Partia lustracyjna

Partia lustracyjna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kto skorzysta na odejściu Janusza Tomaszewskiego?
Tłumaczenie istnieniem "partii lustracyjnej" niepowodzeń naszej formacji to pokaz infantylizmu politycznego - uważa Konstanty Miodowicz, poseł AWS, działacz Instytutu Lecha Wałęsy. Przewodniczący akcji Marian Krzaklewski twierdzi jednak, że grupa posłów obawiających się lustracji usiłowała zdestabilizować scenę polityczną. Zdaniem lidera prawicy, posłowie obawiający się działań rzecznika interesu publicznego zawiązali nieformalną koalicję - "partię lustracyjną", która planowała zgłoszenie wotum nieufności wobec premiera Jerzego Buzka. Przesilenie rządowe miało doprowadzić do rozpisania przedterminowych wyborów, co pozwoliłoby uniknąć procesu lustracyjnego. - Nie bagatelizowałbym tej sprawy, takie niebezpieczeństwo ciągle istnieje - stwierdza Mariusz Kamiński, poseł AWS, przewodniczący Ligi Republikańskiej.
Dotychczas lustracja najbardziej dotknęła obóz rządzący, a przede wszystkim AWS; filarem jej wyborczego programu było rozliczenie z przeszłością. - Lustracja może być bolesna dla tych, którzy działali na rzecz "Solidarności". Sam płacę karę za nie popełnione grzechy. Ale koszty lustracji są warte tego, by ją przeprowadzić do końca - mówił premier Jerzy Buzek tuż po tym, jak rzecznik interesu publicznego uwolnił go od zarzutu współpracy ze służbami specjalnymi PRL.
Niewątpliwie jednak politycy akcji mogli zmniejszyć "koszty" lustracji. Decyzję o dymisji Janusza Tomaszewskiego, wicepremiera, ministra spraw wewnętrznych i administracji, którego sprawę rzecznik interesu publicznego przesłał do Sądu Lustracyjnego, poprzedził spektakl pełen dramatycznych momentów, niedopowiedzeń i oskarżeń, w doborowej obsadzie najważniejszych polityków akcji: Jerzego Buzka, Janusza Tomaszewskiego i Mariana Krzaklewskiego. - Ten trójgłos był niepotrzebny. Gdyby premier zdymisjonował Tomaszewskiego wcześniej, nie doszłoby do tego politycznego skandalu - mówi poseł Mirosław Styczeń, prezes Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego.
Odejście Tomaszewskiego spowoduje zmianę sytuacji w AWS. Na wzmocnienie swojej pozycji liczą ZChN i SKL, toteż teraz, kiedy po Tomaszewskim jest "do wzięcia" całe MSWiA, ucichły głosy o potrzebie podziału resortu. - Niektórzy będą usiłowali coś zyskać, ale układ sił został ustalony już w lipcu - twierdzi poseł Kazimierz Janiak, członek prezydium akcji. - Teraz ścierają się dwie koncepcje: całkowitej wymiany rządu lub jedynie jego rekonstrukcji - mówi poseł Paweł Łączkowski, przewodniczący Partii Chrześcijańskich Demokratów. Za pierwszym wariantem opowiadają się przede wszystkim politycy Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Część z nich kalkuluje, że zmiana gabinetu pozwoli dostawić szeroki fotel dla Wiesława Walendziaka, jednego z liderów SKL. - Gdyby sprawa Tomaszewskiego doprowadziła do uporządkowania sytuacji w AWS, można by rozpocząć rekonstrukcję rządu. Nie wolno jednak działać w stanie lustracyjnej histerii - uważa Łączkowski. - Zmiany personalne bez zmiany zasad nie mają żadnych szans powodzenia. Nie można się kierować jedynie parytetami politycznymi - uważa Maciej Jankowski, poseł AWS.
Dymisja Tomaszewskiego stawia w trudnej sytuacji Ruch Społeczny AWS, ugrupowanie, którego był sekretarzem generalnym, a w rzeczywistości nieformalnym liderem. - Czy RS AWS, dotychczas najbardziej zdyscyplinowane ugrupowanie w akcji, podzieli się na dwa obozy: Krzaklewskiego i Tomaszewskiego? - zastanawia się jeden z polityków Unii Wolności. - RS AWS jest partią wyjątkowo elastyczną. Będzie wspierać każdego, kto ma autentyczną władzę i rozdaje karty - dodaje inny. - RS AWS to partia księżycowa, reagująca na przypływy i odpływy. Teraz trwa odpływ - tłumaczy Łączkowski. - Gdy powstawała akcja, planowaliśmy utworzenie silnego politycznego środka, do którego będą się przyłączać inni. Tymczasem powstała nowa partia jako osobny podmiot polityczny, niekiedy skonfliktowany z pozostałymi partiami tworzącymi AWS. Jeśli ta sytuacja się utrzyma, nie mamy przyszłości na scenie politycznej - uważa Jankowski. Politycy akcji z zazdrością obserwują zmiany w SLD. - Oni zrobili to, o czym my w kółko jedynie mówimy - stwierdzają.
Za to sprawę Tomaszewskiego wykorzystał już prezydent Aleksander Kwaśniewski. I choć jeszcze w minionym tygodniu SLD zamierzał wystąpić o wotum nieufności wobec ministra, to prezydent chwalił jego pracę i przestrzegał prawicę przed pochopnym ferowaniem wyroków. - To bardziej partyjna egzekucja niż lustracja - stwierdził Kwaśniewski. Tym samym dał znak wszystkim, których losy w PRL były pogmatwane - jestem z wami. Jako jedyny bronił czołowego polityka z solidarnościowego obozu. Wszak nie raz deklarował, że jest prezydentem wszystkich Polaków.

Więcej możesz przeczytać w 37/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0