Paląca niesprawiedliwość

Paląca niesprawiedliwość

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kto jest winny przedawnienia sprawy palenia akt SB na warszawskich Szczęśliwicach?
Odpowiedzialność dyscyplinarną prawdopodobnie poniesie sędzia Krzysztof Petryna, w latach 1997-1998 przewodniczący VI Wydziału Karnego Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy, gdzie leżały akta sprawy. - To są zbyt nerwowe ruchy ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości - komentuje zagadkowo Petryna. Nieoficjalnie mówi się, że zapaść tego resortu może się już wkrótce stać przyczyną wielu kontrowersyjnych umorzeń. Śledztwo w sprawie palenia akt SB - rozpoczęte po opublikowanym w 1992 r. na łamach "Gazety Wyborczej" artykule Jerzego Jachowicza - trwało ponad dwa lata. Akt oskarżenia trafił do sądu w lutym 1995 r. Na półkach przeleżał dwa lata, do końca rządów SLD-PSL, a potem kolejne dwa - za obecnej koalicji AWS-UW. Czyżby żadnemu z ugrupowań nie zależało na jego rozpatrzeniu? Gdy wreszcie po czterech latach usiłowano rozpocząć proces, okazało się to niemożliwe ze względu na chorobę oskarżonego. Teraz sprawa uległa przedawnieniu. - To kompromitacja wszystkich elit politycznych, które w procesie transformacji nie widziały problemów trzeciej władzy - uważa Stanisław Iwanicki, poseł AWS, przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Czarne chmury zebrały się nad głową szefa resortu Hanny Suchockiej - jej odwołania żądają niektórzy posłowie AWS. - Minister nie może się mieszać do spraw sądowych. Takie są twarde reguły podziału władzy - odpiera zarzuty Suchocka. Przyznała jednak, że prokuratorzy powinni monitować sądy i sprawdzać, czy sprawa trafiła na wokandę, a prezesi sądów czuwać, aby nie dochodziło do ich przedawnienia.
Według Krzysztofa Petryny, obecnie wiceprezesa ds. karnych Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy, tylko w stolicy zagrożonych przedawnieniem w najbliższych dwóch latach jest 210 spraw. Lucjan Nowakowski, szef Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przypomina, że w najstarszej sprawie karnej, która ma ulec przedawnieniu w tym roku, akt oskarżenia skierowano do sądu piętnaście lat temu. W 1987 r. wyznaczono dla niej jedno posiedzenie. - Zmienił się system polityczny, kodeks karny, a sprawa tkwiła w miejscu - mówi Nowakowski. - We wrześniu 2000 r. pojawi się niebezpieczeństwo przedawnienia sprawy jednego z wątków działalności Art-B, a w przyszłym roku - jednego z wątków afery FOZZ.
Zdaniem Nowakowskiego, należałoby wyłączyć takie sprawy do odrębnego rozpoznania. - W sprawie wątku z Art-B mija się to z celem, bo oznaczałoby to ponowne wszczęcie procedury, przesłuchiwanie świadków itp., a przecież proces za trzy, cztery miesiące zostanie zakończony - oponuje sędzia Marek Celej, przewodniczący VIII Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Warszawie. Podkreśla, że afera Art-B rozegrała się na przełomie lat 1990-1991, a akt oskarżenia wpłynął dopiero w 1998 r. - Ale to sąd w razie przedawnienia będzie zbierał cięgi - dodaje. Przypomina też, że akta FOZZ były zwrócone prokuraturze i ponownie trafiły do sądu pod koniec 1998 r. Jeden z wątków tej sprawy jest zagrożony przedawnieniem i dlatego Celej popiera postulat Nowakowskiego, aby wyłączyć go z rozpoczynającego się w tym roku procesu. Prawdopodobnie po burzy, jaką wywołało przedawnienie sprawy spalenia akt SB, przebieg ważnych procesów będzie przypilnowany. Gorzej będzie z tymi, które nie interesują opinii publicznej, lecz nierozpoznanie ich złamie zasadę państwa prawa. - Dla bitej przez męża kobiety jej problem jest ważniejszy niż wielkie afery - zauważa warszawski sędzia. A w sądach - przede wszystkim w dużych miastach - na rozpatrzenie czekają ogółem prawie dwa miliony spraw. Kompletna zapaść dotknęła Warszawę. Na każdego sędziego przypada tu 500 spraw karnych rocznie, a postępowanie trwa przeciętnie ponad trzy lata (kilkakrotnie dłużej niż gdzie indziej). Poprawie sytuacji nie sprzyjają ani niskie uposażenia, ani złe warunki pracy. Jest również tajemnicą poliszynela, że wielu sędziów unika popadnięcia w pracoholizm. - Bez rewolucyjnych działań tej kwestii nie da się rozwiązać - uważa Iwanicki.
Na razie Ministerstwo Sprawiedliwości postuluje, by część spraw przekazać sądom w innych miastach, gdzie nie ma takich kolejek. - Lepiej skierować sędziów spoza Warszawy do pracy w stolicy - proponuje poseł Iwanicki. - Przenoszenie spraw będzie budziło podejrzenie wyboru bardziej przychylnego sądu - uważa Jerzy Wierchowicz, poseł Unii Wolności, wiceprzewodniczący sejmowej komisji sprawiedliwości. Innym rozwiązaniem byłoby uproszczenie przepisów proceduralnych, by w kwestiach mniejszej wagi możliwe było orzekanie wyroków bez konieczności przeprowadzenia rozpraw. Z decyzjami nie można jednak zwlekać, gdyż - jak podkreśla poseł Iwanicki - ustawodawca może być niekompetentny, władza wykonawcza - nieudolna, ale państwo musi respektować zasady sprawiedliwości.

Więcej możesz przeczytać w 8/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0