Hodowcy dzieci

Hodowcy dzieci

W czasie kiedy politycy kłócą się o in vitro, lekarze w Gdańsku idą dalej: selekcjonują zarodki i wybierają tylko te, które nie mają wad genetycznych. To jeszcze medycyna czy już eugenika?
Galeria handlowa Madison w Gdańsku. Profesor Krzysztof Łukaszuk pędzi na  górę. Tam, pod samą kopułą, mieści się kierowana przez niego klinika Invicta. Na dole sklepy, ludzie kupują ubrania, zabawki i sprzęt AGD. Na  górze w inkubatorach leżą zarodki.

Teraz profesor ma w klinice przypadek wyjątkowo trudny. Kiedy go rozwiąże, w Polsce rozpęta się burza. – Wie pan, co się może dziać? – pytam. – Tabloidy napiszą, że stworzył pan dziecko lek. Będą pana atakować prawica i Kościół. Profesor ciężko wzdycha. – Gdybym wiedział, że pożyję tysiąc lat, może bym się bardziej tym przejmował, szedł na kompromisy. Ale przecież człowiek ma jedno życie i po prostu musi robić swoje. Robię to, co uważam, że jest w  porządku.

Rodzeństwo jak zbawienie

W 2005 r. zaczął stosować metodę PGD, czyli Preimplantation Genetic Diagnosis. Jeśli rodzice nie chcą, żeby urodziło się im dziecko z  zespołem Downa, przychodzą do Invicty, płacą, oddają zarodki do  genetycznego zdiagnozowania. Jeśli boją się zespołu Turnera, proszę bardzo, mogą sprawdzić, czy dziecko nie będzie zagrożone tą chorobą. To  samo z mukowiscydozą, stwardnieniem guzowatym, zanikiem mięśni… Selekcjonuje się zarodki i do macicy implantuje te, które nie mają genetycznego defektu.

– Takich diagnostyk wykonujemy już ok. 300 rocznie – mówi prof. Łukaszuk. Jest prawdopodobnie jedynym lekarzem w Polsce, który to robi. Ponieważ nie ma ustawy bioetycznej, która regulowałaby zasady postępowania z zarodkami, nikt nie kontroluje tego, co dzieje się w klinikach leczenia niepłodności. W Stowarzyszeniu Nasz Bocian, organizacji pacjentów, która śledzi, co się dzieje w tzw. branży, nikt nie słyszał, żeby jakaś klinika – poza tą Łukaszuka – robiła podobne „skanowanie" zarodków. A Łukaszuk chce iść jeszcze dalej.

– Zgłosiło się małżeństwo, które ma ciężko chore dziecko. Pomóc mógłby przeszczep szpiku. Niestety, wciąż nie ma dawcy. A czasu na czekanie coraz mniej –  opowiada profesor. Małżeństwo X ma dwuletniego synka z uszkodzonym genem SAP, co prowadzi do zaburzeń układu odpornościowego. Choroba jest tak rzadka, że rodzin borykających się z podobnym problemem jest na świecie najwyżej sto. Jednym z nich był słynny Bubble Boy – David Vetter z USA, który zmarł w 1984 r., mając 12 lat. Chłopca trzymano wewnątrz plastikowej kuli wypełnionej filtrowanym powietrzem, bo wszelkie zarazki były dla niego śmiertelnie groźne. Synek państwa X też żyje w  zagrożeniu.

Wystarczy, że ktoś go pocałuje, a rozwinąć się to może w  wyniszczającego raka krwi albo zakaźną mononukleozę o dramatycznym przebiegu, łącznie z pęknięciem śledziony, porażeniem nerwów, zapaleniem mózgu. Skoro nie ma dawcy szpiku, rozwiązaniem może być to, co lekarze nazywają „saviour siblings" – zbawczym rodzeństwem. Dziecko, które mogłoby uratować dwuletniego synka państwa X, musi być z jednej strony od niego inne (bez uszkodzonego genu SAP), z drugiej – identyczne (tkankowo tak zgodne, jakby byli bliźniakami). Dzięki tej zgodności do  terapii chorego chłopca będzie można użyć krwi, którą lekarze pobiorą po  przecięciu pępowiny łączącej noworodka z mamą. Zdrowe komórki – jeśli terapia się powiedzie – naprawią szwankujący układ immunologiczny bez ryzyka odrzucenia, które zawsze istnieje, gdy przy leczeniu wykorzystuje się np. szpik od dawcy niespokrewnionego. 

Nie widziałem, nie słyszałem

– O, proszę – dr Sebastian Pukszta, kierownik laboratorium, bierze do  ręki coś szklanego i tak małego, że mogłoby być nakładką na koniuszek igły. To probówka. Zarodek jest zaledwie mokrym śladem na jej dnie. A z  tego śladu do badania trafia tylko jedna komórka, którą się ogląda, oznacza, podświetla specjalnymi sondami. Nie można się pomylić, cofnąć do punktu wyjścia, naprawić błędu. Jedna komórka, jedna próba. W  przypadku państwa X trzeba było nie tylko wykluczyć zarodki z genetyczną wadą, ale też profil każdego porównać z profilem żyjącego dziecka. W  pierwszej turze z 14 zarodków aż 13 odpadło. A ten jeden przestał się rozwijać. W drugiej z 20 zostały trzy. Jest szansa na ciążę.

– W Polsce robi się coś takiego? Pierwsze słyszę – dziwi się posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska. Jest w swojej partii czołową ekspertką w sprawach wspomaganego rozrodu i autorką projektu ustawy o in vitro. – Nie wiedziałem. Naprawdę? – Marek Balicki, były minister zdrowia i  autor projektu ustawy o in vitro, który będzie forsowany przez Ruch Palikota, też jest zdziwiony. Sięga do swojego projektu, wertuje przepisy. Upewnia się, czy jeśli jego projekt wszedłby w życie, możliwe będzie coś takiego, co teraz planują państwo X. – Nie, nie – mówi po  chwili. – To nie będzie dopuszczalne. Stowarzyszenie Nasz Bocian powołane do tego, żeby lobbować na rzecz interesów pacjentów i ich rodzin, nie planuje stawania w obronie takich rozwiązań, z jakich chce skorzystać małżeństwo X. – Nie popieramy tworzenia embrionu, które zostanie dzieckiem lekiem, bo to podważa prawo dziecka do bycia podmiotem, a nie przedmiotem – tłumaczy Anna Krawczak z Naszego Bociana.

– Jestem bardzo liberalny, za moje poglądy niejeden ksiądz zapewne gotów byłby mnie powiesić, ale nawet ja muszę powiedzieć, że jest coś niewłaściwego w tak przedmiotowym traktowaniu zarodków – mówi prof. Piotr Węgleński, genetyk z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN. Profesor Sławomir Wołczyński, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu, pytany o to, co sądzi na temat badań prowadzonych przez prof. Łukaszuka, natychmiast ucina: – Wolę się nie wypowiadać. Dlaczego? Nie  powie. Podobne uniki stosuje wielu lekarzy i genetyków: nie mają czasu, nie mogą sobie przypomnieć, czy w ogóle znają kogoś takiego jak Łukaszuk. Proszą, żeby zadzwonić później. A potem nie odbierają, nie  odpowiadają na e-maile. – Ubolewam, że w Polsce nie ma jeszcze klimatu do zaakceptowania genetycznej diagnostyki preimplantacyjnej – mówi prof. Piotr Stępień z Instytutu Genetyki i Biotechnologii UW. – Nie dostrzega się też korzyści, jakie mogą wynikać z saviour siblings. Rodzeństwo na  ratunek nie oznacza przecież, że na świat przychodzi dziecko, które ma  być magazynem części zamiennych dla starszego brata czy siostry. Chodzi o wykorzystanie krwi pępowinowej, która jest i tak „okołoporodowym odpadem", dziecku przecież nic się przez to nie ujmuje, niczego się nie  zabiera.

Selekcja wykluczona

Dokładnie rok temu w szpitalu Clamart pod Paryżem przyszło na świat takie dziecko. Prasa natychmiast ochrzciła je dzieckiem lekiem, ale  rodzice dali mu na imię Umut-Talha, co po turecku znaczy „nasza nadzieja". Lekarze, którzy dobierali rodzicom zarodek zgodny tkankowo z  ich córką cierpiącą na rzadką genetyczną chorobę krwi, po porodzie odbierali gratulacje – także z ministerstwa nauki, od innych lekarzy i  polityków. Do chóru nie dołączyli oczywiście politycy prawicy ani episkopat. W USA saviour siblings stosuje się od 12 lat. Jedna z  największych amerykańskich klinik Reproductive Genetics Institute ma na  koncie 250 urodzin takich dzieci. Jednak w Europie to przypadki rzadkie, zawsze wywołujące debatę.

We Francji od wielu lat istniała ustawa bioetyczna, która dopuszczała selekcję zarodków, jednak pół roku po  narodzinach Umut-Talhy tamtejszy parlament wziął się do jej odświeżania. W Niemczech debatę na temat tego, czy selekcjonować zarodki, czy nie i w jakich przypadkach, wywołał niedawno lekarz Matthias Bloechle, który złożył sam na siebie doniesienie do Trybunału Federalnego. Trzem parom obciążonym dziedzicznie wyselekcjonował zarodki, a diagnostyka preimplantacyjna była w Niemczech przestępstwem zagrożonym karą więzienia. W Bundestagu odbyła się burzliwa dyskusja, czy selekcjonować, czy nie – padały ostre słowa: o eugenice, o hodowli dzieci, selekcji życia. Ale od pół roku Niemcy mają przepisy, które pozwalają prowadzić diagnostykę zarodków. Pary muszą jednak zdobyć zgodę komisji etycznej. A  można na nią liczyć tylko w dwóch przypadkach: gdy istnieje wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia choroby dziedzicznej lub poronienia. –  Mówimy nie selekcji zarodków. Każdy ma być chroniony – zapowiada posłanka Kidawa-Błońska. Jeśli jej projekt przejdzie, już nie  będzie możliwe to, co robi dr Łukaszuk. Ruch Palikota z kolei gotowy jest zgodzić się na selekcję, ale in vitro umożliwić tylko tym, którzy są niepłodni.

To geny

Tymczasem wiele par, które zgłaszają się teraz do kliniki prof. Łukaszuka, nie ma problemu z płodnością, lecz z genami. Małżeństwo Y: oboje przed trzydziestką. Z naturalnego poczęcia mają niesłyszącego synka. Nie wiedzieli, że są nosicielami uszkodzonego genu, który może powodować wrodzoną głuchotę. Przed drugą ciążą woleli nie stawiać na  naturę, więc było tak: in vitro, genetyczne przebadanie zarodka. I mają dziecko, które słyszy. Małżeństwo Z: żadnych problemów z płodnością, ale  pierwsza ciąża – poronienie. Druga: rodzi się dziewczynka z zespołem Smitha-Lemliego-Opitza (genetyczną chorobą metaboliczną), która żyje zaledwie trzy miesiące. Gdy zdecydowali się na kolejną ciążę, postanowili przebadać zarodki.

Mają zdrową córkę. Małżeństwo XYZ (też płodne, ale korzysta z in vitro), bo z powodu mutacji genetycznej dochodzi do nawykowych poronień. Badanie ich zarodków zaplanowane jest na przełom lutego i marca. XYZ mieszkają w Gdańsku, blisko galerii, w  której mieści się Invicta. Za każdym razem, gdy idą do kliniki, rozglądają się, czy ktoś ze znajomych widzi, że oni nie do sklepu, a do prof. Łukaszuka. Po co ktoś miałby im dokuczać? Nie chodzą tam dla  przyjemności. Samo badanie zarodków kosztuje 4,5 tys. zł. Do tego dochodzą przecież ogromne koszty in vitro. Państwo XYZ wydali już na to  ponad 30 tys. zł. Słyszeli, że inni wydają jeszcze więcej. Ale jaki mają wybór, jeśli chcą mieć zdrowe dziecko? Po pierwszym poronieniu ona myślała, że umrze z rozpaczy.

A przy drugim było jeszcze gorzej. –  Pamiętam – opowiada – jak krwawiąc, przyjechałam na izbę przyjęć, a obok mnie kobieta w zaawansowanej ciąży miała być przyjęta na porodówkę. Obie czekałyśmy. Ja już tylko na śmierć. Ona na życie. Oczywiście zdarzają się tacy, którzy nie mają problemów, ale chcą, by Łukaszuk wyselekcjonował im zarodek określonej płci. Raz przyjechała góralka, że  ma pięć dziewczyn w domu, mąż wściekły, chce syna, niechże profesor będzie człowiekiem i nie odmawia. Twierdzi, że odmówił. Większość tych, którzy przychodzą do prof. Łukaszuka, to jednak nie ludzie z  fanaberiami, a raczej ciężko poturbowani po stracie dzieci. – W  poczekalni kliniki – opowiada pani XYZ – wszyscy siedzimy, wbijając wzrok w podłogę. Nikt nic nie mówi.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2012
Więcej możesz przeczytać w 4/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • oburzona IP
    \"W pierwszej turze z 14 zarodków aż 13 odpadło. A ten jeden przestał się rozwijać. W drugiej z 20 zostały trzy. Jest szansa na ciążę.\"

    Tłumacząc na prosty język - w pierwszej turze ZABILIŚMY ŚWIADOMIE 13 potencjalnych osób, a w drugiej 17. Ale może w końcu uda nam się znaleźć odpowiedniego człowieka.
    PARANOJA, co się w tym świecie porobiło. Fakt, w naturze też często dochodzi do samoistnych poronień, albo usunięcia zarodków przez organizm kobiety, zanim w ogóle pomyśli, że jest w ciąży. Ale dzieje się to naturalnie, a nie wg \"widzimisię\" rodziców, czy lekarzy. Niedługo będzie sobie można wybrać, czy chcemy dziecko z kręconymi włoskami, czy bez, z zielonymi oczami, czy brązowymi... a stąd już tylko krok do \"rasy panów\"...
    • Sylwia IP
      Jestem z Gdańska, sama przeżyłam ciężkie, bolesne lata, czekając na dziecko- roniąc kolejne 8 razy,jakie to były emocje i jakie cierpienie.Bywałam wiele razy w tej klinice na badaniach ale nigdy nie pomyślałam o invitro i nie żałuję tego zupełnie. Wymodliłam synka i córeczkę u Boga, po prostu postawiłam na Boga wszystko co miałam w temacie PRAGNIENIA DZIECKA,które nie opuści mnie przed czasem. Pojawiły się we mnie przyszły na świat zupełnie naturalnie zdrowe, wspaniałe. Pewne rzeczy powinny pozostać na zawsze tylko w Bożych rękach nie ludzkich, nie należy bawić się w Stwórcę. Teraz rozumiem po co były mi wszystkie te doświadczenia ale to trzeba chcieć zrozumieć a nie buntować się i szukać na własną ludzką rękę.Właśnie mam mieć wizytę w Invikcie ale chyba zbojkotuje tę klinikę w takim razie bo mimo, że rozumiem rozpacze tych ludzi to nie chcę tego wspierać tej samowolki.

      Spis treści tygodnika Wprost nr 4/2012 (1510)

      • Zamordyzm zły i dobry 22 sty 2012, 12:00 Okazuje się, że zamordyzm nie musi być wcale zły. Wszystko zależy od tego, czyja jest morda, a przede wszystkim – kto za mordę trzyma. 4
      • NA SKRÓTY 22 sty 2012, 12:00 Robert Kubica opuścił szpital w Mantui, w którym zoperowano mu złamaną kość piszczelową prawej nogi. Kubica upadł na ścieżce nieopodal swojego domu we Włoszech. Pechowo kość pękła w tym samym miejscu, w którym kierowca złamał ją podczas wypadku w czasie rajdu Ronde di Andora.... 7
      • Wprawka 22 sty 2012, 12:00 Rozpoczynając mój kolejny felieton, zwracam się do mojego redaktora naczelnego, żeby go nie czytał. Ponieważ nie mam ustabilizowanych stosunków z wydawnictwem, chciałbym warsztatowo spróbować napisać coś, co w przyszłości mogłoby mi zagwarantować stałą rubrykę w tygodnikach... 9
      • Co ja pacze? 22 sty 2012, 12:00 Mamy tydzień polskiej muzyki w zagranicznych mediach. Duży, przekrojowy artykuł o polskiej scenie muzycznej zamieścił „The Guardian”. Autor artykułu utrzymuje między innymi, że Doda może osiągnąć międzynarodowy sukces, jak jeszcze trochę popracuje nad piosenkami. Z... 10
      • Anatomia katastrofy 22 sty 2012, 12:00 Od tamtego poranka minęły prawie dwa lata. Teoretycznie wystarczająco długo, by zbliżyć się do prawdy o katastrofie. W rzeczywistości wciąż wiemy niewiele, a lista pytań – zamiast się kurczyć – pęcznieje. 14
      • Żałoba z żółtym paskiem 22 sty 2012, 12:00 Jak żyć, gdy prywatna żałoba staje się żałobą narodową, a osobista tragedia telewizyjnym newsem? Ile razy można ginąć w tej samej katastrofie? 18
      • To nie brzoza 22 sty 2012, 12:00 Zbadałem to przy różnym kącie uderzenia, różnej prędkości samolotu, grubszej średnicy brzozy, zmieniłem też gęstość brzozy smoleńskiej. W żadnym przypadku skrzydło się nie urwało w wyniku zderzenia z brzozą – mówi prof. Wiesław Binienda, ekspert z Ohio, współpracujący z... 22
      • Marszałek premiera 22 sty 2012, 12:00 Ewa Kopacz zmieniła stołek i zamieniła wspomnienia. Fotel marszałka Sejmu sprawił, że natychmiast zapomniała, co robiła wcześniej. 26
      • Tajna broń Kościoła 22 sty 2012, 12:00 Gdybyż Kościół na bonieckich stał, to rzeczywiście bylibyśmy potęgą religijną! 29
      • Nie rozumiem 22 sty 2012, 12:00 Zwykle nie rozumiemy działań polityków nie dlatego, że stanowią one nieprzeniknioną tajemnicę, lecz dlatego, że są niedorobione, ułomne i głupie. 30
      • Ostatni i jedyny przed śmiercią wywiad Rysia z „Klanu” 22 sty 2012, 12:00 Kiedy umierała Hanka Mostowiak, kraj spowiła żałoba i wściekłość. Los nas nie oszczędza, niedługo umrze kolejny bliski Polaków. Przesłuchiwany przez nas Piotr Cyrwus przyznaje się do udziału w tym zabójstwie. 32
      • Zachwycające, urocze, piękne 22 sty 2012, 12:00 Amerykanie mają celebrycką rodzinę Kardashian, my mamy grycanki. Synowa potentata lodowego i jego trzy wnuczki szturmem biorą salony i media. 38
      • Musimy o tym porozmawiać 22 sty 2012, 12:00 Patrzą na córkę czy syna i czują głuchą niechęć. Myślą: niech zniknie. Głośno tego nie mówią, bo przecież wstyd. Jak można nie kochać własnego dziecka? 42
      • Hodowcy dzieci 22 sty 2012, 12:00 W czasie kiedy politycy kłócą się o in vitro, lekarze w Gdańsku idą dalej: selekcjonują zarodki i wybierają tylko te, które nie mają wad genetycznych. To jeszcze medycyna czy już eugenika? 45
      • Wibrujący seks 22 sty 2012, 12:00 W Warszawie powstał pierwszy w Polsce butik z kobiecymi gadżetami erotycznymi. Czy odniesie sukces w kraju, w którym masturbacja to ciągle tabu? 48
      • Suplementy strachu 22 sty 2012, 12:00 Mają czynić cuda: wzmacniać, odchudzać, likwidować zmarszczki albo zgagę. Reklamowane przez celebrytów suplementy diety Polacy łykają garściami, nabijając kieszeń producentom. Ale sami płacą coraz wyższą cenę. 50
      • Awantura o laurkę 22 sty 2012, 12:00 Jodi Kantor napisała książkę „Obamowie” tak jak Styka malował Pana Boga – na kolanach. Mimo to Biały Dom książkę zaatakował. Dlaczego? 52
      • Ta wojna już trwa 22 sty 2012, 12:00 Izraelski wywiad od miesięcy prowadzi tajną wojnę w Iranie. Toczy się ona w cieniu brutalnej rywalizacji o to, kto będzie rządził w Teheranie. 56
      • Świat według Brzezińskiego 22 sty 2012, 12:00 20 lat po upadku komunizmu status Ameryki jest nadwątlony, a dominacja zachodu dobiega końca. Unia Europejska zachowuje się tak, jakby za swój cel uznała stworzenie najbardziej luksusowego domu starców na świecie. 58
      • Ze śmiercią mu do twarzy 22 sty 2012, 12:00 To produkt jak każdy inny – mówi z uśmiechem, przypalając cygaro. Za jego plecami wisi firmowy kalendarz: trumny, a przy nich nagie modelki pomalowane w narodowe barwy Szwecji, Norwegii, Niemiec... To rynki, które już podbił, podbija albo zamierza podbić. 60
      • Zwalniacza zatrudnię 22 sty 2012, 12:00 W kryzysie jedna profesja ma się świetnie: to specjaliści od zwolnień. Zimni profesjonaliści czy empatyczni fachowcy od naszych uczuć? 64
      • Portfel Partii Herbacianej 22 sty 2012, 12:00 Mają 50 miliardów dolarów i dziesiątki firm nie tylko w USA. Wydali wojnę Barackowi Obamie, mówią, że chcą bronić Ameryki przed „socjalizmem”. Ale ważniejsze są dla nich pieniądze. 68
      • Clooney kontra Clooney 22 sty 2012, 12:00 Aktywista walczy w nim z celebrytą, reżyser z aktorem, bawidamek z człowiekiem z misją, amant z wąsaczem z nadwagą. On naprawdę ma wiele wcieleń, najnudniejsze („obywatel Clooney”) możemy właśnie oglądać w „Idach marcowych” 71
      • Starość wściekłego byka 22 sty 2012, 12:00 Martin Scorsese odebrał właśnie Złoty Glob za film „Hugo i jego wynalazek” i szykuje się do batalii o Oscara. Do polskich kin „Hugo...” wchodzi 10 lutego, a już dziś tłumaczymy, dlaczego niegdysiejszy wściekły byk amerykańskiego filmu wziął się do kina... 73
      • Magia chwili 22 sty 2012, 12:00 Krystian Zimerman uznał go za swego następcę. Właśnie wydaje nową płytę z utworami Debussy’ego i Szymanowskiego. Koncertuje na całym świecie, ale chętnie wraca na swoją wieś między Bydgoszczą a Nakłem. 76
      • Kopia mistrzów 22 sty 2012, 12:00 Co ich różni od Pink Floyd? Tylko to, że wciąż grają. 78
      • Połącz kropki 22 sty 2012, 12:00 Pięć lat temu pracował w diamentach, dziś pokazuje kolorowe kółka. Damien Hirst, brytyjska ikona przedkryzysowej sztuki, wypełnił nimi jedenaście superprestiżowych galerii na całym świecie. Równocześnie. 80
      • Tahrir po polsku 22 sty 2012, 12:00 Czy kiedy 31 października roku pańskiego 1517 marcin luter przybijał swoje tezy do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze, ktokolwiek spodziewał się, że oto zaczyna się wielki rozłam w zachodnim chrześcijaństwie? Że sprzeciw wobec handlu odpustami prowadzi właśnie do narodzin... 84
      • Klincz bankowy 22 sty 2012, 12:00 Prezes banku spółdzielczego jest znany w swoim środowisku. Można go spotkać zarówno na zakupach w sklepie, jak i w kościele czy na miejskich uroczystościach. Budzi zaufanie, tym bardziej że zarabia nieźle, ale nie są to miliony budzące zawiść. 86
      • Spółdzielcze oszczędzanie 22 sty 2012, 12:00 Gwiazdki to są na niebie, a nie w naszych informacjach o lokatach – mówią prezesi banków spółdzielczych. Bank musi być rzetelny, żadnych obiecanek, tylko czarno na białym ile i za co. 87
      • Jesteśmy dobrym sąsiadem 22 sty 2012, 12:00 Paweł Pawłowski, prezes zarządu SGB–Banku SA, porównuje strategię banków spółdzielczych do wysiłku wspinacza – wspinać trzeba się odważnie, konsekwentnie, ale bez nadmiernego ryzyka 88
      • Daj palec, weź pieniądze 22 sty 2012, 12:00 Polskie banki spółdzielcze przodują pod względem rozwiązań technicznych. Jako pierwsze w branży finansowej w Europie wprowadziły bankomaty biometryczne. 90
      • Poznać dobrze klienta 22 sty 2012, 12:00 Banki spółdzielcze rzeczywiście znajdują się blisko swoich klientów. Osobiste relacje między ich pracownikami a lokalnymi przedsiębiorcami i samorządami są codziennością. 92
      • Lekkie przerażenie 22 sty 2012, 12:00 Pani sędzia, która skazała Dodę, mocno zaryzykowała. Nie chciałbym być w jej skórze, jeśli pewnego dnia naukowcy wedrą się do grobu proroka Ezechiela i po zbadaniu jego szczątków orzekną, iż są w nich ślady alkoholu lub substancji odurzających. Trzeba będzie wstydzić się do... 94
      • Jaja na stoku 22 sty 2012, 12:00 Z grupą przyjaciół, częściowo zapalonych narciarzy, trafiłam w ferie do jednej z górskich miejscowości w Polsce. Górskie miejscowości w Polsce roztaczają zimą urok podobny do polskich miejscowości nadmorskich w lecie. 96
      • Z ziemi polskiej do włoskiej, czyli pocztówka z ferii zimowych 22 sty 2012, 12:00 KTO Z PAŃSTWA NIE POCZUŁ UKŁUCIA W SERCU, WIDZĄC, POWIEDZMY, TYSKIE W LONDYNIE? Albo komu łezka nie zakręciła się w oku, kiedy spotkał Kubusia Playa na przykład w Czechach? Bo o Orlen w Niemczech nawet nie pytam, to już nie żadna łezka tylko ryk radości. Każdy, choćby... 97
      • Nie Palikot, tylko pali joint 22 sty 2012, 12:00 Zdaniem posła Roberta „Palikot” Biedronia istnieje w Polsce jeszcze jedna straszna jednostka chorobowa: „narkofobia”. Fobii, jak wiadomo, mieć się nie powinno. Jednak, co tu kryć, po pierwsze, fobie ludzie mają, po drugie, jest wielu chętnych, by z tych... 97
      • Pieluchy Ziobry 22 sty 2012, 12:00 W całkiem poważnym celu zebrało się nie do końca poważne grono, aby jak co roku podczas Biesiady Felietonistów podsumować najbardziej dramatyczne, śmieszne i idiotyczne wydarzenia minionych 12 miesięcy. Tym razem gościł nas sopocki lokal Zatoka Sztuki z ładnym widokiem na... 98

      ZKDP - Nakład kontrolowany