Smak oceanu

Smak oceanu

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Wprost" z Pascalem po Europie
Portugalia jest w tym sezonie wyzwaniem dla polskiego turysty. Wydawałoby się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko jej odwiedzaniu: jest dość droga, plaż kamienistych - na szczęście z romantycznymi zatoczkami - znajduje się tam więcej niż w sąsiedniej Hiszpanii, ponadto nie decydując się na wyjazd z Warszawy, wciąż trudno tam dotrzeć bez przesiadek. Uroki i klimat tego kraju wynagrodzą jednak wszelkie koszty i niedogodności. Niegdyś Polaków przyciągała przede wszystkim Fatima, ważne dla katolików miejsce kultu religijnego. Ostatnio coraz częściej jeździmy podziwiać klifowe wybrzeża Algarve, a także Lizbonę i Porto.

Punktem docelowym wakacyjnych eskapad jest południowe wybrzeże Algarve. Być w Portugalii i nie zobaczyć Lizbony to jednak niepowetowana strata. Warto dołożyć starań, by móc powłóczyć się po krętych uliczkach Alfamy, przemierzać aleje Baixa (Dolnego Miasta), zwiedzić klasztor hieronimitów i nowoczesne pawilony na wystawie Expo.
Lizbona ma wiele twarzy. Turystów urzekają ciasne uliczki Alfamy (która przetrwała trzęsienie ziemi w 1755 r.), kamienice z obsypującymi się kafelkami azulejzos, które zdobią fronty domów, pranie obowiązkowo suszące się za oknami, restauracje w zaułkach. Lizbończykom trudno w ten zachwyt uwierzyć - gdyby mieli odpowiednie fundusze, odnowiliby, odrestaurowaliby i wyczyściliby Alfamę. Czy wówczas byłaby jednak tak urzekająca?
W Lizbonie można odbywać podróże w czasie. Niektóre sklepiki czy kawiarenki, ozdobione kafelkami w stylu art deco, wyglądają niemal tak samo jak sto lat temu. Nastrój Alfamy oddają fado, czyli sentymentalne pieśni o ludzkich losach: nie spełnionej miłości, tęsknocie za ukochanym, udręce zdrady. Portugalczycy to naród żeglarzy, w ich kulturze tkwi tęsknota, smutek rozstań, niepewność, melancholia. Trudno wyobrazić sobie, by decyzję o losie swym i najbliższych podejmowali, rzucając monetą, jak czynią to niekiedy inne nacje.
Zupełnie inaczej wygląda centrum Lizbony - Dolne Miasto. Wybudowane po trzęsieniu ziemi odzwierciedla zamiłowanie ówczesnego ministra królewskiego Pombala do porządku, prostoty i oszczędności. Skrupulatnie wyznaczone ulice podzielono, uwzględniając uprawiany tam handel czy rodzaj rzemiosła. Niezwykłą dzielnicą jest teren dawnego Expo - znajdują się tam nowoczesne budowle, wieża przypominająca okręt, największe w Europie oceanarium, zachwyca również architektura stacji metra.
Lizbona jest rozpostarta na siedmiu wzgórzach. Poruszanie się po nieprawdopodobnie stromych szczytach ułatwiają stare tramwaje, kolejka liniowa i przedziwna winda St. Justa zbudowana przez Raula Mesniera (ucznia Eiffela). Chlubą miasta jest klasztor hieronimitów w Belém. Powstał jako wyraz dziękczynienia króla Manuela I po odkryciu przez Vasco da Gamę morskiej drogi do Indii w 1497 r. Wówczas do Portugalii dotarł pierwszy ładunek pieprzu. Budowę świątyni sfinansowano z podatku uzyskiwanego z importu przypraw, na co wyłączność miała Portugalia. Nieopodal klasztoru, nad brzegiem Tagu znajduje się wysmakowana wieża z Belém z początku XVI w., niegdyś punkt obserwacyjny i bastion obronny miasta. Zwiedzając miasto, nie można ominąć kawiarni Antiga Confeitaria de Belém. Wspomnienie babeczek z nadzieniem budyniowym i posypywanych cynamonem jest naprawdę miłe.
Z Lizbony warto się wybrać do Sintry, by obejrzeć tam letnią rezydencję królów. "Sintra jest może pod każdym względem najrozkoszniejszym miejscem w Europie. Zawiera ona piękności tak naturalne, jak i sztuczne: pałace i ogrody, wznoszące się pośrodku skał, wodospadów i przepaści; klasztory zadziwiającej wysokości, rozległy widok na morze i na Tag" - pisał George Gordon Byron w liście do matki. Oprócz zamków królewskiego i Maurów turystów przyciąga Palácio da Pena. Pałac wzniesiony dla męża królowej Marii II w latach 40. ubiegłego stulecia zdumiewa nagromadzeniem kopuł wieżyczek, pseudomanuelińskich bram i atrapą mostu zwodzonego. Po oszałamiającym przepychu dla równowagi warto zwiedzić "najbiedniejszy klasztor w królestwie", przez trzysta lat zamieszkiwany przez kapucynów. Do cel pokutników można wejść tylko na kolanach, drzwi mają bowiem 70 cm wysokości.
W drodze do Porto można się zatrzymać w Coimbrze, pierwszej stolicy Portugalii. Godne uwagi są tam podziemne korytarze wybudowane przez Rzymian, przepiękne stare budynki uniwersyteckie, słynna barokowa biblioteka, wspaniałe katedry i kościoły. "Coimbra studiuje, Braga się modli, Lizbona wydaje pieniądze, a Porto pracuje" - mówią mieszkańcy Porto. Oprócz wytwórni win porto i piwnic, z których słynie miasto, warto zobaczyć wspaniałe mosty, barokową wieżę Torre dos Clérigos, katedrę, bogato zdobione wnętrza giełdy i kościoła św. Franciszka.
Zupełnie inny jest południowy region państwa - Algarve. Hotele, restauracje oraz ceny nie ustępują hiszpańskim czy włoskim. Walorami Portugalii są klimat (oceaniczne prądy łagodzą upały) i czyste plaże otoczone imponującym klifowym wybrzeżem. Przez Faro, stolicę regionu słynącą bardziej z dobrych sklepów i restauracji niż urokliwych plaż, przemierzają niemal wszyscy - tu znajduje się lotnisko, dworzec kolejowy i autobusowy. Na wschód od Faro ląd od morza oddzielają na przemian złowrogo wyglądające błota i ilhas (długie ławice piasku), na które najczęściej można dostać się jedynie łodzią. W sezonie o wiele jest tu ciszej niż na zachodnim wybrzeżu. Znudzeni słonecznymi kąpielami turyści mogą podziwiać niewielkie miasta, w których najbardziej okazałe budowle powstały między XVI a XVIII w., na targach można zaś kupić świeże mule, ślimaki i krewetki.
Na zachód od Faro, na ciągnącym się przez sto kilometrów wybrzeżu o bogatych turystów zabiegają najwspanialsze hotele (na ich terenie obowiązkowo znajdują się pola golfowe, korty tenisowe, przystanie dla żeglarzy). Tu rozciąga się najpiękniejsza piaszczysta plaża Meia Praia. Urocze, senne Lagos, niegdyś główny ośrodek handlu z Afryką, było pierwszym w Europie targowiskiem niewolników. Nawet podróżujący jedynie "po słońce" nie omijają dwóch niezwykłych kościołów w Lagos i Almancil - oba są ozdobione charakterystycznymi azulejzos. Śródziemnomorskie wybrzeże kończy Cabo de Săo Vicente (przylądek św. Wincentego), tajemniczy cypel niejako dolepiony do Europy. Już Rzymianie uważali to miejsce za święte; wierzyli, że właśnie tutaj słońce zanurza się w morskie fale. Potem stało się ono święte również dla chrześcijan - od VIII do XII stulecia spoczywały tu bowiem szczątki męczennika św. Wincentego. 




Kierunek Lizbona

Bilet na samolot do Lizbony (z przesiadką) kosztuje ok. 1520 zł (obowiązkowe dwa tygodnie pobytu na miejscu z określonymi datami wyjazdu i powrotu). Kupując bilet spoza oferty specjalnej dwa tygodnie przed wyjazdem zapłacimy 1830 zł, tydzień przed - 2145 zł, w ostatniej chwili - 3250 zł.

Wiele firm oferuje w tym roku zniżki - od kwietnia do października można polecieć do Lizbony liniami Swissair za 1240 zł. Niektóre biura podróży proponują przeloty czarterowe bezpośrednio do Lizbony lub Faro.

Dość drogie są bilety na pociąg do Lizbony (minimum dwie przesiadki), kosztują ok. 1200 zł.

Za podróż autokarem w obie strony trzeba zapłacić 1000-1200 zł.

Posiłki w restauracjach w Portugalii nie są drogie. Obiad wraz z lampką wina kosztuje 2-3 tys. escudo (40-65 zł). Na wybrzeżu podaje się głównie dania z ryb i owoców morza.

Nocleg w przyzwoitym pensjonacie w dwuosobowym pokoju w zależności od pory roku i lokalizacji kosztuje 3-10 tys. escudo. W hotelu za dobę w jednoosobowym pokoju należy zapłacić ok. 5 tys. escudo.

Ceny kempingów wahają się od 39 do 59 zł (od osoby). Około 32 zł trzeba zapłacić za samochód i 35-39 zł za namiot. Można wykupić tzw. kartę kempingową (jedną na pięć osób), uprawniającą do zniżki (10 proc). Kosztuje ona 30 zł.

Za najdroższy odcinek autostrady z Lizbony do Porto trzeba zapłacić 6,5 zł.
Więcej możesz przeczytać w 24/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0