Prawo do prawa

Prawo do prawa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy w Polsce naruszane są wolności obywatelskie?
Polacy zajmują trzecie miejsce pod względem skarg na własną ojczyznę skierowanych do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Niemal dwukrotnie zwiększyła się liczba listów napływających do rzecznika praw obywatelskich, a rok 1999 okaże się zapewne pod tym względem rekordowy. Problem polega na tym, że choć liczba świadomych własnych praw obywateli wzrasta, nie zawsze towarzyszy jej wzrost kompetencji i wrażliwości urzędników.

Organizacje pozarządowe informują o nagminnym łamaniu praw kobiet, dyskryminacji cudzoziemców, ograniczaniu wolności słowa, zakładaniu podsłuchów przez tajną policję czy wreszcie przewlekłości postępowania sądowego. Tymczasem z okresowego sprawozdania polskiego rządu na temat realizacji postanowień zawartych w ONZ-owskim Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych wyłania się idylliczny obraz państwa, w którym wraz z upadkiem komunizmu zrealizowało się hasło "wolności, równości i braterstwa". Okazuje się więc, że chociaż nastąpiły fundamentalne zmiany w respektowaniu praw człowieka, groźnym dla demokracji spadkiem po totalitarnym ustroju jest samozadowolenie państwowych urzędników. - Dopóki w Polsce istnieją niezawisłe sądy i odpowiednie procedury, dopóty nie ma obawy, że prawa i wolności obywateli będą bezkarnie ignorowane lub łamane przez organy administracji publicznej - pociesza prof. Andrzej Rzepliński z Komitetu Helsińskiego. Stanowisko Trybunału Praw Człowieka jest jednoznaczne: państwo ma obowiązek prawidłowo zorganizować aparat wymiaru sprawiedliwości. Usprawiedliwieniem nie może być tutaj brak pieniędzy. Tymczasem raport opracowany przez Helsińską Fundację Praw Człowieka dowodzi głębokiej zapaści polskiego sądownictwa. Co czwarty budynek wymaga kapitalnego remontu, na dokonanie wpisu w księdze wieczystej trzeba czekać siedem miesięcy. Najczęściej jednak naruszany jest art. 6 Konwencji Praw Człowieka, stanowiący, że sprawy mają być rozpoznawane przez niezawisły i bezstronny sąd w tzw. rozsądnym terminie. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł na przykład, że sześć lat i pięć miesięcy na wydanie orzeczenia w postępowaniu o zapłatę za roboty budowlane to stanowczo za długo. Januszowi Podbielskiemu, biznesmenowi ze Świdnicy, przyznano zadośćuczynienie w wysokości 20 tys. zł. Po 15 tys. zł otrzymali natomiast: Szczepan Styranowski, którego sprawę emerytalną prowadzono cztery lata, oraz Zbigniew Musiał, podejrzany o zabójstwo żony, czekający prawie dwa lata na sądową kontrolę zasadności umieszczenia go w zakładzie psychiatrycznym. Dwa i pół roku trwał proces wytoczony przez Misję Czaitani Annie Łobaszewskiej z Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki. Pozwanej zarzucono rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, w tym dotyczących stosowania środków halucynogennych. Misja Czai- tani wygrała sprawę, jednak nadal jest przedmiotem ataków. Liga Republikańska w Krakowie pikietowała jej spotkania, skandując "Insekty won z Polski". W przeszłości ofiarami ksenofobii i braku tolerancji były głównie mniejszości narodowe i seksualne, teraz coraz częściej stają się nimi legalnie działające związki wyznaniowe. Znak równości postawiono nawet pomiędzy satanistami i wyznawcami Hare Kryszna. Nie wiadomo na przykład, dlaczego tym ostatnim administracja uniemożliwia prowadzenie akcji darmowego rozdawania żywności. Nasuwa się też pytanie, czy w demokratycznym i tolerancyjnym państwie można odebrać matce - Jagnie Matsunaga - dzieci tylko z tego powodu, że przestrzegają diety witariańskiej. "Europa musi zwiększyć przyrost naturalny, by biała rasa w świecie miała coś do powiedzenia" - taki pogląd publicznie wygłosił minister Kazimierz Kapera. Wypowiedź ta uszła na sucho pełnomocnikowi rządu do spraw rodziny. Teraz cała nadzieja w tym, że sprawę weźmie w swoje ręce Samuel Fosso, czarnoskóry student z Kamerunu. Ostatnio wystąpił on na drogę sądową przeciwko wydawcy miesięcznika "Dobry Humor", zarzucając mu "wyśmiewanie się z Murzynów i rasizm". Obcokrajowcy stają się jednak coraz częściej bezbronni wobec biurokratycznej machiny państwa. Przekonał się o tym Palestyńczyk Abdul Rahman Nabrawi, który od sześciu lat daremnie próbuje uzyskać zezwolenie na pobyt stały w Polsce. Nieważne, że mieszka w naszym kraju od 1984 r., skończył studia w Łodzi, obronił doktorat, ma żonę Polkę i sześć córek. W maju 1999 r. Nabrawi został aresztowany, a wojewoda wielkopolski podjął decyzję o wydaleniu go z kraju. Palestyńczyk twierdzi, że przyczyną jego kłopotów jest to, iż nie zgodził się zostać agentem UOP. Podobne problemy ma także mieszkający w Polsce od osiemnastu lat Libijczyk Abdul K. Przez wiele lat przebywał w naszym kraju na podstawie sukcesywnie przedłużanej wizy pobytowej, założył tu rodzinę. Kiedy jednak wystąpił o zezwolenie na pobyt stały, otrzymał decyzję odmowną. Kłopoty z polskimi władzami miało również chińskie małżeństwo Mandugeqich. Zostali aresztowani na podstawie listu gończego Interpolu, do którego zwróciła się chińska prokuratura, oskarżająca Mandugeqich o wyłudzenia ok. 2 mln dolarów. W końcu skuteczne okazały się głosy obrońców praw człowieka, argumentujących, że państwu polskiemu - w myśl przyjętych zobowiązań międzynarodowych - "nie wolno wydać człowieka do kraju, w którym mógłby być narażony na tortury i nieludzkie, bądź poniżające traktowanie i karanie".


Prof. dr hab. ROMAN WIERUSZEWSKI,
członek Komitetu Praw Człowieka


Komitet Praw Człowieka, rozpatrując raport Polski, zwrócił uwagę na wysiłki państwa zmierzające do dostosowania wewnętrznego ustawodawstwa do wymogów Paktu Praw Politycznych i Obywatelskich. Pozytywnie oceniono uchwalenie nowej konstytucji i fakt, że gwarantuje ona priorytet prawa międzynarodowego nad krajowym. Komitet z uznaniem przyjął uchwalenie nowych kodeksów karnych, zniesienie kary śmierci, ratyfikację protokołu fakultatywnego do paktu (umożliwiającego jednostkom składanie skarg na państwo do komitetu), a także przyznanie rzecznikowi praw obywatelskich szerokich uprawnień. Znacznie obszerniejsza jest jednak lista zarzutów. Uwagę zwraca przede wszystkim dyskryminacja. Wskazywano m.in. na nierówność płac, dyskryminujące aspekty przepisów emerytalnych, restrykcyjne prawo w zakresie aborcji i przemoc w rodzinach. Komitet zwrócił także uwagę na takie problemy, jak brak niezależnego systemu kontroli nad działalnością policji i służb więziennych. Skrytykował zbyt długie okresy postępowań sądowych zarówno w sprawach cywilnych, jak i karnych, brak systemu weryfikacji jakości pracy obrońców z urzędu, praktykę stosowania "fali" w wojsku i używanie przemocy fizycznej w szkołach. Ponadto wyraził zaniepokojenie zbyt dużymi uprawnieniami prokuratorów w zakresie stosowania podsłuchu telefonicznego. Komitet zobowiązał Polskę do nadania uwagom końcowym możliwie szerokiego rozgłosu oraz opublikowania ich w całości w języku polskim. Datę złożenia następnego raportu określono na rok 2003.

Do kuriozalnego zdarzenia doszło podczas wizyty Jana Pawła II w Toruniu. 7 czerwca 1999 r. na osiemnaście godzin trafił do aresztu Abdullah Al-Saud, brat króla Arabii Saudyjskiej. Skandalowi dyplomatycznemu zapobiegła interwencja MSZ. Generalny inspektor ochrony danych osobowych interweniował z kolei w sprawie przekazania konsulowi Sri Lanki w Polsce formularzy identyfikacyjnych 60 Tamilów przebywających w ośrodku deportacyjnym w Lesznowoli. Było to działanie niezgodne z konwencją genewską. "Systemowo" dyskryminowane są w Polsce kobiety. Dotyczy to zarówno restrykcyjnych przepisów antyaborcyjnych, ograniczeń badań prenatalnych, jak i nierównych szans na rynku pracy. Częstą praktyką jest obowiązek dostarczenia przez kandydatkę do pracy zaświadczenia lekarskiego o tym, że nie jest w ciąży. Kobiety zarabiają o 30 proc. mniej od zatrudnionych na takich samych stanowiskach mężczyzn, a po wprowadzeniu systemu ubezpieczeń społecznych ich emerytura ma być aż o 40 proc. niższa. - Wciąż nie możemy się doczekać ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, jej projekt jest za każdym razem odsyłany z parlamentu. Kobiety oczekują wprowadzenia prawa zapewniającego im określony odsetek stanowisk pochodzących z mianowania, przy respektowaniu zasady jednakowych kompetencji. Takie unormowania pomogłyby wydobyć Polki ze schematu tradycyjnych ról żony i gospodyni domowej - uważa Marianna Knothe z Fundacji Centrum Promocji Kobiet. W parlamencie nie udało się nawet powołać komisji do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. Mogłaby ona koordynować walkę z nagminnym zjawiskiem przemocy w rodzinie. Polskie prawo bezpośrednio nie zakazuje stosowania tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania oraz karania. Międzynarodowe Stowarzyszenie Przeciwdziałania Torturom (APT) w 1998 r. zaliczyło Polskę do państw o "poważnym stopniu ryzyka", jeśli chodzi o występowanie takich zjawisk. Jako przykład podano Komendę Policji Warszawa-Praga Północ. Opinię publiczną bulwersowały gwałty dokonywane przez funkcjonariuszy w komisariatach, zastrzelenie podejrzanego przez komendanta posterunku w Łomazach czy wreszcie śmiertelne pobicie pałką przez Dariusza W. trzynastoletniego Przemysława Czai. - To odosobnione wypadki - twierdzi policja. Zadaniem państwa jest jednak stworzenie takich warunków, aby liczbę podobnych wydarzeń ograniczyć do minimum. Nie tylko w aresztach czy w komisariatach, ale także w polskiej armii. Tymczasem z ankiet przeprowadzonych w wojsku wynika, że aż 85 proc. żołnierzy "utożsamia się ze zjawiskiem fali". Najdrastyczniejszy wypadek zdarzył się w Giżycku, gdzie dwudziestoletni Jacek K., regularnie maltretowany przez swoich kolegów, w końcu popełnił samobójstwo. W 30 proc. polskich szkół uczniowie doświadczają różnych form przemocy ze strony nauczycieli. Wystąpienie rzecznika praw obywatelskich z 1995 r. do ministra edukacji narodowej, dotyczące opracowania procedury składania skarg w tych sprawach, do dzisiaj nie przyniosło rezultatu. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w domach dziecka, pogotowiach opiekuńczych i ośrodkach wychowawczych. W 45 proc. tych placówek stosuje się kary fizyczne oraz inne formy poniżającego traktowania wychowanków. W raporcie Międzynarodowej Helsińskiej Federacji Praw Człowieka za rok 1998 podano przykłady takiego zachowania, zwrócono także uwagę na ograniczanie w Polsce swobody wypowiedzi. Do najdrastyczniejszych należą zakazy rozpowszechniania filmów: "Witajcie w życiu" Henryka Dederki o korporacji Amway oraz "Miasto z wyrokiem", poświęconego wypadkom w Radomiu w 1976 r. Raport opisuje także nałożenie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji kary finansowej w wysokości 15 tys. zł na City Radio ze Słupska za treść audycji nadawanych podczas zamieszek w mieście. - Trzeba ciągle kontrolować i "uderzać po łapkach", kiedy łamane są prawa człowieka. Naruszenia praw i wolności będą się zdarzały zawsze, doskonale może być tylko w niebie. Chodzi jednak o to, aby ignorowanie czy zachęcanie do łamania podstawowych praw i wolności przez administrację publiczną nie stało się normą - twierdzi prof. Rzepliński. Pozostaje więc zagadką, dlaczego Polska do tej pory nie ratyfikowała protokołu dodatkowego nr 6 do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, dotyczącego zniesienia kary śmierci. Z jakiego powodu od lat utajniane są przez MSWiA dane o stosowaniu tzw. podsłuchów operacyjnych? Dlaczego ciągle trwa - uznana przez NSA za niezgodną z konstytucją - akcja "Małolat", która przez wprowadzenie godziny policyjnej cofa Polskę do czasów stanu wojennego?

Więcej możesz przeczytać w 33/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0