Czas szeryfów

Czas szeryfów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przybywa skutecznych prokuratorów, których trzeba chronić przed żądnymi zemsty bandytami
"Sędzia Falcone" - bo taki nosi przydomek prokurator Kazimierz Olejnik - otrzymał z rąk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Lecha Kaczyńskiego awans. To wyraz uznania dla jego zasług w zwalczaniu najgroźniejszych przestępstw, a przede wszystkim nagroda za rozbicie "łódzkiej ośmiornicy". Posypały się także głowy złych prokuratorów. Za rażący błąd w kwalifikacji prawnej czynu i niezastosowanie wobec podejrzanego aresztu tymczasowego Lech Kaczyński odwołał zastępcę szefa Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy Małgorzatę Krzyżanowską. W konsekwencji do dymisji podał się jej bezpośredni zwierzchnik Jarosław Bitner. Stracił posadę również Jacek Kołodziejczyk, dotychczasowy szef Prokuratury Rejonowej Łódź Bałuty, za nieprawidłowości w śledztwie dotyczącym zabójstwa.

Nowy minister sprawiedliwości zaczął się uważnie przyglądać pracy prokuratorów. Teraz za błędy będą surowo karani; nawet przełożeni będą ponosić konsekwencje za brak dostatecznego nadzoru - ostrzega Lech Kaczyński. Najlepsi natomiast mogą liczyć na nagrody. Wkrótce prokuratorzy otrzymają od ministra oficjalne wytyczne, jak mają postępować w pracy. To wydarzenie bez precedensu, aby w taki sposób prokurator generalny korzystał ze swoich uprawnień. Nastają więc czasy szeryfów, bo tylko oni mogą skutecznie walczyć z coraz groźniejszymi bandytami.
Zaledwie 43-letni Kazimierz Olejnik, dotychczasowy zastępca prokuratora okręgowego w Łodzi, otrzymał nominację na prokuratora apelacyjnego. Pomimo awansu będzie nadal kierował wydziałem ds. zorganizowanej przestępczości. Przed rozpracowaniem siatki mafijnych powiązań w Łodzi (aresztowano prawie 200 osób) Kazimierz Olejnik oskarżał Edmunda R. (pseudonim Popelina) i członków jego gangu. Podczas tego procesu boss mafii (skazany potem na osiem lat więzienia) zarzucił prokuratorowi, że podczas śledztwa zażądał astronomicznej kwoty 500 mln zł w zamian za ujawnienie nazwiska świadków incognito zeznających w procesie. Odpowiedź na pomówienie była błyskawiczna i jak na polskie doświadczenia zaskakująca: do sądu trafił kolejny akt oskarżenia przeciwko Popelinie. Tym razem nie obejmował zarzutów kryminalnych, lecz dotyczył zniesławienia prokuratora Kazimierza Olejnika (a więc dobrego imienia całego wymiaru sprawiedliwości).
Z podobnymi reakcjami oskarżonych spotyka się również szczecińska prokurator Barbara Zapaśnik. Większość bandytów formułuje wobec niej absurdalne zarzuty albo obraża ją wulgarnymi epitetami. W tamtejszym środowisku prawniczym i dziennikarskim mówi się jednak o niej "żyleta", bo nigdy nie ulega emocjom. Chwalą ją policjanci z wydziału do walki ze zorganizowaną przestępczością: odważna, kompetentna, dociekliwa. Za godnego przeciwnika uznają ją także adwokaci. Prokurator Zapaśnik (to jej największy zawodowy sukces) postawiła przed sądem dwunastu przestępców tworzących jeden z najgroźniejszych zorganizowanych gangów. Marka M. (pseudonim Oczko) oraz jego przez wiele lat bezkarnych żołnierzy oskarżyła o handel narkotykami, przemyt, nielegalne posiadanie broni oraz porwania w celu wymuszenia okupu.
- Nie chciałam prowadzić tego śledztwa - przyznaje szczerze Zapaśnik. - Obawiałam się, że nie dam rady z napiętymi terminami. Prowadziłam wówczas dwie bardzo poważne i pracochłonne sprawy: kradzieży i przemytu tysiąca samochodów (występowało w niej pięćdziesięciu podejrzanych), a także wyłudzania na wielką skalę podatku VAT - dodaje. Od wielu miesięcy prokurator Zapaśnik objęta jest policyjną ochroną. Na rozprawie gangu Oczka pojawia się zawsze w asyście funkcjonariuszy z polskiego FBI, którzy chronią ją również po pracy. Brak wolności to cena zawodowego sukcesu.
- Tylko raz kara wymierzona przez sąd była wyższa od tej, o jaką wnosiłam. Była to sprawa młodej kobiety, która zabijała swoje nowo narodzone dzieci. Domagałam się piętnastu lat pozbawienia wolności. Sąd skazał ją na 25 - wspomina Barbara Zapaśnik. Wraz z nią do szczecińskich Aniołków Charliego zaliczane są także: prokurator Beata Sochacka, która rozpracowała wielką aferę finansową w tamtejszym oddziale PZU, oraz Aldona Lema, specjalizująca się w wykrywaniu finansowych malwersacji. Mówi się o niej, że podejrzanych "prześwietla promieniami Roentgena".
- Mam przynajmniej kilkunastu świetnych prokuratorów, ale nie chcę ujawnić ich nazwisk w obawie o ich bezpieczeństwo. W Polsce jest już bowiem grupa śledczych, których trzeba chronić całą dobę. Wszyscy pamiętamy zamach na panią prokurator Wiolantynę Mataniak w Opolu, którą oblano kwasem solnym. Stąd moja ostrożność - mówi Marek Gabryjelski, prokurator okręgowy we Wrocławiu.
W zasadzie jedynym powszechnie znanym opinii publicznej prokuratorem z Wrocławia jest Tomasz Fedyk, do niedawna rzecznik prasowy tamtejszej Prokuratury Okręgowej. Popularność zdobył z racji pełnionej funkcji, ale miał też szczęście do kilku głośnych śledztw. To on oskarżał konwojentów, którzy półtora roku temu uśpili kolegów "za pomocą sałatki warzywnej" i w ten w sposób ukradli milion dolarów. Osoby prowadzące skomplikowane śledztwa pozostają jednak w ukryciu. Jedną z nich jest Lidia Opacka z wydziału VI ds. przestępczości zorganizowanej, która zajmowała się m.in. głośną sprawą przemytu do Polski w połowie lat 90. transportów spirytusu o wartości biliona starych złotych. Z kolei jej kolega, Tadeusz Kaczan, aresztował zabójcę pięciu mężczyzn z Leśnej oraz sprawcę zamachu na Carringtona, jednego z bossów podziemnego świata przestępczego na Dolnym Śląsku. Zabici byli ofiarami wojny gangów, w której w 1998 r. w Jeleniogórskiem zginęło trzynaście osób.
Z reguły podobne postępowania prowadzą zespoły prokuratorów. Nad sprawą Krakowiaka - jednego z największych bossów przestępczego świata - pracowało pięć osób. Kategorycznie nie chcą ujawniać swoich nazwisk oraz twarzy. Wszyscy mają osobistą ochronę i broń.
- Docierały do nas informacje, że jesteśmy obserwowani na ulicy, że ktoś usiłuje znaleźć nasze adresy i numery telefonów - mówi jeden z nich. Na razie żaden z oskarżonych w sprawie gangu Krakowiaka nie groził im bezpośrednio (zdarzyło się to w postępowaniu przeciwko handlarzom narkotyków). Podobno za zlikwidowanie świadków koronnych zeznających przeciwko Krakowiakowi wyznaczono nagrodę - pół miliona dolarów. - Za dziesięć lat moi podwładni będą wypaleni. Kto przyjdzie na ich miejsce, żeby się narażać i pracować po kilkanaście godzin na dobę? - pyta retorycznie naczelnik katowickiego wydziału do spraw przestępczości zorganizowanej.
Zaskakująca była niedawna decyzja Jacka Spyta, zastępcy prokuratora okręgowego z Gdańska, który podał się do dymisji. Nie wytrzymał ciągłego stresu związanego z pracą oraz wysuwanych wobec niego oskarżeń. Zaledwie 42-letni prokurator prowadził spektakularne śledztwa (m.in. przeciwko grupie płatnych zabójców). Największym jego sukcesem było zakończenie wyrokiem skazującym sprawy gangu "Wróbla", który rządził wybrzeżem.
Kariery sławnych prokuratorów układają się różnie. Czasem padają oni ofiarami zamachów, czasami rozpoczynają błyskotliwą karierę polityczną. Rudolph William Giuliani, prokurator federalny, został burmistrzem Nowego Jorku i uczynił z tego niebezpiecznego miasta oazę spokoju. Włoski prokurator Antonio Di Pietro, który zaczął pracę w Mediolanie, wsławił się akcją "Czyste ręce", wymierzoną przeciwko wszechobecnej korupcji. Potem, chociaż był nękany oskarżeniami o płatną protekcję, zwyciężył w wyborach uzupełniających do włoskiego Senatu. Kennethowi Starrowi, piastującemu urząd niezależnego prokuratora, nie udało się doprowadzić do ustąpienia prezydenta Billa Clintona. Słynny włoski sędzia śledczy z Palermo, Giovanni Falcone, w maju 1992 r. zginął w zamachu. Dwa miesiące później podłożona przez mafię sycylijską bomba zabiła jego najbliższego współpracownika - sędziego Paolo Borsellino. 
 

Więcej możesz przeczytać w 31/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0