RZĄDZĄCA MNIEJSZOŚĆ

RZĄDZĄCA MNIEJSZOŚĆ

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Aleksander Kwaśniewski i SLD padną ofiarą własnej siły?
Działania prezydenta wobec parlamentu przypominają czasy liberum veto. Konsultacje z parlamentem są potrzebne, ale nie wtedy, gdy ustawa została uchwalona. Prezydent naruszył też zasady współdziałania między dwoma organami władzy wykonawczej. Rząd wziął na siebie trud reformy i ma prawo do realizowania swoich zamierzeń - uważa profesor prawa Teresa Rabska z UAM. - Żądania prezydenta są sprzeczne. Domaga się od parlamentu zawarcia konsensusu i równocześnie podjęcia jak najlepszej decyzji - analizuje Irena Lipowicz, posłanka UW, przewodnicząca sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. - Konsensus był podstawą działania I Rzeczypospolitej i wiadomo, do czego doprowadził. Widzimy także, jak słabe są międzynarodowe organizacje, w których podjęcie decyzji wymaga zgody wszystkich członków - dodaje.
Zdaniem wielu posłów koalicji, zawetowanie ustawy stwarza niebezpieczny precedens, mogący doprowadzić do sparaliżowania prac parlamentu. - Czy prezydent będzie się także domagał, by w Sejmie było miło, a parlamentarzyści osiągnęli jedność ideową i moralną? Jeśli wszystko trzeba uzgadniać z mniejszością, po co tworzyć koalicje i parlamentarną większość? - dopytywał poseł AWS Marek Markiewicz.
- Prezydent naruszył wszelkie normy stanowienia prawa - uważa poseł Mirosław Czech, sekretarz generalny UW. - Trudno sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby podobnie zachowywał się Lech Wałęsa. Podniósłby się potworny krzyk, że destabilizuje, przeszkadza - nie kryje oburzenia poseł UW Jan Lityński.
Parlamentarzyści z AWS nie wykluczają skierowania do Trybunału Konstytucyjnego zapytania, czy weto prezydenta jest zgodne z ustawą zasadniczą. Historia zadrwiła z Aleksandra Kwaśniewskiego. Jako przewodniczący parlamentarnej Komisji Konstytucyjnej robił wszystko, by ograniczyć uprawnienia głowy państwa. Teraz, będąc prezydentem, zamazuje narysowane przez siebie ramy.
Na bitwie, w której najmniej chodziło o wprowadzenie sensownego podziału administracyjnego, zdaje się zyskiwać najwięcej Leszek Miller. Dotkliwie uprzytomnił prawicowym politykom, że by cokolwiek zdziałać, trzeba zapukać do drzwi SLD.
Czy skutecznie uniemożliwił też koalicji przeforsowanie rządowej propozycji podziału kraju na 12 regionów?
- Długo zastanawialiśmy się, dlaczego Miller odstąpił od dwunastki. Przecież to on pierwszy przedstawił tę propozycję. Dopiero po przeprowadzeniu symulacji wyborczej okazało się, że nowy podział jest mniej korzystny dla SLD - analizuje prof. Michał Kulesza, pełnomocnik rządu do spraw ustrojowych. Zdaniem Mirosława Czecha, i nie jest on w swojej opinii odosobniony, plan opozycji nie wypalił: - Prezydent razem z SLD uwierzyli, że pierwsze niepowodzenie koalicji spowoduje głęboki kryzys, a może nawet upadek rządu.
Czas pokaże, czy prezydent nie zaprzepaścił wystudiowanego wizerunku stojącego ponad podziałami męża stanu. Kolędując po kraju, ściągał na wiece tysiące Polaków, ale w trakcie wyborów do głosu dojdą także niezadowoleni. Przede wszystkim Ślązacy. Podział kraju na 17 województw ponownie czyni ze Śląska "czarną dziurę", odizolowaną od "zdrowszego" otoczenia. Niezadowoleni są też mieszkańcy szczecińskiego i słupskiego, gdyż utworzenie województwa koszalińskiego utrudni ich regionom rozwój. - Wyniki badań CBOS wyraźnie pokazują, że wraz ze wzrostem liczby województw rośnie liczba konfliktów społecznych - przypomina Lipowicz. Może się okazać, że prezydent zyskał co prawda kilkadziesiąt tysięcy głosów mieszkańców likwidowanych województw, ale 
w skali kraju stracił o 
wiele więcej. Czyżby więc
Kwaśniewski zamierzał "umrzeć" za Leszka Millera?
Obaj liderzy SLD mogą wszak stać się ofiarami własnego taktycznego sukcesu. Co będzie, jeżeli koalicja zgłosi ponownie propozycję utworzenia 12 lub nawet 10 województw? Prezydent może projekt znów zawetować. I stać się głównym odpowiedzialnym za chaos - czyli 49 silnych województw podzielonych na 300 powiatów. Problem polega na tym, że SLD zbija polityczny kapitał na krytyce reform, ale woli przejąć władzę w kraju uporządkowanym dzięki tym reformom. Przejmowanie wywołanego przez siebie chaosu jest mało ciekawe. Dlatego prezydent i sojusz muszą sobie zadać pytanie, jak ograniczyć własną siłę destrukcji, by nie paść jej ofiarą. 

Więcej możesz przeczytać w 28/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0