Kontrakt z przestępcą

Kontrakt z przestępcą

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Okrągły stół" powinien stanąć w każdej polskiej sali rozpraw, mebel ten doskonale sprawdził się bowiem w  sądownictwie amerykańskim. Wiele spraw karnych jest tam załatwianych poprzez negocjacje obrońcy oskarżonego z prokuratorem. Powód jest pragmatyczny -  często lepiej jest ukarać sprawcę nawet za "drobne wykroczenie", niż wdawać się w długotrwałe postępowanie sądowe, które nie zawsze kończy się udowodnieniem winy.
"Okrągły stół" powinien stanąć w każdej polskiej sali rozpraw, mebel ten doskonale sprawdził się bowiem w sądownictwie amerykańskim. Wiele spraw karnych jest tam załatwianych poprzez negocjacje obrońcy oskarżonego z prokuratorem. Powód jest pragmatyczny - często lepiej jest ukarać sprawcę nawet za "drobne wykroczenie", niż wdawać się w długotrwałe postępowanie sądowe, które nie zawsze kończy się udowodnieniem winy. Społeczeństwo otrzymuje wtedy sygnał, że kara jest nieuchronna: korzystniejszy jest jej niższy wymiar niż uniewinnienie z braku przekonujących dowodów. Nowe polskie przepisy karne stwarzają duże możliwości negocjowania sankcji - wprowadzono instytucję poddania się karze przez przestępcę oraz mediację między nim a pokrzywdzonym. Może już niedługo w polskich sądach więcej będzie prawników przypominających bohatera filmu Roba Reinera "Ludzie honoru". Młody adwokat grany przez Toma Cruise’a szczycił się tym, że wszystkie swoje procesy załatwiał z prokuratorem przy "okrągłym stoliku". Na takim rozwiązaniu zyskują wszyscy: sprawca przyznaje się przecież do winy, dzięki czemu otrzymuje łagodniejszą karę, zaś prokuratorzy i sędziowie zyskują czas, aby się zająć poważniejszymi sprawami.
Wizją łagodniejszej kary skuszono na przykład część oskarżonych odpowiadających w szczecińskim procesie gangu Oczka. Rafał Ch. (ps. Czarny) opowiedział sądowi o handlu amfetaminą, haszyszem, marihuaną, LSD i extasy, a także o ściąganiu haraczy od przemytników i złodziei samochodów. Opłaciło się -Rafał Ch., skazany w dwóch procesach na siedem lat więzienia za handel narkotykami i na pięć lat za haracze, na wniosek prokuratury otrzymał łączną karę siedmiu lat więzienia.
Na współpracę z organami ścigania zdecydował się również inny członek gangu -Artur R., ps. Tuła, były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, który przedstawił zasady działania mafii. Niespodziewanie do winy przyznał się także 47-letni Ryszard M., ps. Siekiera, opowiadając sędziom o szczegółach porwania biznesmena ze Świnoujścia, którego wypuszczono po otrzymaniu 100 tys. DM okupu.
Do takiej właśnie postawy zachęca art. 60 § 3 nowego kodeksu karnego. Sąd est bowiem zobowiązany do stosowania nadzwyczajnego złagodzenia kary wobec sprawcy, który działał w gangu, jeśli ujawni on informacje dotyczące osób uczestniczących w przestępstwie oraz "istotne okoliczności jego popełnienia". W praktyce stosowanie tego przepisu jest jednak kłopotliwe. Tak było w sprawie zabójstwa Tomka Jaworskiego. Najpierw Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że oskarżony Marek Szmidt (wydał współsprawców, wskazał miejsce ukrycia zwłok i miejsce ukrycia noża) zasłużył na nadzwyczajne złagodzenie kary. Wymierzono mu więc karę 15 lat więzienia za udział w uprowadzeniu i maltretowaniu oraz zabójstwie Tomka Jaworskiego. Sąd Apelacyjny uznał jednak, że oskarżony nie zasługuje na takie traktowanie. - Wyjaśnienia oskarżonego Szmidta nie były pełne i oczywiste, nie podał wszystkich istotnych okoliczności zbrodni, zwłaszcza szczegółów zdarzeń nad Kanałem Żerańskim - mówił sędzia Grzegorz Salamon. Cytuje on zwroty, których używał oskarżony w najważniejszych momentach zabójstwa: "Odwróciłem się, nie patrzyłem, odszedłem". Sprawę przekazano do ponownego rozpoznania. - Przepis art. 60 § 3 kodeksu karnego trzeba jeszcze dopracować i stosować jedynie wówczas, gdy jeden ze sprawców rzeczywiście przyczynił się do poznania przez organy ścigania nowych okoliczności sprawy - mówi prof. Andrzej Rzepliński z Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW. - Nadzwyczajne złagodzenie kary jest instytucją odpowiadającą na bogactwo sytuacji i niepowtarzalność elementów każdego rzestępstwa. Mądry i odpowiedzialny sąd musi mieć przecież narzędzia pozwalające inaczej potraktować osoby, które w wiarygodny sposób wyrażają skruchę i chcą współpracować z wymiarem sprawiedliwości, a tym samym odróżniają się oni od zatwardziałych i brutalnych przestępców - dodaje mecenas Krzysztof Piesiewicz, senator AWS. Z dobrodziejstwa innego przepisu - art. 387 nowego kodeksu postępowania karnego - skorzystali dwaj wspólnicy Piotra Domańskiego, byłego studenta, skazanego kilka dni temu na dożywotnie więzienie za trzy zabójstwa. Stanęli przed sądem, gdyż ukrywali sprawcę. Obaj dobrowolnie poddali się karze. Groziło im do pięciu lat więzienia. Wynegocjowali jednak dwa lata z warunkowym zawieszeniem wykonania kary oraz po 1000 zł grzywny. "U oskarżonych błędne pojmowanie przyjaźni przeważyło nad rozsądkiem" - stwierdziła sędzia w ustnym uzasadnieniu wyroku. Z strzygnięciem nie chciały się pogodzić jednak rodziny zabitych taksówkarzy i koledzy zamordowanych. "Powinno się was odstrzelić razem z Domańskim!" - między innymi takie okrzyki wznoszono na sali sądowej. Niezadowoleni ze zbyt łagodnego wyroku taksówkarze ruszyli spod gmachu sądu z włączonymi klaksonami. Sznur ponad 200 pojazdów sparaliżował ruch w centrum Łodzi.
- Kara ustalona na zasadzie konsensusu między stronami może dać poszkodowanemu większą satysfakcję niż zazwyczaj stosowana sankcja. Nie można jednak utożsamiać z sobą płaszczyzny moralnej i prawnej kary. W wymiarze moralnym odpowiedzialność sprawcy zawsze będzie pełna - mówi bp Tadeusz Pieronek, rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Czasem system prawny powinien poprzestać na takiej etycznej sankcji, na "wyrzutach sumienia sprawcy". Zyskać można przecież bardzo wiele - nawet życie potencjalnej ofiary. Zgodnie z art. 252 § 4 kodeksu karnego nie podlega karze za porwanie ten, kto odstąpił od zamiaru wymuszenia okupu i zwolnił zakładnika. Z takiej możliwości skorzystali porywacze ośmioletniej Ali, uprowadzonej niedawno w Szczecinie-Dąbiu. Negocjacje z przestępcami odbywały się za pośrednictwem mediów. Policja przekazała redakcjom zalecenia dotyczące sposobu informowania o tym zdarzeniu. "Przełomem w sprawie była wiadomość, że zwolnienie porwanej dziewczynki może złagodzić karę" - mówił potem nadkomisarz Paweł Biedziak z Komendy Głównej Policji. Przestępcy, ujęci już po wypuszczeniu dziecka, nie będą odpowiadali za porwanie (zagrożone karą do dziesięciu lat więzienia), lecz za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia i pozostawienie dziecka w sytuacji zagrażającej życiu - w nocy i na mrozie.
Negocjowanie z przestępcami bardzo często przynosi dobre rezultaty. Tak się zdarzyło m.in. wtedy, gdy 35-letni Mikołaj M., zdesperowany Ukrainiec, uderzył samochodem w oszkloną ścianę poznańskiego dworca kolejowego i groził zdetonowaniem bomby. Na miejsce zdarzenia dotarł policyjny negocjator, który ponad dwie godziny rozmawiał z przestępcą. W pewnym momencie spełniono prośbę terrorysty - otrzymał telefon komórkowy, z którego mógł zadzwonić do swojego przyjaciela, a także do żony pozostającej na Ukrainie. Rozmowy przyniosły pozytywny skutek - uspokoiły przestępcę. Chwilę później został obezwładniony. Negocjatorem podczas tej akcji był jeden z piętnastu polskich policjantów, którzy w 1994 r. pojechali na szkolenie do Stanów Zjednoczonych. Niestety, mediator działający w Poznaniu musiał liczyć wyłącznie na własne siły - tymczasem jest zasadą, że negocjatorzy pracują w zespołach. Normy amerykańskie przewidują, że z samobójcą podejmuje rozmowy trzech negocjatorów, a z terrorystami - siedmiu. Wedle innego standardu, należy grać na zwłokę - z minuty na minutę, z godziny na godzinę opadają bowiem emocje przestępców. Stają się oni wówczas podatniejsi na perswazję i zazwyczaj odstępują od swoich zamiarów. Zdaniem Macieja Załuskiego, psychologa z Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Krakowie, podstawowym zadaniem negocjatora jest właśnie "osłabianie niepokoju". Zupełnie nową instytucją w naszym kodeksie postępowania karnego są mediacje pomiędzy pokrzywdzonym a podejrzanym. Jej początki sięgają 1995 r., kiedy zaczął działać Zespół ds. Wprowadzenia Mediacji w Polsce (przewodniczy mu dr Janina Waluk) - wówczas zajmujący się tylko nieletnimi wchodzącymi w konflikt z prawem. Obecnie negocjacje można prowadzić także z dorosłymi przestępcami. Pozytywne rezultaty mediacji (w tym na przykład zgoda na wypłacenie odszkodowania) prowadzą do tego, że sąd może łagodniej potraktować przestępcę. - To olbrzymia szansa dla naszego wymiaru sprawiedliwości. Instytucja ta powinna zostać jednak zdefiniowana znacznie szerzej. Najlepsze wzory w tej dziedzinie mają Brytyjczycy. Tak naprawdę mediacja służy pokrzywdzonemu, gdyż umożliwia mu wzięcie czynnego udziału w postępowaniu procesowym - mówi prof. Rzepliński. Także z tego powodu instytucję tę określa się angielskim terminem restorative justice, czyli sprawiedliwości naprawczej. Pierwsze programy mediacyjne powstały w latach 70. w Stanach Zjednoczonych - początkowo dotyczyły tylko konfliktów sąsiedzkich i pracowniczych. Z czasem poszerzono ich zakres, a mediacja stała się popularna w wielu państwach europejskich - w Niemczech, Francji, Austrii, Belgii, Holandii, a także w krajach skandynawskich. Ostatnio również w Polsce.
- Instytucja mediacji działa już ponad rok. W tym czasie w Warszawie były chyba tylko dwie lub trzy sprawy z udziałem mediatora, a przecież jest w tym mieście ponad stu wyszkolonych specjalistów. Dzieje się tak, ponieważ prokuratorzy nie kierują spraw do załatwienia w tym trybie, co uważam za błąd. Mediacja, zwłaszcza w sprawach mniejszej wagi, powinna być powszechniej tosowana.
Przecież pojednanie i przebaczenie jest jedną z naczelnych potrzeb każdego normalnego człowieka - tłumaczy Krzysztof Orszagh, prezes Stowarzyszenia Przeciw Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej. W ten sposób postąpiły matka księdza Jerzego Popiełuszki i piosenkarka Eleni, które wybaczyły zabójcom swych dzieci. Obie za swą postawę otrzymały w Watykanie Nagrodę im. św. Rity. Wzorem dla nich był chrześcijański gest Jana Pawła II, który 27 grudnia 1983 r. (dwa lata po zamachu) odwiedził w więzieniu Ali Agcę. Ostatnio polscy kapelani więzienni - w związku z jubileuszem 2000 lat chrześcijaństwa - wystąpili do władz i całego społeczeństwa z apelem o przebaczenie i okazanie miłosierdzia więźniom. Naczelny kapelan więziennictwa, ks. Jan Sikorski, mówi wprost, że chodzi mu o uchwalenie amnestii. Sprzeciwia się jej jednak minister sprawiedliwości, twierdząc, że takie nadzwyczajne środki prawne osłabiają autorytet państwa. Krzysztof Piesiewicz uważa z kolei, że nie trzeba sięgać po takie nadzwyczajne środki, ale właściwie wykorzystać obowiązujące regulacje.
- Nie jest tajemnicą, że wymiar sprawiedliwości jest w permanentnym kryzysie organizacyjnym i finansowym. Dlatego każda instytucja mogąca go usprawnić jest nieoceniona. Równie ważne jest jednak to, że poddanie się karze czy mediacja zawiera w sobie także element rachunku sumienia, przyznania się do winy, a więc ma funkcję resocjalizacyjną. W istocie nie chodzi przecież o to, by wymierzyć bardzo surową karę, ale by odniosła skutek, a osądzony przeżył duchową metamorfozę - mówi Piesiewicz. Taką przemianę może spowodować nawet spotkanie przestępcy z ofiarą. Ostatnio policjanci z Bielawy każą na przykład złodziejom osobiście oddawać zrabowane przedmioty. - Od kiedy stosujemy tę metodę, znacznie zmalała liczba kradzieży - twierdzi nadkomisarz Mirosław Wójciga, komendant posterunku.















Więcej możesz przeczytać w 1/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0