Życie po SdRP

Życie po SdRP

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sojusz nie ten sam, ale taki sam?
Tobyła mistrzowska operacja - ocenia przekształcenie lub, jak to określają niektórzy, "reinkarnację" Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej w Sojusz Lewicy Demokratycznej Andrzej Urbańczyk, poseł SLD. Decyzja ta może skonsolidować lewą stronę sceny politycznej. Impulsem do przepoczwarzenia SdRP w SLD był wprawdzie wymóg konstytucyjny - zgodnie z art. 100, kandydatów do parlamentu mogą zgłaszać jedynie partie oraz wyborcy - ale dzięki rozwiązaniu starej i zarejestrowaniu nowej formacji, liderzy lewicy dokonują znacznie poważniejszych zmian: zacierają ślady łączące ich z PZPR, odmieniają oblicze partii, nie zmieniając działaczy oraz wskazują miejsce w szeregu "betonowi partyjnemu", związkowcom i lewakom.
Na ostatnim, IV Kongresie Socjaldemokracji politycy lewicy z dumą podsumowywali osiągnięcia lat 90., nazywając ten okres "dekadą SdRP". Leszek Miller, były przewodniczący byłej SdRP, podkreślał: - Po raz pierwszy od dziesiątków lat partia polskiej lewicy, kończąc działalność, nie musi negować swoich doświadczeń i dorobku. Wnosi je jako znaczący wkład do nowej partii. Z tego wiana SdRP sojusz może być dumny. - Socjaldemokracja była odważna i odporna, umiejętnie zorganizowana, otwarta na młodych, realistyczna, proeuropejska - mówił poseł SLD Tadeusz Iwiński. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, gość pokongresowego pikniku, przypominał, że to właśnie lewica, tworząc SLD, rozpoczęła porządkowanie polskiej sceny politycznej. Jedynie Krzysztof Janik, sekretarz generalny byłej SdRP, zarzucał radnym, że nie potrafili wykorzystać dobrego wyniku uzyskanego przez SLD w wyborach samorządowych, a obecnie zbyt często przedkładają partykularne interesy nad lewicową tożsamość.
Leszek Miller przypominał, jak ciężkie były dla postkomunistów pierwsze lata III RP. - Nic nie było nam oszczędzone, nic nie było nam dane i nic nie przyszło samo. Jeśli cokolwiek chciano nam dać, to trzy miesiące na unicestwienie. Na całą resztę trzeba było ciężko zapracować - mówił z goryczą. - Jeżeli poczujemy się przytłoczeni prawicowym oszołomstwem, pamiętajmy, że nasze ugrupowanie należy do Międzynarodówki Socjalistycznej. Nie jesteśmy sami w Europie - radził prof. Longin Pastusiak, poseł SLD.
Liderzy SdRP widzą już siebie w wielkiej socjaldemokratycznej rodzinie, która obecnie rządzi niemal całą Europą. Skazą na tym wizerunku była tylko "lewa kasa" - pieniądze przejęte po PZPR. W przededniu kongresu sprawa ta została - zdaniem polityków SLD - rozwiązana. - Miller naciskał straszliwie, ale długi oddaliśmy. Nie ma gadania, długi trzeba oddawać - nie krył dumy poseł Jerzy Dziewulski. - Nie jesteśmy niczyim dłużnikiem - powtarzał podczas kongresu Krzysztof Janik. - To klasyczna, komunistyczna nieprawda - podsumowuje Andrzej Herman, likwidator majątku byłej PZPR. Wycenia on należności SdRP wobec skarbu państwa na 120 mln zł. Według tych wyliczeń, partia ta oddała w ciągu minionych dziewięciu lat zaledwie kilka procent należności: razem ze zwróconymi nieruchomościami było to ok. 7 mln zł. Korzystne dla SdRP rozwiązanie umożliwiła ugoda zawarta z ministrem finansów w ostatnich dniach rządów koalicji SLD-PSL. Emil Wąsacz, minister skarbu, zamierza jednak podważyć ugodę.
Przeciw SdRP toczą się ponadto dwie sprawy cywilne. Pierwsza - o zwrot budynków przekazanych PKO BP za nie spłacone kredyty zaciągnięte przed wyborami w 1989 r. - zakończyła się wyrokiem niekorzystnym dla partii. Sąd uznał, że SdRP nie miała prawa dysponować nieruchomościami m.in. w Zakopanem, Tarnowie, Łapach i Nowym Dworze. Socjaldemokraci zapowiedzieli apelację. Drugi proces dotyczy 7,5 mln dolarów z kont dewizowych PZPR (60 mln zł z odsetkami), które przejęła SdRP. Likwidator majątku nie kryje obaw, że nawet jeśli SdRP przegra procesy, wyroki będą "blankietowe", czyli nie uda się ściągnąć zasądzonych należności. Sprawą kont dewizowych zajęła się prokuratura, która stara się wyjaśnić, czy nie nastąpiło zagarnięcie mienia społecznego znacznej wartości. Nie ucichła też publiczna debata na temat tzw. moskiewskiej pożyczki, czyli kredytu udzielonego PZPR przez KPZR. - W sprawach cywilnych rzeczywiście ucieka nam podmiot roszczeń, ale w sprawach karnych zmiana nazwy nie wystarczy. Przecież ewentualni oskarżeni nie mogliby się "przekształcić" - stwierdza Andrzej Herman. Posłowie ZChN zbierają obecnie podpisy pod projektem nowelizacji ustawy o partiach, która umożliwiałaby powoływanie sejmowych komisji specjalnych do badania tak kontrowersyjnych spraw.
Politycy SdRP liczą, że do wyborców trafi przede wszystkim informacja, że "kasa została zwrócona". - Jeśli dalej będziemy nękani, ludzie odbiorą to jako egzekucję polityczną, a nie finansową - uważa Jerzy Dziewulski. - Ściganie nas za długi jest formą walki politycznej. Wedle moich informacji, wygramy toczące się obecnie procesy - tłumaczy prof. Longin Pastusiak. - Młodzi trochę się wkurzają, bo muszą płacić za grzechy przeszłości, których nie popełnili. Ale wiedzieli przecież, że nie wiążą się z dziewicą - tak jeden z młodych działaczy komentuje decyzję o obowiązkowej 600-złotowej składce, którą będą musieli uiszczać wszyscy parlamentarzyści SLD.
- SLD-bis osiągnie sukces polityczny, jeśli wymieni lidera. Ludziom nowe oblicze partii kojarzy się najczęściej z nową twarzą szefa - uważa Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Nie zamierzam przejść na polityczną emeryturę - odparowuje Leszek Miller. Wie, że może liczyć na poparcie prezydenta Kwaśniewskiego, który publicznie namawiał go do wytężonej pracy nad budową nowej formacji. "Do roboty, Leszku!" - zachęcał były lider SdRP. Politycy socjaldemokracji nie kryją, że potraktowali to zawołanie niemal jak namaszczenie szefa likwidowanej partii. Jeśli nie Miller, to kto? - pytali. Leszek Miller odwzajemnił się deklaracją o współorganizowaniu kampanii prezydenckiej Kwaśniewskiego.


SdRP odeszła w niebyt, nie wyprawiono jednak stypy, lecz festyn

Poważnych rywali Leszek Miller ma niewielu. Niezłe notowania ma wprawdzie wicemarszałek Sejmu Marek Borowski, lecz ostatnio jego partyjni towarzysze twierdzą, że mógłby mieć kłopot z pozyskaniem nowych zwolenników. O kilku mniej "wyeksploatowanych", a potencjalnych liderach koledzy już mówią w czasie przeszłym - obowiązuje przecież ustawa lustracyjna. Z kolei młodzi - choćby 24-letni Michał Tober, jeden z sygnatariuszy SLD - nie mają żadnych szans na zyskanie przychylności partyjnej starszyzny. Sam Tober nie marzy jeszcze o roli przywódcy, jest jednak przekonany, że zmiany nastąpią. - Pojawienie się nowych twarzy jest warunkiem zmiany jakościowej, o jakiej teraz dyskutujemy. Jeśli nie chcemy dreptać w miejscu - jak to określił przewodniczący Miller - musimy się stać partią wielogeneracyjną, w której będzie miejsce dla nowych ludzi, nowego języka i świeżego powiewu - mówi Michał Tober. Złudzeń nie mają redaktorzy "Przeglądu Socjaldemokratycznego": na okładce ostatniego numeru przedrukowano rysunek z tygodnika "Nie" - wspierający się na lasce starzec oznajmia: "Mamy wielu zdolnych, starych ludzi...".
"Reinkarnacja" SdRP ułatwi natomiast odsunięcie od kierowania partią osób niewygodnych, psujących jej socjalliberalny wizerunek. Izabella Sierakowska, dotychczasowa wiceprzewodnicząca SdRP, która ostatnio wsławiła się protestami przeciwko nalotom NATO w Jugosławii, już zapowiedziała: - Wsiądę do pociągu z napisem SLD, ale już nie do pierwszego wagonu. Do nowej formacji nie zapisał się Piotr Ikonowicz, przewodniczący PPS. Partyjni liderzy sądzą, że "pomyślnie" ułoży się współpraca ze związkowcami, którzy dotychczas współtworzyli sojusz. Józef Wiaderny, szef OPZZ, nie krył jednak rozgoryczenia. - Do władz nowego SLD na pewno nie wejdę - oświadczył. Związkowcy zapowiadają ostre negocjacje w trakcie prac nad umową, którą mają podpisać z SLD.
- Cięcie po skrzydłach było nieuniknione - uważa Jerzy Dziewulski. - Nie zapiszą się do nowego SLD ludzie starsi i ugrupowania niewielkie, których liderzy łudzą się, że uda im się zachować tożsamość i pozostać w Sejmie. Ale to niemożliwe - dodaje. - Rozstania zrekompensuje wejście do sojuszu nowych środowisk, na przykład byłych polityków Unii Wolności - uważa prof. Longin Pastusiak. Także zdaniem Andrzeja Urbańczyka, rzecznika prasowego Klubu Parlamentarnego SLD, liczba członków sojuszu wkrótce się podwoi, bowiem do nowej partii zapiszą się ludzie o lewicowych przekonaniach, którzy jednak nie chcieli należeć do SdRP. - Po reinkarnacji, biorąc pod uwagę sondaże wskazujące na SLD jako zwycięzcę w najbliższych wyborach parlamentarnych, wielu będzie usiłowało się podczepić pod nasz szyld - ocenia sytuację Ryszard Jarzembowski, senator SLD. - Wybraliśmy najlepszy moment na przegrupowanie: jesteśmy w opozycji, mamy najwyższe poparcie w przedwyborczych sondażach, do wyborów w 2001 r. jest jeszcze sporo czasu. Zmiana formuły sprawia, że w większym stopniu zwracamy na siebie uwagę opinii publicznej - podsumowuje Andrzej Urbańczyk.
SdRP odeszła w niebyt, nie wyprawiono jednak stypy, lecz festyn: podawano kiełbasę, bigos i piwo, a Ryszard Ulicki, bard SLD, śpiewał "Kolorowe jarmarki". Na piknik przybyli sympatycy sojuszu: prezes TVP SA Robert Kwiatkowski, szef I programu TVP Sławomir Zieliński, były lider socjaldemokracji Sławomir Wiatr, telewizyjny dziennikarz Bogusław Wołoszański, Antoni Styrczula, były rzecznik prezydenta Kwaśniewskiego. Sam prezydent witany był w atmosferze niemal religijnego uniesienia. Krzyczano: "Zostań z nami" i "Pobłogosław". Skłoniło to prezydenta do upomnienia: "Nie mieszajcie okrzyków!". - Opuściłem was, bo tak chciał naród - żartował Kwaśniewski. Wcześniej na dobro narodu powoływał się także Miller: - Jeśli nie wygramy następnych wyborów, wyrządzimy tym szkodę Polsce. Musimy wygrać dla niej.
Właśnie "dla dobra narodu" SLD chce zrobić wszystko, aby samodzielnie rządzić. Należy więc przypuszczać, że sojusz poprze projekt ordynacji wyborczej, opracowany przez polityków Akcji Wyborczej Solidarność, umacniający pozycję dużych ugrupowań. - Nie widzę nic złego w systemie dwupartyjnym: mniej jest wówczas intryg i politycznych gierek. Ale z uwagą czekamy na gesty Unii Wolności i Polskiego Stronnictwa Ludowego - wyjaśnia Andrzej Urbańczyk.
Organizacyjnej sprawności mogą pozazdrościć sojuszowi partie prawicowe. "Operacja", która jeszcze kilkanaście miesięcy temu budziła emocje, została przeprowadzona niemal bez potknięć. Testem dla SLD-bis będą przyszłoroczne wybory prezydenckie. Jeśli jednak Aleksander Kwaśniewski utrzyma wysokie poparcie, nie będzie to trudna próba.

Więcej możesz przeczytać w 26/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0