Druga runda

Druga runda

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Polska skazana jest na rządy jednej opcji politycznej?
W waszych oczach widzę wolę walki, następna jesień będzie nasza - pocieszał po przegranych wyborach Marian Krzaklewski. - Trzeba stworzyć zaporę dla peerelizacji Polski - apelował Jan Olszewski, lider Ruchu Odbudowy Polski. Podobnych haseł wiele było tego wieczoru, ale jeśli ktoś jeszcze jest w stanie zmobilizować rozbitą prawicę do działania, to chyba już tylko Aleksander Kwaśniewski i strach - nie tylko w Akcji Wyborczej Solidarność, ale i w Unii Wolności - przed monopolem Sojuszu Lewicy Demokratycznej na władzę.

- Mam nadzieję, że "dom wszystkich - Polska" nie będzie budowany tylko przez SLD - stwierdził Andrzej Olechowski tuż po ogłoszeniu wyników wyborów. Jeżeli jednak Olechowski się myli i spełnią się przepowiednie przewodniczącego SLD Leszka Millera - na fali spektakularnej wygranej Aleksandra Kwaśniewskiego uda się lewicy doprowadzić do przedwczesnych wyborów parlamentarnych - to wszystkie gałęzie wrócą pod skrzydła jednej partii. Z lewicy wywodziłby się wówczas nie tylko prezydent, większość parlamentarna i rząd, ale także prezes Najwyższej Izby Kontroli, prezes Narodowego Banku Polskiego, przedstawiciele w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, a nawet rzecznik praw dziecka. Może się okazać, że jedyną osobą spoza sojuszu na wysokim stanowisku pozostanie niedawno wybrany rzecznik praw obywatelskich. Barierę tej monopolizacji może postawić Unia Wolności. Jeśli projekt budżetu nie zostanie zaakceptowany przez unitów, wybory zostaną przyspieszone. Zdaniem Jana Marii Rokity, prezesa SKL, konieczne jest zawarcie z UW porozumienia dotyczącego budżetu. - Im szybciej odbędą się wybory parlamentarne, tym większa będzie wygrana SLD. Unia nie jest zainteresowana takim wynikiem - uspokaja poseł Andrzej Potocki, rzecznik Klubu Parlamentarnego Unii Wolności. Teraz to jedyny punkt wspólny niedawnych koalicjantów.
- Wszystko będzie zależeć od tego, w jaki sposób prawica zdefiniuje swą klęskę. A jeśli przyczyny są źle zdefiniowane, to i skutki są odmienne od oczekiwanych - uważa prof. Edmund Wnuk-Lipiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN. Jego zdaniem, tuż po wyborach kierownictwo AWS starało się zasugerować, że przegrana Mariana Krzaklewskiego jest wynikiem manipulacji przeciwników, a nie błędnych decyzji podejmowanych przez akcję. Możliwe są też inne oceny. Jeśli AWS uzna, że wynik wyborów to klęska Krzaklewskiego, może dojść do zmiany na stanowisku szefa akcji. - Nowy przewodniczący mógłby wnieść do akcji zapał i poszerzyć elektorat AWS. Ponadto skończyłoby się łączenie stanowisk szefa ugrupowania politycznego i związku zawodowego - uważa prof. Wnuk-Lipiński. Jako następcy Krzaklewskiego wymieniani są premier Jerzy Buzek, Jan Maria Rokita i marszałek Sejmu Maciej Płażyński. O ile pierwszy jest do zaakceptowania przez obecnego przewodniczącego AWS, o tyle chęć przejęcia AWS przez pozostałych - jak twierdzi jeden z polityków akcji - doprowadziłaby do otwartego konfliktu. - Przed wyborami parlamentarnymi AWS musi zmienić swoje struktury - radzi prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem, Krzaklewski przegrał też dlatego, że nawet wierzący Polacy boją się mieszania polityki z Kościołem. - Nie widzę możliwości uzdrowienia prawicy, układ jest nadal niestabilny. Gdyby Krzaklewski otrzymał 30 proc. głosów, mógłby wymusić posłuszeństwo partyjnych liderów, gdyby zyskał zaledwie kilka procent, zostałby usunięty. Ten wynik jest jednak średni i pogłębia kryzys na prawicy. Pat trwa - uważa natomiast Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Coś musi się stać, jeśli AWS nie chce marginalizacji czy wręcz rozpadu. Przepis Krzaklewskiego na prawicę w Polsce akceptuje najwyżej 20 proc. wyborców - uważa Jerzy Głuszyński, dyrektor Pentora. Według niego, "koncepcja spinacza", którym chciał być Krzaklewski, okazała się politycznie nieefektywna.
Wybory pokazały także, że kończy się polaryzacja sceny politycznej. Nie wystarczy nieść sztandar "Solidarności", by liczyć na dobry wynik. - Narastający pesymizm Polaków, obawy o przyszłość i niechęć do rosnących różnic społecznych miały większy wpływ na wyborców niż podziały ideologiczne - ocenia prof. Lena Kolarska-Bobińska, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych. - Po raz pierwszy obserwujemy zacieranie się podziału na postkomunę i postsolidarność. Polaryzacja się kończy - mówi Antoni Dudek. Dobry wynik Andrzeja Olechowskiego, kandydata bez zaplecza politycznego, pokazuje, jak bardzo ludzie są zniechęceni do całej klasy politycznej. Jeszcze nie wiadomo, jak to zwycięstwo zostanie zagospodarowane.
- Może dojść do utworzenia nowego ugrupowania z połączenia komitetów Olechowskiego, Unii Wolności i części Akcji Wyborczej Solidarność - uważa prof. Wnuk-Lipiński. Centroprawica może zmobilizować swe szeregi i dalej walczyć o władzę.
Nie jest wykluczone, że porażka w wyborach prezydenckich była koniecznym bodźcem. Pamiętajmy, że powstanie i zwycięstwo Akcji Wyborczej So-lidarność w 1997 r. poprzedzone było klęskami obozu posierpniowego: w wyborach parlamentarnych w 1993 r. i prezydenckich w 1995 r. Pytanie tylko, czy klęska była tym razem dostatecznie duża, czy wystarczy, by zmusić skłócone obozy do wypracowania wspólnego programu i przeprowadzenia bolesnych zmian na górze. W innym wypadku prawica - na własne życzenie - odda swój kapitał polityczny w ręce zgodnej koalicji Aleksandra Kwaśniewskiego.
Więcej możesz przeczytać w 42/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0