Kopia mistrzów

Kopia mistrzów

Co ich różni od Pink Floyd? Tylko to, że wciąż grają.
. Musisz uczyć się tej muzyki, studiować w nieskończoność każdą nutę. Zadbać o odpowiednie oświetlenie, brzmienie instrumentów. Czego oczekuje od nas nasza publiczność? Że będziemy dokładnie tacy jak Pink Floyd, gdyby wciąż istnieli – mówi Steven Sawford, klawiszowiec The Australian Pink Floyd Show, najsłynniejszego tribute bandu na świecie. Spotykamy się we wrocławskiej Hali Stulecia. Wywiadów udzielają Sawford i basista grupy Colin Wilson, których na pierwszy rzut trudno pomylić z gwiazdami rocka. Dobiegający pięćdziesiątki Sawford ma na sobie wyświechtaną niebieską koszulę i kamizelkę, młodszy o parę lat, dobrze zbudowany Wilson w bluzie z kapturem przypomina raczej sportowca niż muzyka.

W tym samym czasie w sali koncertowej trwa już próba dźwięku. Kilkunastoosobowa grupa oświetleniowców, akustyków i techników pracuje od piątej rano. W jednej ze skrzyń jest nawet wielka gumowa świnia, dokładnie taka jak na okładce płyty „Animals" z 1977 roku.

Odrobina magii

– Chcemy, żeby wszystko, co dzieje się na scenie, było powtórzeniem tego, co robili Pink Floyd – tłumaczy Wilson. Na koncertach grają wyłącznie piosenki Pink Floyd dokładnie tak, jak brzmią na płytach słynnego zespołu. Żadnej improwizacji, żadnych błędów, żadnych zmian. Przez ostatnie 10 lat bilety na ich koncerty kupiło prawie 3,5 miliona ludzi. Grają od 100 do 150 koncertów rocznie, na każdy koncert przychodzi od 5 do 9 tysięcy widzów. W czasie trwającej już prawie ćwierć wieku kariery zagrali większą część dyskografii Pink Floyd, zrobili trasę, która była ich własną, nieco skromniejszą wersją płyty „The Wall", grali też w całości albumy „Animals” i „The Dark Side Of The Moon”, zupełnie jak oryginalny zespół w latach 70.

Rok temu wprowadzili do scenografii trójwymiarowe projekcje, publiczność oglądała koncerty w  specjalnych okularach. Tego akurat Pink Floyd nie robili nigdy. – Ale  zrobiliby, gdyby tylko dalej istnieli – przekonywali muzycy grupy. Tribute band jest zjawiskiem tak starym jak muzyka pop. Prawie każdy znany zespół ma swój mniej popularny odpowiednik. Pewnie trudno byłoby policzyć, w ilu miastach na świecie grane są covery zespołów takich jak Kiss, Guns N’ Roses, The Beatles, Abba czy właśnie Pink Floyd.

Ale nikomu dotąd nie udało się zrobić tego na taką skalę. Złośliwi nazywają ich franczyzą i porównują do disnejowskich rewii w rodzaju „Show Myszki Mickey". – Jest wiele zespołów, dla których jesteśmy gorsi, bo nie wykonujemy własnej muzyki. Tymczasem to, co robimy, wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Ludzie, którzy przychodzą na nasz koncert, oczekują, że zabrzmimy jak Pink Floyd na płytach, to jest poziom, na który musimy się wznieść – tłumaczy Steven Sawford. – Dla nich ma to niemal religijny charakter – powiedział niedawno „Guardianowi” Chas Cole, menedżer grupy. – Tak jakby czuli, że zostali powołani, by nieść światu muzykę Pink Floyd. Kiedy pytam Sawforda o tę wypowiedź, uśmiecha się: – Powołanie? Na pewno jest w tym odrobina magii.

Jeden wielki żart?

W Wigilię w 1987 roku Roger Waters, David Gilmour i Nick Mason, czyli trzej członkowie oryginalnego składu Pink Floyd, spotkali się na  prywatnym, zamienionym w studio nagrań jachcie Gilmoura, żeby ostatecznie zamknąć sprawę procesów sądowych, które ciągnęły się między nimi już od dwóch lat. Po premierze wydanej w 1983 roku płyty „The Final Cut" Waters postanowił rozwiązać Pink Floyd, ponieważ uważał, że w  sensie twórczym zespół był już skończony. Gilmour i Mason chcieli, żeby istniał dalej, najlepiej bez Watersa, pod tą samą nazwą.

Trudno się dziwić, grupa wciąż była na szczycie, płyty „The Dark Side Of The Moon", „Animals”, „Wish You Were Here” i „The Wall”, sprzedały się w prawie 50 milionach egzemplarzy, wpływy z tras koncertowych biły rekordy, przynosząc muzykom wielomilionowe zyski. Nie było powodu, żeby kończyć działalność. Przynajmniej z punktu widzenia Gilmoura. Mniej więcej w tym samym czasie, w którym giganci rocka dzielili między siebie spuściznę po  Pink Floyd, w oddalonej o prawie 15 tys. km Adelajdzie, stolicy Południowej Australii, Steven Sawford zaczynał pierwszy dzień reszty swojego życia. W kieszeni miał dyplom ukończenia studiów na wydziale nauk ścisłych, a w najbliższej perspektywie tytuł licencjata na wydziale kompozycji.

Praca w lokalnym supermarkecie nie była może zbyt prestiżowa, ale pozwalała opłacić rachunki i żyć od pierwszego do  pierwszego. Był jeszcze przynajmniej jeden powód, dla którego Steve mógł uważać się za szczęściarza. Od kilku tygodni był posiadaczem nowegosyntezatora i członkiem amatorskiego zespołu grającego przeboje Pink Floyd. W tamtym czasie zespoły tego rodzaju były popularne w  Australii, która znajdowała się zbyt daleko od całej reszty świata, by  popularne gwiazdy rocka koncertowały tam częściej niż od święta. –  Wiedzieliśmy, że można na tym zarobić.

Zespoły takie jak Australian Doors czy Björn Again, które naśladowało Abbę, radziły sobie całkiem nieźle. Poza tym muzyka była pasją, dzięki której można było choćby na  chwilę zapomnieć o rachunkach za prąd – powie Steven wiele lat później, w czasie, kiedy wywiady dla prasy nie będą dla niego już niczym wyjątkowym. The Australian Pink Floyd Show oficjalnie powstało w 1988 roku, ale musiało minąć jeszcze sporo czasu, zanim zespół osiągnął prawdziwy sukces. I zanim okazało się, że to oni, a nie zespół Rogera Watersa i Davida Gilmoura, są jedynym Pink Floyd, jaki fani oryginalnej grupy mogą zobaczyć na żywo.

Zespołowi w karierze pomógł sam David Gilmour. Po raz pierwszy zobaczył ich w 1994 roku. Kilka lat później zaprosił zespół do zagrania krótkiego koncertu na  swoich 50. urodzinach. – Trudno powiedzieć, jakie emocje we mnie wywołują. Jakaś część mnie myśli, że cała ta historia to jeden wielki żart, inna – że to potwornie dobre – powiedział w jednym z wywiadów Gilmour, który nie może narzekać na działalność Australijczyków – każde wykonanie którejś z jego piosenek wiąże się z koniecznością wniesienia opłaty, która, uszczuplona o prowizję, trafia do jego kieszeni.

Firma Pink Floyd

Roger Waters nie jest pierwszym muzykiem, w którego wciela się Colin Wilson. – Dwadzieścia lat temu byłem Duffem McKaganem, basistą Guns N’ Roses. Mieliśmy swojego Axla Rose’a i swojego Slasha. Zjechaliśmy wszystkie ważniejsze kluby od Adelajdy do Brisbane. Ale odszedłem. Za  dużo rock and rolla, robiło się niezdrowo – tłumaczy. Próbował też szczęścia w zespołach grających własne kompozycje, ale dopiero kiedy dołączył do The Australian Pink Floyd Show, poczuł, że znalazł życiowe powołanie.

– Zrozumiałem, że to jest coś, w czym chcę być najlepszy. Że  chcę być drugi po Pink Floyd w ich własnej muzyce. Spędził całe lata na  szlifowaniu sposobu gry Watersa i sposobu, w jaki poruszał się na  scenie. – To praca na pełen etat, nie ma czasu na zabawę. The Rolling Stones mogą wyjść na scenę na kacu i popełniać błędy, zagrać lepiej czy gorzej, a publiczność i tak będzie zachwycona, bo mają do czynienia z  zespołem legendą. My nie możemy popełniać błędów, bo jesteśmy zespołem grającym piosenki Pink Floyd. Wszystko, od brzmienia po światła, musi być dokładnie tak samo jak w oryginale – dodaje Steven Sawford. Z czasem The Australian Pink Floyd Show zaczęli funkcjonować jak dobrze prosperująca firma. Jej właścicielami są trzej muzycy: Colin Wilson, Steve Mac i Steven Sawford. Pozostałym muzykom i pracownikom technicznym są wypłacane pensje.

– To jest biznes wart wiele milionów rocznie. Musimy dbać o to, żeby firma zarabiała. Trasy trwają czasem 10 tygodni bez przerwy. Ekipa podróżuje trzema autokarami. Dzienny koszt każdego z  nich to 500 funtów. Nie wspominając o pensjach dla pracowników –  tłumaczy Colin Wilson. Na koniec rozmowy, zanim organizatorzy zaczną gestykulować, że czas minął, pytam Sawforda, czy po tylu latach wciąż jest fanem Pink Floyd. – Pewnie. Im lepiej znam te piosenki, tym bardziej mi się podobają.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2012
Więcej możesz przeczytać w 4/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 4/2012 (1510)

  • Zamordyzm zły i dobry 22 sty 2012, 12:00 Okazuje się, że zamordyzm nie musi być wcale zły. Wszystko zależy od tego, czyja jest morda, a przede wszystkim – kto za mordę trzyma. 4
  • NA SKRÓTY 22 sty 2012, 12:00 Robert Kubica opuścił szpital w Mantui, w którym zoperowano mu złamaną kość piszczelową prawej nogi. Kubica upadł na ścieżce nieopodal swojego domu we Włoszech. Pechowo kość pękła w tym samym miejscu, w którym kierowca złamał ją podczas wypadku w czasie rajdu Ronde di Andora.... 7
  • Wprawka 22 sty 2012, 12:00 Rozpoczynając mój kolejny felieton, zwracam się do mojego redaktora naczelnego, żeby go nie czytał. Ponieważ nie mam ustabilizowanych stosunków z wydawnictwem, chciałbym warsztatowo spróbować napisać coś, co w przyszłości mogłoby mi zagwarantować stałą rubrykę w tygodnikach... 9
  • Co ja pacze? 22 sty 2012, 12:00 Mamy tydzień polskiej muzyki w zagranicznych mediach. Duży, przekrojowy artykuł o polskiej scenie muzycznej zamieścił „The Guardian”. Autor artykułu utrzymuje między innymi, że Doda może osiągnąć międzynarodowy sukces, jak jeszcze trochę popracuje nad piosenkami. Z... 10
  • Anatomia katastrofy 22 sty 2012, 12:00 Od tamtego poranka minęły prawie dwa lata. Teoretycznie wystarczająco długo, by zbliżyć się do prawdy o katastrofie. W rzeczywistości wciąż wiemy niewiele, a lista pytań – zamiast się kurczyć – pęcznieje. 14
  • Żałoba z żółtym paskiem 22 sty 2012, 12:00 Jak żyć, gdy prywatna żałoba staje się żałobą narodową, a osobista tragedia telewizyjnym newsem? Ile razy można ginąć w tej samej katastrofie? 18
  • To nie brzoza 22 sty 2012, 12:00 Zbadałem to przy różnym kącie uderzenia, różnej prędkości samolotu, grubszej średnicy brzozy, zmieniłem też gęstość brzozy smoleńskiej. W żadnym przypadku skrzydło się nie urwało w wyniku zderzenia z brzozą – mówi prof. Wiesław Binienda, ekspert z Ohio, współpracujący z... 22
  • Marszałek premiera 22 sty 2012, 12:00 Ewa Kopacz zmieniła stołek i zamieniła wspomnienia. Fotel marszałka Sejmu sprawił, że natychmiast zapomniała, co robiła wcześniej. 26
  • Tajna broń Kościoła 22 sty 2012, 12:00 Gdybyż Kościół na bonieckich stał, to rzeczywiście bylibyśmy potęgą religijną! 29
  • Nie rozumiem 22 sty 2012, 12:00 Zwykle nie rozumiemy działań polityków nie dlatego, że stanowią one nieprzeniknioną tajemnicę, lecz dlatego, że są niedorobione, ułomne i głupie. 30
  • Ostatni i jedyny przed śmiercią wywiad Rysia z „Klanu” 22 sty 2012, 12:00 Kiedy umierała Hanka Mostowiak, kraj spowiła żałoba i wściekłość. Los nas nie oszczędza, niedługo umrze kolejny bliski Polaków. Przesłuchiwany przez nas Piotr Cyrwus przyznaje się do udziału w tym zabójstwie. 32
  • Zachwycające, urocze, piękne 22 sty 2012, 12:00 Amerykanie mają celebrycką rodzinę Kardashian, my mamy grycanki. Synowa potentata lodowego i jego trzy wnuczki szturmem biorą salony i media. 38
  • Musimy o tym porozmawiać 22 sty 2012, 12:00 Patrzą na córkę czy syna i czują głuchą niechęć. Myślą: niech zniknie. Głośno tego nie mówią, bo przecież wstyd. Jak można nie kochać własnego dziecka? 42
  • Hodowcy dzieci 22 sty 2012, 12:00 W czasie kiedy politycy kłócą się o in vitro, lekarze w Gdańsku idą dalej: selekcjonują zarodki i wybierają tylko te, które nie mają wad genetycznych. To jeszcze medycyna czy już eugenika? 45
  • Wibrujący seks 22 sty 2012, 12:00 W Warszawie powstał pierwszy w Polsce butik z kobiecymi gadżetami erotycznymi. Czy odniesie sukces w kraju, w którym masturbacja to ciągle tabu? 48
  • Suplementy strachu 22 sty 2012, 12:00 Mają czynić cuda: wzmacniać, odchudzać, likwidować zmarszczki albo zgagę. Reklamowane przez celebrytów suplementy diety Polacy łykają garściami, nabijając kieszeń producentom. Ale sami płacą coraz wyższą cenę. 50
  • Awantura o laurkę 22 sty 2012, 12:00 Jodi Kantor napisała książkę „Obamowie” tak jak Styka malował Pana Boga – na kolanach. Mimo to Biały Dom książkę zaatakował. Dlaczego? 52
  • Ta wojna już trwa 22 sty 2012, 12:00 Izraelski wywiad od miesięcy prowadzi tajną wojnę w Iranie. Toczy się ona w cieniu brutalnej rywalizacji o to, kto będzie rządził w Teheranie. 56
  • Świat według Brzezińskiego 22 sty 2012, 12:00 20 lat po upadku komunizmu status Ameryki jest nadwątlony, a dominacja zachodu dobiega końca. Unia Europejska zachowuje się tak, jakby za swój cel uznała stworzenie najbardziej luksusowego domu starców na świecie. 58
  • Ze śmiercią mu do twarzy 22 sty 2012, 12:00 To produkt jak każdy inny – mówi z uśmiechem, przypalając cygaro. Za jego plecami wisi firmowy kalendarz: trumny, a przy nich nagie modelki pomalowane w narodowe barwy Szwecji, Norwegii, Niemiec... To rynki, które już podbił, podbija albo zamierza podbić. 60
  • Zwalniacza zatrudnię 22 sty 2012, 12:00 W kryzysie jedna profesja ma się świetnie: to specjaliści od zwolnień. Zimni profesjonaliści czy empatyczni fachowcy od naszych uczuć? 64
  • Portfel Partii Herbacianej 22 sty 2012, 12:00 Mają 50 miliardów dolarów i dziesiątki firm nie tylko w USA. Wydali wojnę Barackowi Obamie, mówią, że chcą bronić Ameryki przed „socjalizmem”. Ale ważniejsze są dla nich pieniądze. 68
  • Clooney kontra Clooney 22 sty 2012, 12:00 Aktywista walczy w nim z celebrytą, reżyser z aktorem, bawidamek z człowiekiem z misją, amant z wąsaczem z nadwagą. On naprawdę ma wiele wcieleń, najnudniejsze („obywatel Clooney”) możemy właśnie oglądać w „Idach marcowych” 71
  • Starość wściekłego byka 22 sty 2012, 12:00 Martin Scorsese odebrał właśnie Złoty Glob za film „Hugo i jego wynalazek” i szykuje się do batalii o Oscara. Do polskich kin „Hugo...” wchodzi 10 lutego, a już dziś tłumaczymy, dlaczego niegdysiejszy wściekły byk amerykańskiego filmu wziął się do kina... 73
  • Magia chwili 22 sty 2012, 12:00 Krystian Zimerman uznał go za swego następcę. Właśnie wydaje nową płytę z utworami Debussy’ego i Szymanowskiego. Koncertuje na całym świecie, ale chętnie wraca na swoją wieś między Bydgoszczą a Nakłem. 76
  • Kopia mistrzów 22 sty 2012, 12:00 Co ich różni od Pink Floyd? Tylko to, że wciąż grają. 78
  • Połącz kropki 22 sty 2012, 12:00 Pięć lat temu pracował w diamentach, dziś pokazuje kolorowe kółka. Damien Hirst, brytyjska ikona przedkryzysowej sztuki, wypełnił nimi jedenaście superprestiżowych galerii na całym świecie. Równocześnie. 80
  • Tahrir po polsku 22 sty 2012, 12:00 Czy kiedy 31 października roku pańskiego 1517 marcin luter przybijał swoje tezy do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze, ktokolwiek spodziewał się, że oto zaczyna się wielki rozłam w zachodnim chrześcijaństwie? Że sprzeciw wobec handlu odpustami prowadzi właśnie do narodzin... 84
  • Klincz bankowy 22 sty 2012, 12:00 Prezes banku spółdzielczego jest znany w swoim środowisku. Można go spotkać zarówno na zakupach w sklepie, jak i w kościele czy na miejskich uroczystościach. Budzi zaufanie, tym bardziej że zarabia nieźle, ale nie są to miliony budzące zawiść. 86
  • Spółdzielcze oszczędzanie 22 sty 2012, 12:00 Gwiazdki to są na niebie, a nie w naszych informacjach o lokatach – mówią prezesi banków spółdzielczych. Bank musi być rzetelny, żadnych obiecanek, tylko czarno na białym ile i za co. 87
  • Jesteśmy dobrym sąsiadem 22 sty 2012, 12:00 Paweł Pawłowski, prezes zarządu SGB–Banku SA, porównuje strategię banków spółdzielczych do wysiłku wspinacza – wspinać trzeba się odważnie, konsekwentnie, ale bez nadmiernego ryzyka 88
  • Daj palec, weź pieniądze 22 sty 2012, 12:00 Polskie banki spółdzielcze przodują pod względem rozwiązań technicznych. Jako pierwsze w branży finansowej w Europie wprowadziły bankomaty biometryczne. 90
  • Poznać dobrze klienta 22 sty 2012, 12:00 Banki spółdzielcze rzeczywiście znajdują się blisko swoich klientów. Osobiste relacje między ich pracownikami a lokalnymi przedsiębiorcami i samorządami są codziennością. 92
  • Lekkie przerażenie 22 sty 2012, 12:00 Pani sędzia, która skazała Dodę, mocno zaryzykowała. Nie chciałbym być w jej skórze, jeśli pewnego dnia naukowcy wedrą się do grobu proroka Ezechiela i po zbadaniu jego szczątków orzekną, iż są w nich ślady alkoholu lub substancji odurzających. Trzeba będzie wstydzić się do... 94
  • Jaja na stoku 22 sty 2012, 12:00 Z grupą przyjaciół, częściowo zapalonych narciarzy, trafiłam w ferie do jednej z górskich miejscowości w Polsce. Górskie miejscowości w Polsce roztaczają zimą urok podobny do polskich miejscowości nadmorskich w lecie. 96
  • Z ziemi polskiej do włoskiej, czyli pocztówka z ferii zimowych 22 sty 2012, 12:00 KTO Z PAŃSTWA NIE POCZUŁ UKŁUCIA W SERCU, WIDZĄC, POWIEDZMY, TYSKIE W LONDYNIE? Albo komu łezka nie zakręciła się w oku, kiedy spotkał Kubusia Playa na przykład w Czechach? Bo o Orlen w Niemczech nawet nie pytam, to już nie żadna łezka tylko ryk radości. Każdy, choćby... 97
  • Nie Palikot, tylko pali joint 22 sty 2012, 12:00 Zdaniem posła Roberta „Palikot” Biedronia istnieje w Polsce jeszcze jedna straszna jednostka chorobowa: „narkofobia”. Fobii, jak wiadomo, mieć się nie powinno. Jednak, co tu kryć, po pierwsze, fobie ludzie mają, po drugie, jest wielu chętnych, by z tych... 97
  • Pieluchy Ziobry 22 sty 2012, 12:00 W całkiem poważnym celu zebrało się nie do końca poważne grono, aby jak co roku podczas Biesiady Felietonistów podsumować najbardziej dramatyczne, śmieszne i idiotyczne wydarzenia minionych 12 miesięcy. Tym razem gościł nas sopocki lokal Zatoka Sztuki z ładnym widokiem na... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany