Kontrola nadzwyczajna

Kontrola nadzwyczajna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Prokuratoria Generalna sparaliżuje prywatyzację?
Powstanie Prokuratorii Generalnej spowolni prywatyzację - twierdzą przeciwnicy jej powołania. Zwolennicy zapewniają, że skończą się afery związane z zarządzaniem państwowym majątkiem czy jego sprzedażą. Negatywny stosunek do tej instytucji mają posłowie Unii Wolności i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pomysł jej utworzenia podoba się AWS i PSL. Czym ma być Prokuratoria Generalna? Wiele osób zapewne nie odróżnia jej od prokuratury. Zresztą w pewnym sensie nowy urząd ma tę instytucję dublować.

W Sejmie złożono dwa projekty ustawy o prokuratorii: poselski i rządowy. Sejmowa Komisja Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji zarekomendowała ten pierwszy. Tym samym posłowie koalicji odrzucili pomysł własnego rządu. Drugiej propozycji broni w parlamencie Janusz Lewandowski. Skoro urząd ma być reaktywowany, poseł UW chciałby ograniczyć jego kompetencje do roli, jaką odgrywał pierwotnie.
Utworzona na mocy ustawy z 31 lipca 1919 r. Prokuratoria Generalna była organem zastępstwa procesowego. Przed wojną zatrudniała najlepszych polskich prawników. Jej zadaniem było reprezentowanie skarbu państwa w sądzie. W tej postaci funkcjonowała do 1951 r. Wtedy system zdecentralizowano i powołano organy zastępstwa procesowego, które przetrwały do 1954 r. Na początku lat 90. w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych powołano zespół prawników mających się zajmować zastępstwem procesowym. Po reorganizacji rządu obowiązki te przejął Departament Zastępstwa Procesowego w Ministerstwie Skarbu Państwa.
Według koncepcji poselskiej, prokuratoria miałaby znacznie większe kompetencje niż w II RP. W projekcie czytamy, że "podstawowym zadaniem Prokuratorii Generalnej będzie w praktyce wstępna kontrola procesu udostępniania akcji i udziałów komercjalizowanych przedsiębiorstw państwowych". Urząd decydowałby o wszystkich przekształceniach majątku, którego wartość przekracza 50 tys. ECU. Na podjęcie decyzji urzędnicy mieliby miesiąc. Pracownicy prokuratorii uzyskaliby dostęp do wszystkich dokumentów oraz prawo wnoszenia rewizji, a także przesłuchiwania świadków.
Zasady działania nowego urzędu wyjaśnia Bogdan Pęk, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji. - W związku z "Programem 2001", zakładającym szybką prywatyzację, na rynku pojawi się bardzo wiele ofert. Tymczasem prywatyzacja wymaga szczególnej ostrożności podczas wyceny, także utrzymania przez państwo strategicznych działów gospodarki. Teraz nie ma instytucji mogącej być swoistym bezpiecznikiem. Błędna i nieodwracalna prywatyzacja powoduje straty sięgające milionów dolarów. Prokuratoria miałaby prawo do wstrzymywania decyzji błędnych, sprzedaży po zaniżonej cenie. Teraz jest tak, że sprzedaje się fabrykę tanio, aby ratować miejsce pracy, a potem okazuje się, że za darmo oddano dwuhektarową działkę wartą 50 mln USD - mówi Bodgan Pęk.
Niezmiernie trudno (o ile to w ogóle możliwe) jest jednak wycenić wartość przekształcanej firmy. O wartości przedsiębiorstwa decyduje to, ile inwestor jest skłonny za nie zapłacić. W skrajnych wypadkach warto nawet dopłacić do prywatyzowanego przedsiębiorstwa, aby się pozbyć obciążenia dla budżetu. Ponadto, żeby móc ocenić, czy prywatyzacja była właściwie przeprowadzona, trzeba się znać na branżowych uwarunkowaniach. Wątpliwe, czy eksperci prokuratorii będą mieli taką wiedzę. Huta Warszawa była przeznaczona do likwidacji, została sprzedana za niewygórowaną kwotę. Transakcja wzbudziła wiele emocji, posypały się oskarżenia o korupcję. Dziś Huta Lucchini jest najlepszą firmą tej branży w Polsce.
Prokuratoria Generalna przejęłaby obowiązki Departamentu Zastępstwa Procesowego. Czy istnieje potrzeba tworzenia nowego urzędu centralnego? - Pomysł opiera się na wierze, że jeśli wydamy pieniądze i utworzymy nowy urząd, rozwiążemy wszystkie problemy. Fundusze, które pochłonęłaby prokuratoria, rozsądniej by było przeznaczyć na dofinansowanie Ministerstwa Skarbu Państwa, aby atrakcyjnymi płacami przyciągnąć radców prawnych. Na razie pieniędzy nie ma, a najlepsi uciekają do prywatnych spółek. Powstanie prokuratorii oznacza jeszcze jedno ogniwo w procesie prywatyzacji, zbędny byt, nie wnoszący niczego nowego - uważa poseł SLD Wiesław Kaczmarek, były minister przekształceń własnościowych i minister gospodarki
Zdaniem Pawła Piskorskiego, wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego Unii Wolności, powołanie tego urzędu spowoduje spowolnienie prywatyzacji, a tym samym niemożliwe będzie uzyskanie zaplanowanych w budżecie dochodów z tego tytułu. - Nie należy się obawiać zmniejszenia tempa prywatyzacji. Przecież to za rządów obecnej koalicji zostało ono zwiększone. Prokuratoria Generalna będzie odpowiedzialna za kierowanie przedsiębiorstwami, które zawsze pozostaną w państwowych rękach, takich jak radio i telewizja publiczna. Dzisiaj nikt nie ponosi odpowiedzialności za ich nie najlepszą kondycję - mówi Piotr Żak, rzecznik Parlamentarnego Klubu AWS.
Za zarządzanie i sprzedaż państwowego majątku odpowiada Ministerstwo Skarbu. Utworzono je przecież po to, aby lepiej niż poprzednio Ministerstwo Przekształceń Własnościowych reprezentowało interes państwa. - Powołanie prokuratorii podważy sens działalności Ministerstwa Skarbu i NIK. Jeżeli chcemy tworzyć nowy urząd kontroli, to znaczy, że negatywnie oceniamy działalność tych dwóch instytucji - uważa prof. Barbara Błaszczyk, prezes fundacji CASE.
Czyżby zatem o prywatyzacji nie miał decydować rząd, lecz strażnicy stojący nad nim, nie ponoszący odpowiedzialności za podejmowane decyzje? W Prokuratorii Generalnej zatrudnienie znalazłoby ok. 400 osób. Konieczne byłoby utworzenie delegatur regionalnych. Działalność instytucji kosztowałaby co najmniej 300 mln zł rocznie. Czy potrzebne są dwa urzędy mające te same zadania? Mnożenie funkcji kontrolnych nie zagwarantuje sprawności działania, wręcz przeciwnie - sparaliżuje je. 


Janusz LEWANDOWSKI
zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji


Poselski projekt ustawy o Prokuratorii Generalnej to nieporozumienie legislacyjne. Zakłada on powstanie nowego urzędu centralnego zatrudniającego kilkuset pracowników, mających specjalne uprawnienia, dla których trzeba będzie stworzyć odrębne prawo pracy. Zamierza się utworzyć instytucję tylko z nazwy nawiązującą do przedwojennego organu zastępstwa procesowego. W rzeczywistości będzie to organ kontroli i nadzoru, nie wyrastający z przedwojennych tradycji, lecz z ślepej nieufności wobec prywatyzacji. Jest to pomysł, jak drożej i gorzej robić to, co jest zadaniem Departamentu Zastępstwa Procesowego Ministerstwa Skarbu Państwa, a także patent na paraliż prywatyzacji. Projekt ogłoszono w czasie, gdy rząd zapowiada coś wręcz przeciwnego. Polska pod względem prywatyzacji pozostaje za Czechami, Węgrami, Estonią i Słowenią, czyli krajami negocjującymi wraz z nami członkostwo w Unii Europejskiej. Obok NIK, ex post badającej transakcje sprzedaży firm państwowych, miałby istnieć urząd kontrolujący ex ante - oceniający nie podjęte jeszcze decyzje. Powstałby organ o ogromnych kompetencjach i żadnej odpowiedzialności, nie mieszczący się w porządku konstytucyjnym naszego kraju i nie mający odpowiednika w żadnym państwie świata. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Więcej możesz przeczytać w 40/1998 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0