Psychoza linczu

Psychoza linczu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wezwałem Macieja Łuczaka ("Poczta", nr 51), by podał nazwiska i dossier spraw choć sześciu spośród - jak napisał - "26 osób skazanych niewinnie na śmierć, a potem uniewinnionych w obliczu nowych dowodów"...
 ("Psychoza linczu", nr 49), które podobno pojawiły się na jakimś sympozjum w Chicago. W odpowiedzi otrzymałem list, że informacja ta pochodzi od prof. Andrzeja Rzeplińskiego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - z czego wynika, iż redaktor uważa, że skoro ktoś jest profesorem, na pewno mówi rzeczy sprawdzone.

Niestety, bywa inaczej. Wielki umysł, jakim na przykład był Jan lord Russell of Liverpool, nieustannie fałszował informacje o broni jądrowej i podpisywał apele, by zakazać jej używania - choć jest oczywiste, że to właśnie broni jądrowej zawdzięczamy, iż po II wojnie światowej nie odbyła się III i IV wojna. Wielu półinteligentów i inteligentów też uważa zniesienie "hańby", jaką jest kara śmierci, za cel usprawiedliwiający kłamstwa. Ja również zostałem zrobiony w konia przez prof. Rzeplińskiego, z którym w swym nadmiernym liberalizmie przeprowadziłem wywiad w moim tygodniku "Najwyższy Czas!". Profesor zastosował w nim typowe oszołomstwo. Opublikowałem je, jednakże wraz z krótkimi i dobitnymi kontrargumentami.
W sukurs panu Łuczakowi przyszedł za to dr Jacek Skrzydło z Uniwersytetu Łódzkiego. Opierając się na danych wyjątkowo stronniczej organizacji, czyli Amnesty International, zdołał podać trzy przykłady. Jeremiego Banksa skazanego na śmierć i uniewinnionego dzięki nowym dowodom - konkretnie: świadek zeznał, że strzelano jednak z innej broni. Jak wiadomo, świadkowie w dobrej sprawie, zwłaszcza wsparci odpowiednią argumentacją (niekoniecznie brzęczącą!), często zeznają, zwłaszcza po kilku latach, fałszywie; skąd pan Skrzydło wie, że akurat to świadectwo jest prawdziwe, a poprzednie były fałszywe? Sąd jednak, widząc wątpliwości, odstąpił od wykonania kary śmierci. Drugi wypadek, Jakuba Adamsa, to tylko informacja, że "miesiąc przez wyznaczonym terminem egzekucji pojawiły się nowe dowody świadczące o jego niewinności. Gubernator Florydy odmówił jednak wstrzymania egzekucji". To kompletna lipa: gdyby istotnie były nawet nie dowody, lecz choćby poszlaki, na pewno egzekucja byłaby wstrzymana. Zwłaszcza w obecnym abolicyjnym klimacie! Wreszcie trzeci, jedyny poważny: Jan Ross skazany na karę śmierci (zamienioną następnie na 20 lat więzienia) - i po pięciu latach odsiadki uniewinniony. Nie jest to jednak kontrprzykład na moją tezę - przeciwnie: dowodzi, że wymiar sprawiedliwości w normalnym trybie, bez "nowych dowodów", gdy miał wątpliwości, Rossa na śmierć nie skazał!
Innymi słowy: zamiast sześciu przykładów otrzymałem trzy podane przez kogo innego - i żaden nie pasuje! Nie odwołuję więc ani o włos mojej tezy. Co nie znaczy, że raz na dwadzieścia lat w krajach naszej cywilizacji nie może się zdarzyć taka pomyłka sądowa! Może. Książki Agaty Christie pełne są perfidnych morderców, którzy osiągnęliby swój cel, gdyby nie Hercules Poirot. Co nie znaczy, że niesłusznie podejrzany zostałby skazany, sądy naprawdę nie lubią skazywać na śmierć.
I jeszcze jedno, bardzo ważne: Maciej Łuczak napisał, że jako liberał powinienem się domagać zmniejszenia uprawnień władzy (tu: odebrać władzy prawo skazywania na śmierć), państwo zaś, w którym skazuje się na śmierć, pan Łuczak nazywa totalitarnym. Jest to podstawowa omyłka - i terminologiczna, i faktyczna. Na śmierć skazuje sąd (zakładamy, że niezależny od władzy państwowej; jeśli byłby zależny - a jak napisałem w "Najwyższym Czasie!": sąd jest niezależny, gdy prof. Jerzy Buzek ma dokładnie taki sam wpływ na sąd w Izraelu, jak na sąd w Polsce - to zgadzam się z Maciejem Łuczakiem). Państwo zaś totalitarne (notabene, demokracja to jedna z bardziej totalitarnych form ustroju; pisali o tym wszyscy liberałowie - a przykład USA, gdzie po 250 latach demokracja kontroluje nawet życie płciowe prezydenta, jest tego dobitnym dowodem) zawsze stara się ograniczyć władzę niezależnych sądów. Właśnie odebranie sądom prawa skazania na śmierć to ograniczenie uprawnień niezależnej władzy sądowniczej!
Wydaje się, że (stosowane w dobrej wierze) argumenty Macieja Łuczaka biorą się stąd, iż przywykł on do życia w państwie totalitarnym, gdzie sądy są organem aparatu, a "adwokat, sędzia i prokurator współpracują zgodnie w celu ustalenia obiektywnej winy podsądnego" (z kogo to cytat?). Mam jednak nadzieję, że kiedyś będziemy żyli w wolnej Polsce. Dlatego na zakończenie: fałszywy jest argument, że karę śmierci trzeba znieść, bo tyran będzie skazywał niewinnych. Proszę państwa: gdy Zły Tyran dojdzie do władzy, po prostu spokojnie przywróci karę śmierci i jeszcze uzyska dzięki temu ogromną popularność wśród ludu!

Janusz Korwin-Mikke


Od autora: Orwellowski cytacik pochodzi z dzieł Andrieja Wyszyńskiego, generalnego prokuratora ZSRR. Z żalem odnotowałem fakt, że mój błyskotliwy i złośliwy adwersarz studiuje pisma marksistowskich pseudomyślicieli, a z głęboką pogardą traktuje dzieła Monteskiusza. Przecież zdanie: "Na śmierć skazuje sąd niezależny od władzy państwowej" jest oczywiście fałszywe. Trójpodział władzy państwowej zakłada bowiem oddzielenie od siebie legislatywy, egzekutywy i sądownictwa. Oczywiste jest zatem, iż w demokratycznym społeczeństwie sądy są częścią władzy państwowej. W 1998 r. w Polsce bez szubienic i publicznych egzekucji odnotowano o 2 proc. mniej zabójstw niż w roku poprzednim (aż o 42 proc. popełnionych z pobudek chuligańskich). Podaję tę informację z beznadziejną wiarą, że Janusz Korwin-Mikke tym razem nie stwierdzi: statystyka KG Policji to kłamstwo.

Więcej możesz przeczytać w 12/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0