Trójka: Słuchacze i podsłuchiwacze

Trójka: Słuchacze i podsłuchiwacze

„MOJA TRÓJKA” to raport z badań nad plemieniem słuchaczy i dziennikarzy radiowej Trójki. Antropologiczne podejście do fenomenu radia, które jest czymś znacznie więcej.

Telefony od słuchaczy to w Trójce temat na odrębną książkę. Grażyna Mędrzycka, szefowa „Zapraszamy do Trójki”, czyli audycji, do której słuchacze dzwonią najczęściej, mówi, że czasami ma wrażenie, że zamiast dzwonić, mogliby po prostu przyjść na Myśliwiecką i zmienić za mikrofonem prowadzącego. „Są tak dowcipni, a przy tym kulturalni, że czasami trudno uwierzyć, że po prostu słuchali radia i postanowili do niego zadzwonić”. Dzięki temu każda audycja jest niepowtarzalna. Pytam Roberta Kantereita, gospodarza „Zapraszamy do Trójki”, które telefony utkwiły mu w pamięci najbardziej. Chwilę się zastanawia, a potem pyta siedzącego obok Pawła Homę: „Pamiętasz muchy startujące pionowo?”. Uśmiecham się głupio, ale w głębi duszy myślę, że przy Myśliwieckiej mieszka trochę dziwne plemię. „Jasne, że pamiętam – zaczyna Homa. – Byliśmy w Krokowej u słuchaczy, którzy zaprosili nas do siebie. Ona pisała książki, on był wykładowcą. Siedzieliśmy w ogródku, oni opowiadali o sobie, a potem mieli opowiedzieć o autorskim przepisie na mozzarellę z awokado. Właśnie to zapowiadałem, kiedy ktoś z nich zauważył, że ze stołu właśnie odleciała mucha, która do lotu wystartowała pionowo do góry. Trochę jak helikopter”.

Robert Kantereit łączył się ze studia z ogródkiem w Krokowej. Natychmiast rozdzwoniły się telefony, że na Mazurach i Podlasiu też muchy startują pionowo do góry. Że w Gdańsku tylko pod kątem 45 stopni. Za chwilę zadzwonił ktoś, kto tłumaczył, że dzieje się tak tylko wtedy, gdy jako ostatnia wybija się tylna prawa noga. Puenta była taka, że zadzwonił słuchacz ze Szczecina i powiedział: „Nas ten problem nie obowiązuje, bo u nas mucha nie siada”. (...)

Jak dzwoni dzwonnik?


Przez lata na antenie Trójki pojawiało się kilku słuchaczy, którzy zyskali popularność podobną do tej, jaką mają dziennikarze. Niektórzy na antenie są kilka razy w tygodniu, inni zniknęli kilka lat temu, a opowieści o nich są trochę jak plemienne legendy powtarzane we wspomnieniach. Jak na przykład pan Marek z Katowic, szerzej znany jako Trójkowy Dzwonnik. Podobno sam wymyślił sobie ten pseudonim. Dlaczego Dzwonnik? Bo dzwonił. Proste, prawda? Chociaż jego telefony wcale proste nie były. Nie wystarczyło, że chwycił za telefon i powiedział, co mu ślina na język przyniesie. „Facet zupełnie niezwykły. Nie dzwonił do radia w sposób konwencjonalny. To, co płynęło z telefonu, to była jakaś osobna forma radiowa, coś w rodzaju słuchowiska. W telefonach z reguły pojawiały się efekty dźwiękowe, które robił »na żywo«, odtwarzając je z domowego magnetofonu. Te minisłuchowiska trwały około pół minuty, niezwykle barwne, dowcipne i inteligentne. Do dziś na przykład pamiętam rymowankę świąteczną z efektami dźwiękowymi” – wspomina Dariusz Pieróg, który najczęściej odbierał telefony Dzwonnika. Brzmiało to tak: „Wiersz świąteczny: Wstaje słońce na miastem / świeci mi w talerz z ciastem / po stole mucha kroczy / też jej świeci w oczy / chyba jej daruję / niech też sobie poświętuje”. W tym momencie na antenie pojawiał się odgłos przelatującego odrzutowca i puenta wiersza: „O, przeleciała. Nie była taka mała”.

Jeden z jego pierwszych telefonów miał miejsce wtedy, gdy mediami wstrząsnęła afera Oleksego. Ówczesny premier miał udzielić Trójce wywiadu. Dzwonnik poszedł do łazienki, tak odkręcił ciepłą wodę, żeby zapalił się piecyk z gazem. Zrobił się dość porządny szum, a on połączył się z Trójką: „Halo, ja mówię z gzymsu dziesięciopiętrowego gmachu. Chciałem powiedzieć, że jestem zdesperowany. Jak puścicie ten wywiad z Oleksym, to skoczę, ostrzegam!”. Szum z gazu chyba całkiem nieźle udawał wiatr na dachu budynku i ruch uliczny, bo reporter przy telefonie zaczął z nim negocjować, jak z prawdziwym samobójcą. Pytał, gdzie stoi, kazał mu się uspokoić. Dzwonnik zaczął dawać znaki, że to są jaja. W końcu doszli do jakiejś zabawnej puenty, a telefon trafił na antenę. (...)

Sypiając z taśmami

Piotr Stelmach mówił mi, że nie wierzy, że ktoś, kto pracuje w radiu, jakimkolwiek radiu, przed mikrofonem, został do tej pracy przymuszony. „W momencie, w którym zaprzyjaźniłem się z Trójką i stałem się jej słuchaczem, jako nastolatek, młokos w ogóle, od tego czasu bardzo mocno gdzieś tam powziąłem w sobie takie postanowienie, że będę chciał kiedyś w Trójce być”. Piękna rzecz, spełniać marzenia. Jeszcze piękniejsza, odbierać co miesiąc przelew za spełnianie marzeń. Ale znowu, radiowe życiorysy to nie jest raczej rock’n’rollowa historia gości, którzy chcieli podbić świat i po prostu im się udało. Spełnianie marzeń wbrew pozorom nie zawsze musi być przyjemne.

Ani wygodne. „Kiedy dostałem propozycję z Trójki, mojego wymarzonego radia, mojego Everestu marzeń, musiałem podjąć decyzję bardzo przyziemną: jak to wszystko zorganizować? Nie wiedziałem, czy przeprowadzić się do Warszawy, czy dojeżdżać codziennie do pracy z mojej rodzinnej Łodzi. Ponieważ moja pierwsza pensja wynosiła 232 zł – to wtedy jeszcze nie było tak, że jak młody przyszedł, to od razu dostaje antenę, bo na tę antenę trzeba było trochę poczekać w kolejce. No to podjąłem taką decyzję: nie stać mnie na wynajem mieszkania w Warszawie, więc będę dojeżdżał codziennie pociągiem. Ale jak będę dojeżdżał codziennie, to muszę wydawać kasę na podróż w tę i z powrotem. Miesięczny bilet kosztował znacznie więcej niż 232 zł” – wspomina Piotr Stelmach.

Paragraf 22? Tylko trochę. Bo przecież zawsze jest jakieś wyjście. Albo wejście. Na przykład do pokoju numer 227, wtedy dzielonego przez Marka Niedźwieckiego i Piotra Kaczkowskiego, na drugim piętrze budynku przy Myśliwieckiej. Stelmach tutaj znalazł dom. Na trzy lata. „Pozwolili mi tam po prostu spać pod kocem. Miałem taki koc podręczny, zestaw przyborów do mycia, do golenia, kosmetyki. W samochodzie kilka ciuchów na zmianę na kilka dni. Samochód stał pod radiem, a ja spałem w budynku. Kiedy Niedźwiedź przychodził do pracy w zimie, gdy rano było jeszcze ciemno, to mnie nadeptywał. Przychodził, stawał mi niechcący na głowie i tak zaczynał się dzień pracy – opowiada. – A co pan robił po pracy? – pytam, wcale nie złośliwie, raczej z zaciekawieniem. – Jak to co? Słuchałem muzyki. Niedźwiedź miał pochowane po całym pokoju stare taśmy. Włączałem sobie, słuchałem i próbowałem usłyszeć”. Mimo niewygód nie narzekał. W sumie trudno się dziwić. Miał pod ręką mnóstwo płyt, nie tracił czasu na dojazdy i mieszkał w pięknym punkcie miasta, bo Trójka od samego początku ma swój dom tuż obok Łazienek. (...)

Kabaret jak maluch dla inteligencji

Marcin Wolski, nadredaktor legendarnych „60 minut na godzinę”, trafił do Trójki pod koniec 1969 r. Miał szczęście, to był czas rozkwitu Trójki, która akurat zmieniała częstotliwość i wydłużała czas nadawania z dziewięciu do osiemnastu godzin dziennie. Radio było jak młody chłopak – miało mnóstwo pomysłów i chciało podobać się wszystkim. Z politycznej sceny schodził Gomułka. Edward Gierek, jak każdy nowy człowiek u władzy, próbował kokietować społeczeństwo – w skali masowej rozdając talony na małego fiata i budując Trasę Łazienkowską, a w skali mniej masowej, dotyczącej odradzającej się inteligencji, poprzez poluzowanie więzów artystom. Wolski wspomina, że jego ówczesny szef, Adam Kreczmar, mówił: „Komuniści wcale nie są tak głupi, jak nam się wydaje. Mogliby nas zwalczać, ale spróbują nas kupić”. Na fali liberalizacji obyczajów szansę dostał „Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy”. Audycja, którą zaczęto nadawać pod koniec 1970 r., szybko stała się czymś więcej niż zbiorem wesolutkich historii mających kolorować szarą przecież rzeczywistość. Założony przez Jacka Janczarskiego i Adama Kreczmara, dwóch przyjaciół z powojennej piaskownicy, „ITR” wyśmiewał rzeczywistość na skalę w PRL do tej pory uważaną za wywrotową. Ale był też inteligentny, najeżony aluzjami do kultury, świetny literacko i jak na tamte czasy wyjątkowo swobodny – opowiada Marcin Wolski.

W socjalizmie nic jednak nie było wieczne, więc kiedy Mietkowskiego zastąpiła Ewa Ziegler, dla „ITR” zaczął się gorszy czas. Chociaż twórcy właściwie w każdej audycji prowokowali władzę aluzjami do rzeczywistości, na indeks trafili dopiero za sprawą uwielbiających ich słuchaczy. Był mroźny sylwester 1973 r. W telewizji z noworocznymi życzeniami dla rodaków i ludowej ojczyzny występował sekretarz Edward Gierek. Mówił, jak to komuniści mieli w zwyczaju, o sukcesach zrealizowanych i sukcesach zaplanowanych. Pewnie nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie to, że w tym samym czasie w Trójce prezentowano satyryczny wykład Jana TadeuszaStanisławskiego z cyklu: „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia”. Legendarną pomysłowość Polaków w latach 70. Bareja opiewał w każdym swoim filmie, ale nawet on nie wpadłby na taki pomysł stworzenia nowej formy rozrywki jak ówcześni mieszkańcy Warszawy. W stołecznych mieszkaniach, dla urozmaicenia sylwestrowego wieczoru, pod wizję z Gierkiem podkładano fonię ze Stanisławskim i jego Katedrą Mniemanologii Stosowanej. Nic dziwnego, że władza się zezłościła. (...)

Na ochocie nie podsłuchujemy

Wyjątkowa intymność w kontakcie słuchacza i radiowca, jak zresztą każda intymność, może być niebezpieczna. W przypadku radia granica między pożądaną przez każdego dziennikarza przyjaźnią z odbiorcą a niezdrową formą uczuć jest wyjątkowo cienka. Radiowiec nie ma przecież wpływu na to, kto siedzi po drugiej stronie głośnika i co zrobi z przekazywanymi przez niego emocjami. Ten kontakt z założenia jest jednostronny. Nie każdy potrafi sobie z nim poradzić. Radio to w końcu, jak mówi sam Niedźwiecki, teatr wyobraźni. A niektórych wyobraźnia ponosi w zupełnie niespodziewane rejony.

W latach 80., w soboty między dwudziestą trzecią a drugą w nocy, Niedźwiedź prowadził nocne wydanie „Zapraszamy do Trójki”. Wtedy, inaczej niż dziś, audycja nie była przerywana serwisami, reporterskimi wstawkami ani reklamami parówek w promocyjnej cenie. O dwudziestej trzeciej wchodził na antenę i przez trzy godziny był na niej całkowicie sam. Potem mówił dobranoc, zamykał studio i całe radio, które na cztery godziny po prostu przestawało nadawać. Niedźwiecki miał więc nocne godziny tylko dla siebie. – Prezentowałem klasykę rocka: Pink Floyd, King Crimson, Genesis czy nawet Depeche Mode, i czytałem do tego wiersze mojej ukochanej Haliny Poświatowskiej, która pisała piękne erotyki. Było z tymtrochę technicznych problemów, bo była w końcu kobietą, więc musiałem wybierać tę poezję, którą jako facet mogłem przeczytać, nie narażając się na śmieszność. Te stare archiwalne wiersze i w miarę nowoczesna muzyka świetnie do siebie pasowały. Razem to naprawdę grało. Nie jestem aktorem, więc nie grałem tych wierszy, ale nie chciałem być też po prostu lektorem, który odczytuje tekst z kartki. Od podstawówki miałem talent recytatorski, uwielbiałem czytać wiersze, więc w jakiś sposób przeżywałem te słowa i wkładałem w nie emocje. Było w tym programie coś z misterium”. Audycja cieszyła się dużą popularnością, a dla Niedźwieckiego była świetną odtrutką na Listę Przebojów, gdzie w każdej minucie trzeba sprawdzać czas i decydować, ile sekund piosenki można puścić słuchaczom. „Było zupełnie inaczej. Noc, ciemno, tykający zegarek, w tle »High Hopes« Floydów, a ja mówiłem szeptem »Kocham cię«. Przestałem, kiedy dostałem telegram od słuchaczki: »Zrozumiałam, przyjeżdżam, czekaj na mnie na dworcu o 23.15«. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że ktoś po drugiej stronie odebrał to dosłownie. Tak, że ja do niej, nie metaforycznie, ale personalnie do niej, mówię, że ją kocham. Zrozumiałem, że posunąłem się do zbliżenia na tak intymną odległość, na jaką zbliżyć się nie mogę” – opowiada Niedźwiecki.

Audycja wróciła potem na antenę, ale już w zmienionej formie. Mniej mistyczna, przerywana serwisami, które utrudniały wejście w niebezpieczny trans. Intymny sposób mówienia w radiu, który przyniósł Markowi Niedźwieckiemu tylu wiernych fanów, jeszcze kilka razy obracał się przeciwko niemu: „Wychodziłem z radia późnym wieczorem. Pamiętam, że jeździłem wtedy renault clio. Samochód stał po drugiej stronie ulicy, ale kiedy do niego szedłem, zobaczyłem kątem oka faceta, który się do mnie zbliżał. Myślałem, że chce zapytać, jak dojść do Łazienek, które są przecież kilkaset metrów stąd, ale potem zobaczyłem, że jest strasznie podekscytowany. Prawie do mnie podbiegł i zaczął pytać: – Dlaczego mnie pan podsłuchuje przez radio? Zdębiałem. – Jak to pana podsłuchuję? – pytam. – Pan wie, co ja robię – odpowiedział. – Pan komentuje muzyką i tym, co pan mówi, że ja jem śniadanie, że idę do łazienki, że ja sprzątam tę łazienkę! Nie wiedziałem, co mam zrobić, jak się zachować. Chyba jakiś głos z nieba mi podpowiedział i zapytałem: – A gdzie pan mieszka? – Na Ochocie – odpowiedział. – A, na Ochocie to my nie podsłuchujemy – wytłumaczyłem najspokojniej jak potrafiłem i facet sobie poszedł. ■

Okładka tygodnika WPROST: 33/2013
Więcej możesz przeczytać w 33/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 33/2013 (1590)

  • Gra o miliardy poza kontrolą państwa 11 sie 2013, 20:00 Doniesienia do prokuratury, inwigilacja, szukanie haków, inspirowanie nieprzychylnych materiałów prasowych – w Polsce trwa zimna wojna. O co? O kontrakty zbrojeniowe. Do 2022 r. Ministerstwo Obrony Narodowej na modernizację wojska... 4
  • Platforma pod wpływem 11 sie 2013, 20:00 Zbij pan termometr, a nie będziesz pan miał temperatury” – radził kiedyś Jerzemu Turowiczowi Lech Wałęsa. PO szybko uczy się od noblisty. Idąc tym tokiem rozumowania, po serii odwołań platformerskich prezydentów miast w... 4
  • Skaner 11 sie 2013, 20:00 Sztuczne jest piękne Pół miliona dolarów – taką kwotę Sergey Brin, jeden z założycieli Google, zainwestował w projekt prof. Marka Posta z Uniwersytetu w Maastricht. Naukowiec za cel postawił sobie laboratoryjne wyhodowanie... 6
  • Generał na celowniku 11 sie 2013, 20:00 Podsłuchy, szantaże i groźby. Wielka rozgrywka wokół MON. W tle służby specjalne, lobbyści i gigantyczne kontrakty na uzbrojenie. 12
  • Rzepak i kiełbasa, czyli premier w natarciu 11 sie 2013, 20:00 Przekaz ma być jasny – kiedy inni wygrzewają się na plażach, Donald Tusk objeżdża kraj. A że sondaże wciąż spadają? I na to jest sposób. 16
  • Eutanazja w białych rękawiczkach 11 sie 2013, 20:00 Gdy premier Tusk wręczał nagrody finalistkom wyborów Miss Polski na wózkach, opiekunom niepełnosprawnych ucinano świadczenia. To realizacja wizji rządu, który miał być przyjazny najsłabszym. 20
  • Człowiek z Brukseli 11 sie 2013, 20:00 Uważałem, że należy poczekać z filmem o tacie, odłożyć pomysł na półkę. Na jakieś 40 lat - mówi europoseł Jarosław Wałęsa na kilkanaście dni przed światową premierą filmu „Wałęsa. Człowiek z nadziei” w Wenecji. 24
  • Łowcy skarbów 11 sie 2013, 20:00 Polska ciągle nie odzyskała kilkudziesięciu tysięcy dzieł sztuki zagrabionych w czasie wojny. Wartość najważniejszych obrazów, które nam się należą, może przekraczać 200 mln dolarów. 28
  • Koszer z konserwy 11 sie 2013, 20:00 Polacy byli ekspertami od katastrof lotniczych, od piłki nożnej, od skoków, po książkach Grossa - od Jedwabnego, a teraz wszyscy są ekspertami od uboju rytualnego - mówi Piotr Kadlcik, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. 34
  • Chude życie, tłusty portfel 11 sie 2013, 20:00 Pół Polski ma problem z nadwagą. Na brzuchach Polaków rośnie branża dietetyków, instruktorów fitness i producentów leków odchudzających. Jak zarabiają? 38
  • Wyprawa dzięki Air Force Two 11 sie 2013, 20:00 O kulisach słynnego wiecu w Tbilisi, montowaniu koalicji prezydentów i przerażeniu Micheila Saakaszwilego opowiada „Wprost” europoseł Adam Bielan. 44
  • Głęboka wiara ateisty 11 sie 2013, 20:00 Polscy ateiści zaczynają tworzyć ruch społeczny. Chcą mieć własne rytuały, a nawet duchowość. Są dumni, że nie wierzą. 48
  • Wygnać mima 11 sie 2013, 20:00 Kiedyś ogródki piwne, dziś mim albo skatepark budzą w nas złość. Przeszkadzają. Ma być tak, jak my chcemy. Polacy – autokraci? 52
  • Trójka: Słuchacze i podsłuchiwacze 11 sie 2013, 20:00 „MOJA TRÓJKA” to raport z badań nad plemieniem słuchaczy i dziennikarzy radiowej Trójki. Antropologiczne podejście do fenomenu radia, które jest czymś znacznie więcej. 54
  • Walizka pełna snów 11 sie 2013, 20:00 Siatka fałszerzy wiz i paszportów oplotła Polskę i Ukrainę. Po siedmioletnim śledztwie pięciu Polaków stanie przed sądem. 58
  • Armia przed rewolucją 11 sie 2013, 20:00 Polskie wojsko czeka na reformę systemu dowodzenia i nowoczesny sprzęt. Wielkie przetargi mogą się stać siłą napędową rozwoju kraju. Czy tak będzie? 62
  • Ostatnia kolejka 11 sie 2013, 20:00 Polityka oszczędności i cięć, którą aplikuje Irlandczykom ich rząd, wycina też część narodowej kultury – tradycyjne puby. 66
  • Arabska wiosna łupieżców 11 sie 2013, 20:00 Współcześni Indiana Jones plądrują skarbce Bliskiego Wschodu. Nie napędza ich pasja, lecz chciwość. Używają buldożerów i karabinów. 70
  • Wejście cyfrowego smoka 11 sie 2013, 20:00 Właściciel internetowego imperium Amazon kupił jedną z najważniejszych gazet świata. Czy to nadejście mesjasza, który wprowadzi tradycyjną prasę do ery cyfrowej? 72
  • Szynka no logo 11 sie 2013, 20:00 Produkty w barwach sieci handlowych podbijają polski rynek. Są tańsze, a tak samo dobre jak te z logo producenta – zapewniają sprzedawcy. 74
  • Wojna na cztery rogi i kółko 11 sie 2013, 20:00 Kłócą się na całym świecie, żądając gigantycznych odszkodowań za kradzież patentów. Czy Obama zakończy spór między Samsungiem a Apple? 78
  • Księżyc pod ręką 11 sie 2013, 20:00 Droga do kolonizacji Marsa wiedzie przez bazę na Księżycu. Lepiej się spieszmy z jej budową – nasza cywilizacja nie przetrwa kolejnego tysiąclecia na Ziemi. 80
  • Drugie życie trupa 11 sie 2013, 20:00 Hitem lata w Polsce okazała się wystawa, na której pokazywane są ludzkie zwłoki. Profesor Zbigniew Mikołejko tłumaczy, dlaczego chcemy oglądać śmierć. 82
  • Garażowa rewolucja 11 sie 2013, 20:00 „JOBS” to opowieść o wizjonerze, awanturniku, perfekcjoniście, egoiście, wizjonerze i geniuszu. O Stevie Jobsie i budowaniu jego imperium. 82
  • Film 11 sie 2013, 20:00 W słusznej sprawie Elizjum” to science fiction z gruntu rewolucyjne. W wizji Neilla Blomkampa w 2159 r. ludzie dzielą się na dwie kasty. Elity rządzące i finansowe mieszkają w tytułowym Elizjum – specjalnie wybudowanej... 88
  • Muzyka 11 sie 2013, 20:00 Dla fanów mistrzostwo świata Richard Bona Bonafied Universal Richard Bona jest jednym z tych artystów, którzy bardziej popularni są w Polsce niż w rodzimej Francji czy reszcie Europy. Kojarzy się wyłącznie dobrze i szlachetnie. Jest... 90
  • Książka 11 sie 2013, 20:00 Braterskie tortury Huszang Asadi, irański dziennikarz i lewicowy aktywista, trafił do więzienia w 1983 r., gdy republika islamska postanowiła się rozprawić z ruchem komunistycznym, który dotąd ją wspierał. To była klasyczna stalinowska... 90
  • Twoje prawo do jakości 11 sie 2013, 20:00 To, jakie wrażenia przywieziemy z wakacji, w dużej mierze zależy od biura podróży, któremu powierzymy rolę organizatora wypoczynku. 92
  • Spójrz pod nogi 11 sie 2013, 20:00 Nawet z krótkiego spaceru można wrócić z czapką pełną pysznych skarbów. 94
  • Ruszamy w Polskę bez barier 11 sie 2013, 20:00 Ponad 14 proc. Polaków jest dotkniętych niepełnosprawnością. PZU włączyło się w akcję ich aktywizacji, wspierając jako partner strategiczny powstanie strony ZeroBarier.pl. 95
  • Aplikacje na wakacje 11 sie 2013, 20:00 Lotniskowy konsultant, antyradar, tłumacz rodem ze „Star Treka”. Oto aplikacje na smartfona, które przydadzą ci się na wakacjach. 96
  • Bomba tygodnia 11 sie 2013, 20:00 Ciasny mental w szafie Blogerki modowe to hit. Głównie intelektualny. Macademian Girl obwieściła bez grama obciachu do kamery Pudelka, że swojego bloga założyła w rocznicę katastrofy smoleńskiej, czyli 10 kwietnia. Pogratulować... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany