Równość szans

Równość szans

Felieton prof. Wacława Wilczyńskiego ("Jak zmarnować okazję?", nr 3) sprowokował mnie do napisania kilku słów polemiki.
Zgadzam się, że problem nierówności materialnej jest w naszym kraju tematem trudnym, ale też niesłychanie ważnym. Jest to temat, o którym trzeba mówić bez obaw, że zostanie się posądzonym o przywiązanie do starych układów i "skompromitowanych" wartości, ponieważ akurat troska o drugiego człowieka jest wartością uniwersalną, nie przypisaną żadnemu systemowi.

Nie ma co udawać, że problem biedy zniknie kiedyś jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i wszyscy będziemy żyli dostatnio i szczęśliwie. Tak naprawdę chodzi o motywacje: czy jeśli ktoś chce dawać, to dlatego, że jest poruszony czyimś nieszczęściem, czy też chce zagłuszyć własne braki emocjonalne lub uspokoić sumienie. Ktoś powie, że z punktu widzenia tego, który przyjmuje pomoc, to wszystko jedno. I tak, i nie. Tak - ponieważ pomoc otrzymał. Nie - ponieważ ciągłe dawanie dla samego dawania, dla uspokojenia siebie, prowadzi do uzależnienia także od brania. Ten, kto dostaje same ryby, po pewnym czasie nawet nie zapyta o wędkę. Może się pojawić bierność, brak motywacji do zmiany. I tutaj zgadzam się z prof. Wilczyńskim, że istotna jest równość szans, a nie dochodów.
Ale w Polsce nie ma tej równości szans (poza deklaracyjną). Co więcej, nie widzę żadnych możliwości zahamowania procesu dziedziczenia biedy. A dziedziczenie biedy to właśnie brak egalitaryzmu szans. Jaki potencjał wyniesie z domu dziecko, którego rodzicom brakuje pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb rodziny, a o dokształcaniu, uzupełnianiu wiedzy nie może być mowy? Czy to dziecko będzie wiedziało, co ma zrobić z wędką, nawet jeżeli ją otrzyma? W jaki sposób kontrolować rozdawnictwo samych ryb (pieniędzy), by było to z korzyścią dla biorących?
Walka z ubóstwem to nie tylko świadomość, w jaki sposób dawać, ale także poznawanie najgłębszych przyczyn tego zjawiska zarówno w skali społecznej, jak i w każdym indywidualnym wypadku. Trudno bowiem wymagać, by na połów ryb wyruszyła samotna matka przewlekle chorego dziecka. To oczywiście skrajny przykład, ale życie, niestety, nie przejmuje się średnią krajową i skrajności jest wiele.


Nie ma co udawać, że problem biedy zniknie kiedyś jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki

Należy też pamiętać, że bieda ma swoje schody w dół. Istnieje różnica pomiędzy biedą a nędzą, która poza oczywistymi brakami w zaspokajaniu najbardziej elementarnych potrzeb niesie z sobą degradację społeczną człowieka. Może się wtedy okazać, iż znalazł się on na dnie tak grząskim, że nie da się z niego odbić nawet przy największej mobi- lizacji sił. Takim ludziom - moim zdaniem - trzeba pomóc, nie wspominając o wędce. I jeszcze jedna uwaga na marginesie: w tym samym numerze "Wprost" wicepremier Leszek Balcerowicz w felietonie "Pod wiatr" jako jeden z warunków rozwoju gospodarczego wymienia "przeciwstawienie się ogromnej presji na wzrost wydatków socjalnych, które często trafiają do niewłaściwych osób". Problem kontroli rozdawnictwa środków na cele społeczne jest dla mnie sprawą oczywistą i zgadzam się, że pomoc nie może trafiać do osób, które jej nie potrzebują, gdyż jest to zwykłe marnotrawstwo środków. Trzeba odróżnić cwaniaka od potrzebującego. I tutaj widzę ogromną rolę właściwie dobranej i wyszkolonej kadry pracowników socjalnych. Natomiast problem dystrybucji środków i zapotrzebowanie na tego rodzaju pomoc to dwie różne sprawy. Potrzeb socjalnych jest wiele i rząd może uznać, iż nie ma na nie pieniędzy, ale nie da się zaprzeczyć ich istnieniu. Grupy nacisku także będą działały. Z bardzo prostej przyczyny: ktoś musi się ująć za najbardziej potrzebującymi (nie za "naciągaczami").
Mam wrażenie, że w powodzi potrzebnych reform utonęła zwykła troska o człowieka. Nie o "całe społeczeństwo", ale o człowieka z imieniem i nazwiskiem, błąkającego się w poszukiwaniu sensu we wprowadzanych zmianach.
Zmienia się Polska, zmienia się też świadomość ludzi. Już nie jest tak, jak pisze Wacław Wilczyński, że wstyd jest się chwalić sukcesami. Wielu młodych ludzi nie ma takich oporów, inaczej żyje i myśli. I to dobrze. Sukcesami należy się szczycić. Powstaje tylko pytanie, czy wszyscy będą mieli szansę ten sukces osiągnąć.
Okładka tygodnika WPROST: 9/1999
Więcej możesz przeczytać w 9/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0