LEWICA PRAWICY LUDOWEJ

LEWICA PRAWICY LUDOWEJ

Dodano: 
Kto z kim i dlaczego w wyborach samorządowych.
Choć jeszcze nie wiadomo, jaki będzie ostateczny kształt ordynacji wyborczej do trzech szczebli samorządu - bo Senat zgłosił do niej 109 poprawek - ani ile będzie wybieralnych rad wojewódzkich - bo prezydent skutecznie zawetował ustawę o podziale kraju na 15 województw - politycy pełną parą sposobią się do wyborów samorządowych. Dla partii rządzących mają one być potwierdzeniem trwałego zwrotu sympatii wyborczych Polaków, dla opozycji - rewanżem za przegrane wybory parlamentarne, w myśl zawołania Leszka Millera: "Ich rząd, nasz samorząd".

Ostatnie sondaże opinii publicznej nie potwierdzają optymizmu lidera lewicy. Nadal przoduje w nich AWS przed SLD (choć oba ugrupowania tracą punkty). Rosną notowania "zawsze trzeciej" centrowej Unii Wolności (w województwie gdańskim uzyskała już dziewiętnastoprocentowe poparcie, zrównując się z SLD, jak wynika z badań przeprowadzonych w czerwcu na zlecenie Telewizji Gdańsk i "Dziennika Bałtyckiego"). Nie zmienia się słaba pozycja PSL, przybywa zaś zwolenników mniejszym ugrupowaniom: Ruchowi Odbudowy Polski, Unii Pracy (która dziś prawdopodobnie weszłaby do Sejmu) i Chrześcijańskiej Demokracji Lecha Wałęsy. Te preferencje mogą jednak zostać zmienione układem sojuszy politycznych zawieranych na użytek wyborów samo-
rządowych, które na każdym z trzech szczebli będą się odbywać według innej ordynacji.
Wybory do rad wojewódzkich mają się opierać na podobnych zasadach jak wybory do Sejmu (proporcjonalne, z pięcioprocentowym progiem i podziałem mandatów według metody d?Hondta). Będą więc preferować duże ugrupowania. Ordynacja do rad powiatowych ma być proporcjonalno-większościowa. Stwarza to szansę lokalnym komitetom wyborczym i małym partiom cieszącym się dużą popularnością na danym terenie. Wybory do rad gmin będą przeprowadzane na dawnych zasadach; będzie się głosować raczej na ludzi niż na ugrupowania, podobnie jak w wyborach do Senatu. I tutaj jednak szyld polityczny będzie miał duże znaczenie.
Największym partiom zależy głównie na wygraniu wyborów do rad wojewódzkich, gdyż mogą one być swoistymi prawyborami przed kolejną batalią o fotele na Wiejskiej, a wcześniej - o fotel prezydenta. Pierwszą dużą koalicję na szczeblu ogólnopolskim utworzyły PSL, UP oraz Krajowa Partia Emerytów i Rencistów. Ugrupowania te wystartują w wyborach wojewódzkich razem jako Przymierze Społeczne. Potencjalny sukces porozumienia w wyborach samorządowych stworzy odskocznię do zdobycia foteli na Wiejskiej. To zaś może się okazać zbawieniem dla SLD, który w wyborach parlamentarnych raczej nie ma co liczyć ani na samodzielne stworzenie rządu, ani na koalicję z UW. Sojusz powinien więc być zainteresowany wzmocnieniem ludowo-lewicowo-emeryckiego bloku. Zarazem powstanie porozumienia sprawiło zawód niektórym ugrupowaniom prawicy. Wykluczony z AWS lider KPN-OP Adam Słomka chciał zawrzeć sojusz z ludow- cami, ROP i dysydenckimi ugrupowaniami akcji działającymi w tzw. Zespole na rzecz Programu AWS (Radio Maryja Jackowskiego, Rodziny Katolickie Kapery). Regionalnym odpryskiem tej idei może być białostockie Dobro Wspólne - lista co najmniej dziesięciu organizacji i stowarzyszeń katolickich startujących z programem opartym na społecznej nauce Kościoła. Porozumienie to zyskało już nieoficjalne poparcie metropolity białostockiego abp. Stanisława Szymeckiego. Byłaby to potencjalna konkurencja dla partii prawicowo-narodowo-chrześcijańskich mających wejść w skład AWS Jedność, choć szef regionalnej "Solidarności" Józef Mozolewski cały czas nawołuje, by wystawić jedną listę. Po prawej stronie białostockiej sceny politycznej znajdzie się też wspólna oferta ROP i KPN Leszka Moczulskiego, które chcą przyciągnąć też PSL. Oddzielną listę zamierza zarejestrować tu ugrupowanie powstające wokół gen. Tadeusza Wileckiego, popierane m.in. przez Unię Polityki Realnej. Nie wiadomo, jakie miejsce na tym terenie zajmie partia Lecha Wałęsy, która wykluczyła możliwość tworzenia koalicji z Unią Wolności, przystając na sojusz z AWS i ROP pod nierealnym warunkiem przyznania jej jednej trzeciej miejsc na listach. Tam, gdzie AWS i ROP wystartują oddzielnie, będzie się pewnie chciała znaleźć na listach akcji. Tam, gdzie AWS zawrze lokalny sojusz z unią, spróbuje być może ułożyć się z ROP, którego liderzy umieścili Wałęsę na liście agentów SB.
Szeroką koalicję postsolidarnościową AWS-UW-ROP, obejmującą nawet Rodzinę Radia Maryja, utworzono w podłódzkim Zgierzu. Jej animatorem był pochodzący z tego miasta 25-letni Krzysztof Kwiatkowski, sekretarz premiera Buzka. Jego zdaniem, przykład ten "powinien emanować na całą Polskę".
Masowe powielenie tego sojuszu nie wydaje się jednak możliwe. Z pewnością UW nie pójdzie do wyborów razem ze swym parlamentarnym koalicjantem w Krakowie i Gorzowie Wielkopolskim, gdzie unijni prezydenci zostali ostatnio odwołani połączonymi głosami radnych
AWS i SLD, ani we Wrocławiu, gdzie unia sama tworzy bardzo silną listę wokół dwóch najpopularniejszych osób w mieście - prezydenta Bogdana Zdrojewskiego i przewodniczącego sejmiku prof. Leona Kieresa, zaś akcja będzie się podpierać konfederacją Słomki. Jacek Rugiel, rzecznik dolnośląskiej "Solidarności", nie wyklucza jednak wspólnej listy AWS-UW w tych gminach regionu, "gdzie istnieje groźba przejęcia władzy przez postkomunistów".
Jeszcze w lutym zarówno Paweł Piskorski, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego UW, jak i Michał Kamiński, rzecznik ZChN występujący w imieniu AWS, wykluczali jakąkolwiek możliwość wspólnego wystawienia list samorządowych, dopuszczając jednak tworzenie koalicji powyborczych. Dziś przedstawiciele obu ugrupowań nie mogą już być tak kategoryczni. Byłoby to nieszanowaniem faktów. Wspólne listy UW-AWS powstały w kilku miastach, m.in. w Kwidzynie. 19 czerwca liderzy szczecińskich struktur UW i partii Ruch Społeczny AWS potwierdzili centralne porozumienie koalicyjne w lokalnych wyborach samorządowych, ustalając, że w okręgach jednomandatowych wytypują wspólnie jednego kandydata, który będzie realizował politykę rządu. Kilka dni później podobne porozumienie UW zawarła z SKL - jedną z największych partii w AWS. Mieszkający w Szczecinie Andrzej Milczanowski, były szef MSW, zachęca inne ugrupowania wchodzące w skład akcji, by zrobiły to samo. - Nie łudźmy się, że wygramy z SLD bez wysiłku. Bezwzględnym warunkiem skuteczności ugrupowań solidarnościowych jest zgoda. Bez niej nie ma szans na sukces - mówi Milczanowski. Minister pracy i polityki socjalnej Longin Komołowski, również szczecinianin, przewodzący tamtejszej AWS, zapowiada jednak, że akcja pójdzie do urn samodzielnie, a ewentualną koalicję stworzy po wyborach. Dla posła Tadeusza Wrony, byłego prezydenta Częstochowy, najważniejsze jest, by do wyborów AWS stanęła jako jedno ugrupowanie. - Nie wyobrażam sobie, by partie wchodzące w jej skład konkurowały z sobą. Nie można dopuścić do rozbicia potencjału.
Ku samorządowemu sojuszowi UW-AWS skłania się unijna posłanka Irena Lipowicz, zwracając uwagę, że w województwie katowickim, z którego posłuje, na wynik wyborów samorządowych może wpłynąć eseldowsko-prezydencka koncepcja 17 województw, krzywdząca najmocniej Śląsk i region szczeciński. - Ślązacy są cierpliwi, ale pamiętają, kto działa na ich niekorzyść - przestrzega, zwracając uwagę na wymowną niesubordynację katowickich posłów SLD Barbary Blidy i Zbyszka Zaborowskiego, bardzo do tej pory zdyscyplinowanych.
Układy zawierane na szczeblu wojewódzkim są jeszcze w miarę przejrzyste, ale w powiatach i gminach możliwe są wszelkie, nawet najbardziej księżycowe konstelacje polityczne. W Krakowie Unia Wolności zawarła sojusz wyborczy z UPR. Prawdopodobnie przystąpi do niego również postpeerelowskie Stronnictwo Demokratyczne. W województwie szczecińskim PSL, nie bacząc na centralny sojusz z UP i KPEiR, chce współpracować z AWS, a w gdańskim - z ROP mającym stanowić przeciwwagę dla lewicowej Unii Pracy. Z kolei aliansem z ludowcami jest tam żywo zainteresowany prawicowy Blok dla Polski, jednak z przyczyn personalnych ma na to niewielkie szanse.
O ile PSL kuszone jest propozycjami z lewa i z prawa, o tyle jego niedawny koalicjant - SLD - najpewniej pójdzie do urn solo. Nagłośnione przezeń porozumienie wyborcze Samorządy 1998 jest sojuszem z samym sobą: podpisało go 30 ugrupowań wchodzących od dawna w skład sojuszu. Jest to lista nawet o trzy pozycje krótsza niż przed wyborami parlamentarnymi: do porozumienia nie przystąpiła m.in. silna federacja kolejarzy. Nowa struktura wojewódzka nie będzie sprzyjała lewicy. Z symulacji przeprowadzonej w kancelarii premiera wynika, że przy podziale kraju na 12 województw SLD zająłby pierwsze miejsce w sześciu regionach, jednak w żadnym nie wygrałby, gdyby AWS i UW zawarły koalicję. Gdyby powstało 15 województw, miałby szansę tylko w dwóch: kujawsko-pomorskim i lubuskim. Jeśli w tej sytuacji SLD zechce odegrać w wyborach samorządowych znaczącą rolę, być może będzie musiał uciec się do wystawiania drugich list pod zakamuflowanymi nazwami lub do zawierania karkołomnych sojuszy, podobnych do tego, jaki rządzi warszawską gminą Bielany - SLD plus Międzyparafialny Komitet Wyborczy.

Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0