KONSTRUKTOR

KONSTRUKTOR

Człowiek Roku 1998
Po raz ósmy redakcja "Wprost" przyznała tytuł Człowieka Roku - jak zawsze obdarzając nim osobę, która wywarła w minionym roku największy wpływ na życie Polaków. Trafnego wyboru pomogło nam dokonać ponad sto osobistości życia publicznego, które - jak co roku - nadesłały swoje opinie. W 1991 r. Człowiekiem Roku został Leszek Balcerowicz; po nim - w następnych latach - Hanna Suchocka, Aleksander Kwaśniewski, Jacek Kuroń, Lech Wałęsa, Wisława Szymborska i Marian Krzaklewski. Człowiekiem Roku 1998 został JERZY BUZEK.

Jerzy kto? - pytali ledwie kilkanaście miesięcy temu Polacy, słysząc, że ma zostać premierem. Wówczas kompletnie nieznany, w ciągu roku pokierował rozkołysaniem drugiej - po przemianach 1989 i 1990 r. - fali rewolucji ustrojowej. "Nadchodzący rok będzie rokiem wielkiej naprawy naszego państwa, które nie działa tak, jak tego oczekiwaliśmy" - mówił w noworocznym orędziu ’98 nowy prezes Rady Ministrów. Z reguły nie przywiązuje się wagi do okolicznościowych, banalnych zwrotów i pompatycznych zapewnień. Dziś nawet przeciwnikom koalicji zdarza się atakować gabinet Buzka nie za brak, lecz za nadmiar przemian. Dopiero obecny rok, w którym reformy zaczną wchodzić w życie, zadecyduje jednak o ostatecznym sukcesie lub porażce premiera, rządu i koalicji. Ale rok 1998 należał do Buzka.
Wysforowany przez Mariana Krzaklewskiego, uważany za człowieka znikąd, od początku mógł zginąć w "trójkącie bermudzkim", tworzonym przez Mariana Krzaklewskiego, Leszka Balcerowicza i Aleksandra Kwaśniewskiego. Trójka tych rozdających karty polityków dysponowała własnym zapleczem politycznym, miała własne cele. Buzek nie miał własnego zaplecza, ekipy, lobby. To od początku rodziło pytania, czy będzie "na pasku" pozostającego poza rządem lidera AWS, czy poradzi sobie - z dzierżącym w rządzie kasę państwa - twardym przywódcą Unii Wolności, czy nie da się ograć lokatorowi pałacu na Krakowskim Przedmieściu.
Buzek swym zachowaniem natychmiast wzbudził zadziwiająco dużą, zwłaszcza jak na polityka, sympatię. Przypominano też, że wielokrotnie dał się poznać jako sprawny organizator i świetny mediator, zaciekawienie budziła jego rodzina i ewangelickie wyznanie. Równocześnie rodziły się wątpliwości, czy zapał nowego premiera nie wynika z idealizmu, z widocznej wiary, że nikt nie poważy się grać interesami państwa, z braku doświadczenia w obcowaniu ze starymi politycznymi wilkami.
"Mam zaszczyt przedstawić program naprawy państwa" - rozpoczął nieco wzruszonym tonem swoje exposé nowy premier. "To najbardziej partyjno-rządowe exposé, jakie słyszałem" - skomentowała kwaśno przemówienie szefa rządu głowa państwa, przedkładając tym samym nad osobę Buzka premierów PRL. Prezydent nie omieszkał też pogratulować Leszkowi Millerowi jego szyderstw z premiera. Początek był więc taki: totalnie negatywna opozycja na czele z prezydentem, AWS, która była konglomeratem dziesiątek ugrupowań i grup (dwie z nich były równie opozycyjne, jak SLD), stosunkowo zdyscyplinowana - lecz nieufna wobec koalicji AWS - Unia Wolności.

Jerzy Buzek urodził się 7 lipca 1940 r. w Śmiłowicach (Czechy). W 1963 r.
ukończył studia na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki
Śląskiej w Gliwicach. Jest profesorem, doktorem habilitowanym nauk
technicznych. Był dyrektorem ds. naukowych Instytutu Inżynierii
Chemicznej PAN, pracownikiem naukowym Politechniki Opolskiej. Od 1980
r. działał w "Solidarności". Pod pseudonimem "Karol" organizował
podziemne struktury związku na Śląsku i w Zagłębiu. Był członkiem władz
krajowych i regionalnych tajnej "Solidarności". Przewodniczył czterem
krajowym zjazdom delegatów. W połowie lat 80. wycofał się z działalności,
poświęcając czas ratowaniu życia chorej córki. W 1991 r. bezskutecznie
spróbował sił w wyborach parlamentarnych. Był członkiem zespołu
ekspertów Akcji Wyborczej Solidarność, współautorem części programu
gospodarczego akcji. Od października 1997 r. piastuje stanowisko premiera.


Koalicja musiała szybko przeprowadzić reformy. Przymus nie wynikał wyłącznie z ideowej pryncypialności, lecz z zasobów państwowej kasy - bez reform gospodarka była skazana na załamanie, a rządzący na przegraną. Tak więc, wstrzymując przez cztery lata podstawowe reformy, przywódcy SLD i PSL mimowolnie zapracowali na wykreowanie postaci Jerzego Buzka - reformatora.
"Jeżeli przeprowadzi się program naprawy państwa szybko, zdecydowanie i skutecznie, obywatele szybko odczują korzyści. Wtedy nie będzie żadnych powodów, by się obawiać o wynik następnych wyborów" - powiedział premier w maju ubiegłego roku dla "Wprost". Rozpoczęto reformy terytorialną, samorządową, oświatową, ubezpieczeń społecznych, służby zdrowia, a także wymiaru sprawiedliwości i struktur wojskowych. Trwa walka o restrukturyzację górnictwa, jest szansa na szybszy rozwój infrastruktury transportowej. W zasadzie nie zajęto się jedynie problemem rolnictwa, z którym nie do końca uporały się także państwa Europy Zachodniej. Co więcej, mimo światowego kryzysu finansów, w 1998 r. PKB wzrósł w Polsce o ponad 5,5 proc., wskaźniki inflacji i bezrobocia spadły poniżej 10 proc., a do kraju napłynęło przeszło 25 mld USD zagranicznych inwestycji. Równocześnie kierowana przez Bronisława Geremka dyplomacja zapewniła przesunięcie granic NATO nad Bug.
Rząd Buzka nie cieszy się jednak powszechną aprobatą. W świadomość społeczną mocniej się wryły zawirowania spowodowane zarówno partyjnymi rozgrywkami, jak i - przede wszystkim - naruszeniem interesów potężnych lobby. Ponadto konflikty wewnątrzkoalicyjne, czasem o charakterze czysto personalnym, splatały się ze zmaganiami z opozycją i prezydentem.
Na początku 1998 r. wybuchła - stawiająca w niekorzystnym świetle rząd, a zwłaszcza AWS - afera żelatynowa, w czasie której jawnie spekulowano, kto kogo zagrabi: Janusz Tomaszewski (MSWiA) Wiesława Walendziaka (kancelaria premiera) czy na odwrót. AWS i UW spierały się o stanowiska, poszczególne grupy koalicyjnych posłów wysmażały do premiera epistoły i supliki, domagając się ukarania jednego ministra za brak dyscypliny, a odwołania innego za niezręczną wypowiedź. Karać? Ciężkim ciosem dla Polski była utrata 34 mln ECU z funduszu PHARE, jednak próba usunięcia Ryszarda Czarneckiego (ZChN) ze stanowiska szefa Komitetu Integracji Europejskiej doprowadziła do tego, że Marian Krzaklewski musiał mediować między premierem a liderami ZChN, grożącymi opuszczeniem koalicji. Ale i Krzaklewski potrafił stanąć na czele manifestacji "przypominającej" rządowi o jego programie.
Wraz z konfliktami pojawiły się oskarżenia, że premier jest zbyt "miękki". Dlaczego nie zdymisjonuje Tomaszewskiego albo Walendziaka? A najlepiej obu? Dlaczego bawi się z Czarneckim, który w dodatku pokłócił się publicznie ze swym zastępcą, Piotrem Nowiną-Konopką? Czy musi tolerować swary w MON? Dopiero
podsumowanie pytań ukazuje, że użycie "twardej ręki" w stosunku do kolejnych ministrów doprowadziłoby do unicestwienia rządu. Sam Buzek, zniecierpliwiony oskarżeniami, zwrócił uwagę, iż jego poprzednicy zyskali opinię stanowczych, tyle że nie znajdowało to odbicia w reformowaniu kraju. Z czasem jednak przestał tak starannie unikać starć. Gdy wybuchł konflikt wokół ogłoszonej przez Leszka Balcerowicza "Białej księgi podatkowej", szef rządu publicznie dzielił się obawami, czy nie jest to przedwyborcza akcja propagandowa lidera UW. W ten sposób zapobiegał upowszechnieniu opinii, że w rządzie jest dwóch premierów. Podobnie stanowczo zapobiegał spekulacjom dotyczącym możliwości startu w wyborach prezydenckich - właśnie lojalnością zdołał zneutralizować potencjalne konflikty z Krzaklewskim. Stanowczo wziął też w obronę Janusza Pałubickiego, ko- ordynatora służb specjalnych, ostro krytykowanego za to, że nazwał Aleksandra Kwaśniewskiego "prezydentem wszystkich ubeków", gdy ten zawetował ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej.
Jeszcze więcej energii pochłaniały batalie z opozycją i prezydentem. Na powitanie koalicja nie zdołała odrzucić sprzeciwów Kwaśniewskiego wobec zmiany zasad waloryzacji emerytur "mundurowych" i w kwestii wychowania seksualnego. Następnie rozgorzał spór o prawo uczestniczenia przedstawicieli prezydenta w posiedzeniach rządu; wreszcie Aleksander Kwaśniewski powołał Radę Gabinetową, dzięki czemu mógł przewodniczyć podczas posiedzeń Rady Ministrów odbywających się w jego pałacu. Równocześnie starał się wobec rządu zająć pozycję arbitra i mentora, na przykład podczas drugiego posiedzenia rady usiłował "rozliczać" rząd ze stanu przygotowań do negocjacji z Unią Europejską. Gdy okazało się, że wspólne picie kawy i jedzenie ciastek nie daje większych efektów, z posiedzeń zrezygnowano.
Najcięższe starcie nastąpiło w batalii o liczbę województw, przy czym gra części posłów prawicy przeciwko rządowi Buzka była tak zaciekła, że trudno mieć pretensję do prezydenta czy opozycji parlamentarnej, iż skorzystały z okazji do uderzenia. Rząd, ustępując (nie pierwszy i nie ostatni raz) pod naciskiem własnych posłów, musiał przystać na zwiększenie liczby województw z 12 do 15, co stworzyło prezydentowi i opozycji pole do gry, zakończonej ustanowieniem 16 województw. Przy tej jednak okazji doszło do wykluczenia z klubu AWS przeciwników polityki liderów AWS. Co ważniejsze, kampania wyborcza do samorządów, w której Buzek - m.in. występując w telewizyjnych spotach - odegrał rolę pierwszoplanową, przyniosła AWS utrwalenie pozycji na politycznej scenie.

Trudno jednak już mówić o powodzeniu w sprawie konfliktu na oświęcimskim żwirowisku. Plusem jest co najwyżej to, że gabinet Buzka, zdany na sądowe procedury, do tej pory skutecznie zabiegał o cierpliwość wpływowych środowisk żydowskich. Rok 1998 był rokiem Buzka, ale nie rokiem samych sukcesów, wielkich osiągnięć i znakomitych wyników. Zmaganie się III RP z PRL nadal trwa, a zwycięstwo nie jest przesądzone. Ubiegłoroczne reformy uderzyły w interesy wielkich, niekiedy od dziesięcioleci funkcjonujących grup interesów - zawodowych, biznesowych, administracyjnych, regionalnych, lokalnych, partyjnych. Skala powstałych do tej pory z tego powodu konfliktów i tak może być uznana za małą. Nie jest jednak wykluczone, że już wkrótce premier będzie musiał zmienić filozofię rządzenia, że będzie musiał podejmować również takie decyzje, które nie będą aprobowane przez większość. Tuż przed końcem 1998 r. premier wręczył nominacje nowym wojewodom, równocześnie zaś z początkiem 1999 r. weszły w życie trudne reformy. Jak trudne, wskazuje choćby zamieszanie w służbie zdrowia czy wewnątrzkoalicyjna walka o kształt nowego budżetu państwa. Sukcesem Jerzego Buzka pozostanie samo doprowadzenie do decydującego starcia z przestarzałymi strukturami państwa - czyli dopiero stworzenie szansy na sukces.

Zbigniew Messner, premier PRL w latach 1985–1988

Inaczej się patrzy na pracę rządu spoza gabinetu premiera. Kiedy się przebywa tam, w środku, wszystko jest trudniejsze. Patrząc z drugiej strony, człowiek może zapomnieć o wadze podejmowanych decyzji. Wydaje mu się, że jeśli to, co robi, jest słuszne, opinia publiczna powinna go chwalić. Tymczasem życie jest trudniejsze, niż to wygląda na papierze. I dlatego, będąc na miejscu premiera Buzka, nie wpadałbym w taki hurraoptymizm. Czasem słuchając go, mam wrażenie, że widzę Edwarda Gierka w szczytowym momencie propagandy sukcesu. Tymczasem ludzie na razie nie odczuwają rezultatów reform rządu, nie czas więc jeszcze na euforię. Obserwując rząd, mam wrażenie, że brakuje mu spójności. Z jednej strony, "Solidarność", której władze oderwały się od rzesz członków, co grozi buntem związkowców, z drugiej, Unia Wolności z Leszkiem Balcerowiczem, z twardą polityką gospodarczą. Jerzy Buzek nie potrafi pogodzić tych dwóch żywiołów. Ma absolutne zaufanie do Mariana Krzaklewskiego i boi się samodzielnie podejmować decyzje. Odnoszę również wrażenie, że premier nie prowadzi samodzielnej polityki kadrowej. Czasem widać, że Jerzy Buzek jest początkującym politykiem i dopiero uczy się poruszać w świecie władzy.

Tadeusz Mazowiecki, premier RP w latach 1989–1990

Każdy rząd koalicyjny jest rządem trudnym do kierowania. Tak jest w wypadku koalicji AWS-UW. Premier Jerzy Buzek przez ten rok wykazał się zdolnościami koncyliacyjnymi i należy mu się za to uznanie. Ma duże zdolności do nawiązywania kontaktu z ludźmi i znakomicie wykorzystuje je do przedstawienia programu rządu. Te zdolności na pewno będą przydatne w tym roku, ważnym dla Polski przede wszystkim na arenie międzynarodowej, w trakcie przystępowania do NATO i procesie integracji europejskiej.

Jan Krzysztof Bielecki, premier RP w 1991 r.

Kibicuję Jerzemu Buzkowi, którego szanuję za to, co robił w latach 80. i za to, co robi obecnie. Najważniejsze, że ustrzegł się zmian, jakie niesie piastowanie wysokich urzędów i pozostał człowiekiem zasad, a jednocześnie wielkiej wyrozumiałości w stosunku do innych. Premier Jerzy Buzek prowadzi bardzo dobrą politykę międzynarodową. Jego umiejętność słuchania argumentów i równocześnie konsekwentne obstawanie przy tym, co uważa za słuszne, przynosi rezultaty. To właśnie po spotkaniu z premierem przewodniczący Parlamentu Europejskiego Gil Robles przestał mówić o roku 2006 jako dacie przystąpienia Polski do UE, a zaczął słuchać polskich argumentów. Rząd i premiera trzeba oceniać nie na podstawie wrażenia, jakie sprawia, ale biorąc pod uwagę to, co udało się osiągnąć. I dlatego zarzuty o niespójności rządu i braku "twardej ręki" premiera uważam za chybione. Zdolność Jerzego Buzka do budowania kompromisu, umiejętność wsłuchiwania się w głosy niezadowolenia buduje atmosferę potrzebną do przeprowadzenia bardzo ważnych reform, których rządy poprzedniej koalicji nawet nie próbowały realizować.

Jan Olszewski, premier RP w latach 1991-1992

Jerzy Buzek to najbardziej medialny premier ostatnich dziesięciu lat. Myślę jednak, że nie do końca wykorzystuje swoje konstytucyjne uprawnienia. Konstytucja przyznaje mu przecież władzę na wpół kanclerską. Dlatego sposób rządzenia powinien być bardziej osobisty i wyrazisty, a nie tylko koncyliacyjny. Ponadto, moim zdaniem, założenie, że kluczem do przebudowy kraju pozostaje reforma terytorialna, jest błędne. Ta decyzja może się zemścić. Reformą podstawową powinna być reforma własnościowa, "odpaństwowienie" gospodarki. Tymczasem zamiast reprywatyzacji mamy jakąś formę żywiołowej wyprzedaży. Niedługo nie będzie można nawet myśleć o powszechnym uwłaszczeniu obywateli, bo nie będzie już potrzebnego majątku. Tak naprawdę dopiero następny rok pokaże, czy rozpoczęcie przebudowy państwa od czterech reform to strzał w dziesiątkę, czy generalne nieporozumienie.

Okładka tygodnika WPROST: 2/1999
Więcej możesz przeczytać w 2/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0