człowieka?
Pierwszą rundę pojedynku Aleksander Kwaśniewski kontra "Życie" wygrał prezydent. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał redakcji gazety przeproszenie powoda za opublikowanie tekstu "Wakacje z agentem". Kilka dni później wiedeński sąd skazał znanego austriackiego politologa prof. Antona Pelinkę za zniesławienie Jörga Haidera na karę 4,5 tys. USD grzywny. Orzeczenia te uznano w obu krajach za bardzo groźne nie tylko dla wolności słowa, ale także całego demokratycznego porządku. Jeżeli odwołania od tych wyroków okażą się nieskuteczne w Polsce i Austrii, zapewne obie sprawy staną się przedmiotem rozpoznania Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Można mieć pewność, że trybunał będzie respektował - wynikającą ze swojego orzecznictwa - zasadę, iż swoboda wypowiedzi jest warunkiem istnienia demokratycznego społeczeństwa.

Czasami niemożliwe jest dotarcie do obiektywnej prawdy, dziennikarze muszą jednak działać w przeświadczeniu, że podając fakty, występują w obronie ważnego społecznie interesu. To zasada obowiązująca w polskim prawie, którą powinni się kierować sędziowie orzekający w sprawach o ochronę dóbr osobistych. "Pozwani zachowali szczególną staranność, o której mowa w art. 12 prawa prasowego, przy gromadzeniu materiałów. Polegała ona na rozmowach z wieloma osobami, konfrontowaniu uzyskanych informacji, dokumentowaniu przebiegu rozmów, konsultacjach z prawnikami i innych wskazanych przez pozwanych czynnościach. Zwrócić w tym miejscu należy uwagę, że działania pozwanych utrudniała postawa powoda, który nie zareagował na prośbę o wywiad, skierowaną przez redaktora naczelnego dziennika 'Życie'. Jako osoba publiczna, powód powinien zareagować w dowolnie wybranej przez siebie formie w imię urzeczywistnienia prawa obywateli do rzetelnego informowania i jawności życia publicznego" - stwierdził sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku.
Skoro więc dziennikarze postępowali zgodnie z zasadami profesjonalizmu, dlaczego muszą przepraszać prezydenta? Z przeprowadzonego przez reporterów "Życia", Rafała Kasprowa i Jacka Łęskiego, dziennikarskiego śledztwa wynikało, że Aleksander Kwaśniewski oraz szpieg KGB Władimir Ałganow przebywali w tym samym czasie w ośrodku wypoczynkowym Rybitwa w Cetniewie. Wnioski, jakie wyciągnęli na podstawie tych ustaleń (pisząc o "wakacjach z agentem" oraz o "znajomych z plaży"), były więc absolutnie dopuszczalne. Przecież dziennikarz może swobodnie komentować fakty, przerysowywać, a nawet stosować prowokację. Do tego wszystkiego uprawnia go konstytucyjna zasada wolności prasy. Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził wprawdzie, że dziennikarze starannie zebrali informacje, naruszyli jednak zasadę rzetelności, nie kierując się odpowiedzialnością za słowo. W istocie więc "Życie" przegrało proces z Aleksandrem Kwaśniewskim tylko dlatego, że "nie lubi prezydenta" oraz "kąśliwie recenzuje jego liczne wpadki". Tym samym gazeta została ukarana za swoje polityczne sympatie.
Wytaczanie przez polityków procesów dziennikarzom jest dowodem ich słabości. Przecież osoby sprawujące władzę dysponują potężnym arsenałem środków obrony - nawet przed najbardziej zaciekłymi i brutalnymi atakami nieprzyjaznych im mediów. Mogą udzielić wywiadu, polemizować, wydać oświadczenie, zwołać konferencję prasową. Przede wszystkim jednak muszą pamiętać, że władza to nie tylko splendory, zaszczyty, medale, picie schłodzonego szampana i powszechne uwielbienie. To także rzeczowa krytyka, brutalne ataki, a nawet niewybredne pomówienia. Są one zawodowym ryzykiem. Niestety, częściowe zwycięstwo Aleksandra Kwaśniewskiego w procesie przeciwko "Życiu" (sąd oddalił bowiem horrendalne roszczenie o zasądzenie 2,5 mln zł zadośćuczynienia) może się przyczynić do kształtowania nowego obyczaju. Spory pomiędzy politykami oraz czwartą władzą będą rozstrzygały sądy, a nie wyborcy podczas głosowania. Publiczną debatę i dyskusję zastąpi więc wymiana pism procesowych między sądowymi pełnomocnikami stron.
"Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność wyrażania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji" - głosi art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Kierując się tą zasadą, trybunał w Strasburgu w 1997 r. stwierdził, że "'idiota' to określenie, które może być stosowane wobec polityków". Wyrok ten dotyczył rzekomego znieważenia Jörga Haidera przez dziennikarza wiedeńskiego tygodnika "Forum". Teraz ponownie austriacki sąd karze za znieważenie lidera skrajnie prawicowej FPÖ. Można liczyć na to, że i tym razem trybunał zweryfikuje nie tylko ten werdykt, ale także rozstrzygnięcie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Czasem jest przecież tak, że o zwycięstwie w pojedynku musi rozstrzygnąć dopiero Jury d’Appelle.


Więcej możesz przeczytać w 23/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0