Emocje i paragrafy

Emocje i paragrafy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak wiele polskich małżeństw spaja siła rozpędu?
Polacy coraz rzadziej się rozwodzą. Z ostatnich badań wynika, że liczba rozwodów jest u nas znacznie mniejsza niż w innych krajach europejskich. Nie znaczy to jednak, że żyjemy w szczęśliwych i ustabilizowanych rodzinach. To raczej zasługa biurokratyczno-prawnej machiny zniechęcającej do rozwodów.
- Nasze prawo umożliwia zawarcie małżeństwa w ciągu kwadransa. Rozwód jest trudny, czasochłonny i kosztowny - mówi Joanna, rozwiedziona dziennikarka z Warszawy. - Decyzję o rozwodzie podjęliśmy razem. Były mąż, mimo że wyraził zgodę na rozstanie, nie stawiał się na rozprawy. Sąd za wszelką cenę starał się udowodnić, że się mylę, że nasze małżeństwo ma jeszcze sens, że za wszelką cenę należy je ratować. Musiałam powołać świadków, wciągając w to piekło znajomych.
Wielu do rozwodu zniechęca nieznajomość prawa i obawa, że będzie trwał długo. - Prosta z formalno-prawnego punktu widzenia sprawa może się ciągnąć latami - mówi Janusz Kasprzak, mecenas z kilkudziesięcioletnią praktyką. - Jedna ze stron zarzuca winę drugiej, po czym długo i szczegółowo ją udowadnia, albo unika rozpraw, przedkładając usprawiedliwienia. Ślamazarność sądów jest potęgowana przez niesprawność innych instytucji. Zaświadczenia o zarobkach, interwencji policyjnej, opinie psychologów i ośrodków rodzinnych na temat zdrowia dzieci - na takie dokumenty czeka się tygodniami. Jeśli w dniu rozprawy ich nie ma, następny jej termin jest wyznaczany za kilka tygodni - mówi Kasprzak. Tylko nielicznym udaje się przeprowadzić całą procedurę rozwodową w pół roku.
Dlaczego sprawy trwają tak długo? Po części jest to intencją ustawodawcy, po części skutkiem powolnego działania sądów. Pierwsza rozprawa wyznaczana jest stosunkowo szybko, bo często już w ciągu miesiąca od złożenia pozwu. Ale następna może się odbyć dopiero za cztery, pięć miesięcy. Nie tylko dlatego, że sądy są bardzo obciążone. - Jeśli sąd widzi, że małżonków dzieli ostry konflikt, specjalnie wybiera tak odległy termin, by ochłonęli. Na ogół wracają spokojniejsi, przygotowani do rozwodu. Łatwiej wtedy o sprawiedliwy wyrok - mówi Róża Żarska, adwokat. Przyznaje, że przedłużanie sprawy to najczęściej wina strony, która czuje się pokrzywdzona. Teoretycznie można to robić w nieskończoność.
- Często osoba taka sprowadza nowych świadków, w ostatniej chwili przedstawia nowe dowody. Sąd musi mieć czas na wnikliwą ocenę tych okoliczności. Ustalając termin następnej sprawy, bierze pod uwagę między innymi czas trwania formalności pocztowych, związanych z koniecznością powiadomienia stron.
- O rozstaniu zaczęliśmy mówić już w pierwszą rocznicę ślubu. Nie pasowaliśmy do siebie od samego początku. Nie rozwodzimy się, bo mamy dwoje dzieci, wspólne mieszkanie i brakuje nam pieniędzy na wygodne życie w pojedynkę. Rozwód i tak niewiele by zmienił - mówi trzydziestoletni Robert, nauczyciel żonaty od dziesięciu lat. Co z tego, że para się rozwiedzie, jeśli sąd jemu przyzna mały pokój, jej - salon, a łazienkę i kuchnię podzieli na pół?
- Wtedy dopiero zaczyna się koszmar wspólnego życia: kłótnie o zużywaną ciepłą wodę i o to, czyj garnek stoi na kuchence. Często też dopiero wówczas naprawdę pojawia się nienawiść - komentuje Kasprzak.
Rozwód kosztuje. W wypadku wyjątkowo skomplikowanej sprawy należy się liczyć nawet z wydatkiem 10 tys. zł. Już cena wstępnej porady adwokackiej (50-100 zł) to dla przeciętnie zarabiającej osoby spora kwota. Połowa Polaków uważa, że małżeństwo pomaga w osiągnięciu finansowego sukcesu. Tymczasem rozwód oznacza podział majątku. Ustawodawca połączył orzeczenie rozwodu z jednoczesną decyzją o podziale majątku i ewentualnych alimentach. Jeśli małżonkowie nie dojdą do porozumienia, sprawa majątkowa może się ciągnąć latami, a jej koszty mogą kilkanaście razy przekroczyć koszty samego rozwodu. Wielu parom trudno zrezygnować ze wspólnych pieniędzy. I nie dotyczy to tylko kobiet. Ludzie boją się, że po rozwodzie nie będą się czuli bezpiecznie, także finansowo. To jest dla nich ważniejsze od rozczarowania partnerem.
Paraliżuje nas obawa przed wysiłkiem budowania życia na nowo. Staje się ona silniejsza, jeśli w życiu społecznym i ekonomicznym zachodzą zmiany. W czasach dekoniunktury i rosnącego bezrobocia, z jakim mamy do czynienia w tym roku, jedyną ostoją znowu staje się rodzina. Nieważne, czy kochająca się, czy skłócona - istotne jest tylko poczucie wspólnoty. Pełna i szczęśliwa rodzina od lat zajmuje najwyższe miejsce w naszej hierarchii wartości. Jako najważniejszy cel życiowy wymienia ją aż 84 proc. respondentów CBOS. Rozwód to nie tylko rozstanie. Małżeństwo jest elementem rodzinnej koalicji. Wszystkim bliskim zależy na utrzymaniu więzów, bo szeroka struktura pokrewieństw od lat jest w Polsce jednym z ważniejszych strategicznych kapitałów. Silną pozycję, jaką cieszyła się rodzina przed wojną, naukowcy tłumaczyli przewagą ludności wiejskiej w strukturze społecznej. Dziś postrzeganie rodziny się nie zmieniło. Polacy mają nadzieję, że proces integracji z Unią Europejską nie wpłynie na trwałość więzów rodzinnych. Mniej martwią się o to Węgrzy i Czesi. W Czechach rozwody orzeka się trzy razy częściej niż u nas. - Silne tradycje rodzinne nigdy u was nie wyszły z mody. Na Zachodzie dopiero teraz młodzi ludzie odkrywają je na nowo - mówi Bernard Margueritte, mieszkający w Polsce dziennikarz francuski. "Przywiązanie do rodziny mieści się w autostereotypie Polaka, a orientację prorodzinną postrzega się jako jeden z elementów, obok patriotyzmu i religijności, odróżniających nas od innych Europejczyków" - pisze Beata Roguska z CBOS w analizie "Rodzina polska - wzory i wartości".
- O rozwód wniósł mąż zaraz po tym, jak po trzech latach wróciłam z USA. Jego decyzja była mi na rękę, bo po tak długiej rozłące nic już do niego nie czułam. Ale rozprawa była niczym w porównaniu z problemami, które zaczęły się potem - wspomina Justyna, 35-letnia rozwódka z małej miejscowości na południu kraju. Zaraz po rozwodzie Justyna miała wypadek samochodowy. Proboszcz ogłosił podczas mszy, że to zasłużona kara dla rozwodników. - Dopiero po trzech latach sąsiedzi zaczęli odpowiadać na moje "dzień dobry".
- Zwłaszcza na prowincji środowiskowa presja jest bardzo silna, tam nie wypada wręcz być rozwodnikiem. Częste jest natomiast przyzwolenie na trwałe związki pozamałżeńskie. Związek sakramentalny się przez to nie rozpada, bo opiera się na zasadzie "ułatwiajmy sobie życie" - wyjaśnia Marek Laube, psycholog z Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej.
- Wiele par nie decyduje się na rozwód przede wszystkim dla dobra dzieci. Takie małżeństwo ma odwrotny skutek: dzieci cierpią, a rodzice tracą autorytet - mówi Adam Hanuszkiewicz, żonaty po raz czwarty. W Polsce - w przeciwieństwie do Czech czy Węgier - rozwój gospodarczy nie pociągnął za sobą atomizacji rodziny. Tu proces usamodzielniania się dzieci nadal trwa długo, a warunki do samotnego ich wychowywania wciąż są inne niż w Europie Zachodniej. Dwóch na trzech Polaków - w tym zapewne niedoszli rozwodnicy - potępia rozpad małżeństw posiadających dzieci.
Ojcowie obawiają się utraty kontaktu z dzieckiem i tego, że zostaną pozbawieni praw rodzicielskich (prawo do opieki nad dzieckiem sądy przyznają ojcu zaledwie w 3,5 proc. wszystkich spraw). Mężczyźni zajmujący wyższe stanowiska boją się, że rozwód może im zaszkodzić w karierze, będzie postrzegany jak rysa na nieskazitelnym wizerunku człowieka odpowiedzialnego i zrównoważonego. - Fakt bycia rozwodnikiem nie ma dużego wpływu na przebieg zawodowej kariery. Może się jednak zdarzyć, że szef nastawiony prorodzinnie będzie dobierał sobie podobnych pracowników. A nawet kierował się powiedzeniem: "Kto nie potrafi zrobić porządku we własnej rodzinie, nie zrobi go w firmie" - mówi Wojciech Borsucki z firmy doradztwa personalnego Hill International.
Wielu od złożenia pozwu powstrzymuje zwykła obawa przed stresem, cierpieniem i upokorzeniem. - Gdy się rozwodzisz, przez kilka miesięcy żyjesz tylko tym. W swoje problemy musiałem zaangażować wszystkich znajomych prawników: doradzali mi, jak i gdzie najszybciej zdobyć dowody obciążające żonę. Najgorsze, że to, co powiedzieliśmy sobie już wcześniej, musieliśmy w obecności obcych powtarzać na sali sądowej - mówi 32-letni Paweł, grafik komputerowy. Najbardziej przykre jest publiczne wypowiadanie się o intymnych sprawach i uczuciach - mówią często rozwodnicy. - Nawet kiedy ludzie rozstają się kulturalnie i spokojnie, rozwód jest dla nich wstrząsem, który odczuwają dopiero po sądowym orzeczeniu. Rozwodnicy potrzebują pomocy psychoterapeuty równie często jak skłóceni małżonkowie - mówi Magda Małkiewicz-Borkowska, psychoterapeuta małżeński. - Rozwód bezbolesny jest możliwy tylko teoretycznie. Choćby w wypadku małżeństwa kontraktowego, w którym od początku nie było żadnych uczuć, albo gdy emocje słabły u obojga partnerów w tym samym tempie i czasie. Nie spotkałam jednak takiej pary - dodaje Małkiewicz-Borkowska. Jeśli wierzyć psychologom, żaden z 42 tys. rozwodów orzeczonych w ubiegłym roku (w 1998 r. było ich 45 tys.) nie był "aksamitny".
Rozpad związku i decyzja o rozwodzie wywołują stres, który potęgowany jest przez konieczność zmierzenia się z biurokratyczną machiną. Nie każdy, kto chce się w Polsce rozwieść, potrafi to zrobić. Kto wie, może dlatego tyle emocji wywoływała dyskusja o oficjalnym uznaniu konkubinatu? Tylko czy to był ten pomysł na prorodzinną politykę państwa?
Więcej możesz przeczytać w 34/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0