Wszyscy ludzie prezydenta

Wszyscy ludzie prezydenta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co w otoczeniu Aleksandra Kwaśniewskiego robią wysocy oficerowie służb specjalnych PRL?
Toczy dokumenty, które Urząd Ochrony Państwa przekazał Sądowi Lustracyjnemu w związku ze sprawdzaniem kandydata na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, są coś warte, można wywnioskować, analizując, jakie osoby związane niegdyś ze służbami specjalnymi PRL zrobiły karierę u obecnego prezydenta - mówi były wysoki funkcjonariusz UOP. Jest on pewien, że najważniejsze dokumenty i tak nie zostaną 9 sierpnia upublicznione, gdyż sąd utajni tę część posiedzenia - na wniosek UOP. Nie tylko on przekonuje, że centralną postacią nie jest w tej sprawie kapitan Zygmunt Wytrwał, zajmujący się w SB m.in. dziennikarzami, którego sąd wezwał na świadka, lecz może nią być na przykład płk Waldemar Mroziewicz.
Zygmunta Wytrwała bez trudu odnaleźli byli pracownicy UOP, którzy odeszli ze służby po wyborach w 1997 r. - twierdzi nasz informator z Klubu Parlamentarnego SLD. Obawiali się jednak rozmowy z nim na temat osób, z którymi się spotykał jako funkcjonariusz SB (m.in. z Aleksandrem Kwaśniewskim), gdyż słynie on z tego, że rejestruje wszystkie ważne rozmowy. Nie wiedzą więc, co Zygmunt Wytrwał powie w sądzie ani jak zareaguje na widok prezydenta. Udało nam się ustalić, że Wytrwał mieszka na warszawskim Mokotowie w jednym z budynków z tzw. zasobów MSW.

Asy atutowe
Wspomniany już płk Waldemar Mroziewicz do MSW przyszedł w połowie lat 60. Przed 1989 r. pracował w zarządzie C, czyli archiwum. Po pozytywnej weryfikacji przeszedł do UOP. Po objęciu urzędu przez Piotra Naimskiego został odwołany z funkcji zastępcy dyrektora Biura Archiwum UOP. W 1996 r., gdy szefem UOP został Andrzej Kapkowski, a ministrem-koordynatorem był Zbigniew Siemiątkowski, Mroziewicz został szefem archiwum urzędu. Zastąpił na tym stanowisku Antoniego Zielińskiego. - W 1992 r. Mroziewicz został zwolniony z pracy. Zarzuty wobec niego były bardzo zasadnicze - chodzi przede wszystkim o wybiórcze niszczenie akt - mówi Antoni Macierewicz, były minister spraw wewnętrznych. - O rozmiarze zniszczeń w archiwach zostałem poinformowany w maju 1992 r., a wkrótce przestałem być ministrem. Żałuję, że nie skierowałem sprawy przeciwko Mroziewiczowi do sądu - wyjaśnia Macierewicz. - Zarzuty prawicy w stosunku do mojej osoby nie zostały potwierdzone żadnym postępowaniem, dlatego nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia - powiedział nam Waldemar Mroziewicz.
Gdy po wyborach w 1997 r. płk. Waldemara Mroziewicza zwolniono z UOP, natychmiast otrzymał propozycję pracy jako doradca Marka Siwca, szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - Po co prezydentowi usługi człowieka, który znał się tylko na zawartości archiwów służb specjalnych, tyle że były to zarówno archiwa SB, jak i UOP? - pyta nasz informator. Dowiedzieliśmy się, że wkrótce ma przestać pracować w BBN. Andrzej Kapkowski, przełożony Mroziewicza, również pracuje dla Aleksandra Kwaśniewskiego - jest doradcą w jego kancelarii. W maju 1997 r. prezydent Kwaśniewski awansował go na stopień generała. Gdy parlament przyjął ustawę lustracyjną, apelował do prezydenta o jej zawetowanie.
Jednym z pierwszych pracowników zatrudnionych w Kancelarii Prezydenta był Andrzej Majkowski, odpowiedzialny za Biuro Spraw Międzynarodowych. W swoim oświadczeniu lustracyjnym podał, że był tajnym i świadomym współpracownikiem służb specjalnych PRL. Karierę rozpoczynał w Związku Młodzieży Socjalistycznej, a w latach 1972-1992 pracował w MSZ, w różnych placówkach zagranicznych.
W gronie współpracowników prezydenta jest także płk Marek Dukaczewski, podsekretarz stanu w BBN, który poprzednio służył w Wojskowych Służbach Informacyjnych. Gdy w 1999 r. prezydentowi zarzucono, że otacza się byłymi pracownikami służb specjalnych PRL, Aleksander Kwaśniewski bronił Dukaczewskiego. "Jest to osoba, która dlatego została przez mnie powołana do BBN, że właśnie zajmowała się tego typu działalnością i ma wiedzę w tym zakresie" - stwierdził. Dukaczewski był reprezentantem prezydenta w komisjach parlamentarnych przygotowujących nowelizację ustaw lustracyjnej i o Instytucie Pamięci Narodowej. Starał się wówczas przekonać parlamentarzystów o konieczności ograniczenia działania tych ustaw i utajnienia nazwisk agentów. "Otwarcie teczek grozi samosądami" - ostrzegał Marek Dukaczewski.

Tajemnice teczek
Sąd Lustracyjny otrzymał dotychczas m.in. analizę polityczno-operacyjną sporządzoną w latach 80. w Wydziale VII Departamentu III MSW, dotyczącą redakcji "Życia Warszawy". Zawiera ona informację o agencie Alku, mającym numer rejestracyjny 72204 (Aleksander Kwaśniewski nigdy w "Życiu Warszawy" nie pracował). Agenta prowadził wspomniany już kapitan Zygmunt Wytrwał. W innym dokumencie, dzienniku koordynacyjnym Wydziału III Biura C MSW, figuruje ten sam numer - 72204, pseudonim Alek oraz nazwisko Kwaśniewski (ujawnienie nazwiska jest ewenementem w tego rodzaju dokumencie). W dzienniku odnotowywano zapytania, które funkcjonariusze kierowali do poszczególnych departamentów, chcąc się dowiedzieć, czy dana osoba jest zarejestrowana. Na pytanie dotyczące Kwaśniewskiego odpowiedziano, że informacji może udzielić kapitan Wytrwał.
Dwa spośród nowych dokumentów przesłanych przez UOP do Sądu Lustracyjnego znaleziono najprawdopodobniej w archiwum odkrytym w czerwcu 1999 r. w zaplombowanym pomieszczeniu Stołecznej Komendy Policji. Była tam m.in. pełna kartoteka III Wydziału Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych (SB) w Warszawie. To archiwum jest w procesie lustracyjnym o tyle ważne, że znajdują się tam odnośniki do dokumentów, które zostały na przełomie lat 1989-1990 zniszczone, a także kopie wielu zniszczonych akt. Dla tych, którzy akta SB niszczyli - i zapewniali zainteresowane osoby, że zniszczyli w całości - musi być dużą niespodzianką odkrycie kopii i wielu odnośników. Jeden z byłych wysokich urzędników MSW sugeruje, by uważnie obserwować, którzy z byłych pracowników służb specjalnych i MSW wkrótce stracą posady. Z powodu niewywiązania się z obietnic?
Sąd Lustracyjny powinien odpowiedzieć na pytanie, czy nowe materiały przekazane przez UOP w związku z postępowaniem lustracyjnym wobec prezydenta, wskazują, że w latach 80. mógł on być tajnym współpracownikiem SB. Czy mógł on być kontaktem poufnym, czyli osobą, która utraciła możliwości pracy operacyjnej lub z jakiegoś powodu - awansu w hierarchii partyjnej bądź zawodowej - została z tego obowiązku zwolniona? Jeden z byłych funkcjonariuszy UOP uważa, że materiały SB (jeśli są prawdziwe), które zawierają nazwisko, świadczą, iż osoba ta była zarejestrowana jako TW. Nawet jeśli nie ma teczki takiego człowieka, bo ta została zniszczona, to istnieją zapiski - odnośniki do materiałów (pytania), które musiały się w niej znajdować. Sposób, w jaki udzielano odpowiedzi, i numer ewidencyjny świadczą o tym, kto był zarejestrowany jako agent. Nie wyklucza tego przynależność do PZPR czy zajmowanie wysokiego stanowiska, gdyż SB często mieszała się w politykę kadrową partii, uznając niektórych swoich podopiecznych za osoby godne wspierania, a wręcz promowania. Tym - zdaniem naszego informatora - można tłumaczyć niejedną błyskotliwą karierę polityczną.
Więcej możesz przeczytać w 33/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0