Rzeczpospolita narodów

Rzeczpospolita narodów

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Polska jest jednym z nielicznych państw Europy, gdzie poprawia się nastawienie do obcokrajowców
Pojawił się nowy argument przeciwko szybkiemu przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. Polakom brak wrażliwości i otwartości na imigrantów. Jest bardzo źle - twierdzą eksperci Rady Europy. Społeczeństwo i polski rząd nie dostrzegają problemów mniejszości etnicznych, nie monitorują przejawów nietolerancji i nie organizują programów edukacyjnych. Rządowych programów edukacji rzeczywiście nie znaleźliśmy, ale kraj, który zobaczyliśmy oczami naszych rozmówców - setek cudzoziemców mieszkających na stałe w Polsce - zaskoczył nas samych.
Jeszcze w połowie lat 90. - według badań Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego - ofiarą agresji podczas pobytu w Polsce padał co czwarty czarnoskóry, Azjata i Arab, zaś ponad 60 proc. spotkało się z wyzwiskami i obelgami. Od tego czasu liczba obcokrajowców wzrosła o 120 proc. Sporą grupę imigrantów stanowią Wietnamczycy. Gdy zestawić to z danymi Komendy Głównej Policji, wedle których w ubiegłym roku liczba przestępstw przeciwko obcokrajowcom, w tym z pobudek rasistowskich, spadła o 10 proc., okaże się że nasze nastawienie do cudzoziemców radykalnie się poprawiło. Aż o 43 proc. zmniejszyła się liczba przestępstw przeciwko Wietnamczykom. Generalnie odnotowano o 26 proc. mniej przestępstw w stosunku do Afrykanów i o 25 proc. mniej wobec Azjatów.
Dane policyjne znajdują potwierdzenie w najnowszych badaniach socjologicznych. Niezależnie od zebrania suchych liczb, przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów z obcokrajowcami najróżniejszych zawodów i ras niemal we wszystkich większych miastach. Sceptyczni i przesiąknięci obiegowymi prawdami krążącymi o Polsce i Polakach - nie tylko w raportach Rady Europy, ale też w amerykańskiej, a czasem nawet w polskiej prasie - prosiliśmy o opinie cudzoziemców mających jakiś punkt odniesienia, doświadczenia z innych państw, gdzie również byli emigrantami.
- W Polsce czuję się znacznie lepiej niż w Anglii, gdzie kończyłem studia - przekonuje Syryjczyk Mohamad Chikha. - Lubię Śląsk i Śląsk lubi mnie - mówi Jose Torres, muzyk pochodzenia kubańskiego. - Tutaj możliwości rozwoju są znacznie większe niż na Zachodzie - dodaje pochodzący z Mali Kourou Dembele, weterynarz. Muhammad Musabbir z Bangladeszu, wykładowca w warszawskiej Akademii Medycznej, był pierwszym lekarzem w Polsce, który zajął się leczeniem chorych na AIDS. Jednym z najzdolniejszych pracowników naukowych Instytutu Matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego jest Ormianin Armen Edigarian.
Przybysze z różnych stron świata otwarcie przyznają, że "lepszy świat" zaczyna się nad Wisłą, Polska ma "świeży powiew", "dynamizm", Polacy "nie są jeszcze zmęczeni ani dobrobytem, ani wolnością". Badania Joana Barbosy, socjologa z uniwersytetu w Porto, pokazują, że społeczeństwa krajów szybko próbujących dołączyć do zjednoczonej Europy, równie szybko uczą się tolerancji, są powściągliwsze w uzewnętrznianiu niechęci do obcych. Tak działo się w Portugalii, Grecji, Irlandii, Hiszpanii. Potwierdzają to niedawne badania prowadzone w największych miastach Polski. Prawie 60 proc. ankietowanych uważa, że obecność innych nacji przynosi nam korzyści.
Z badań prof. Ewy Nowickiej z Instytutu socjologii UW wynika, że tylko 0,5 proc. Polaków nie chciałoby, żeby przyjechali do naszego kraju Czeczeni, 0,8 proc. niechętnie widziałoby Wietnamczyków, 2,1 proc. - Litwinów, 3,4 proc. obywateli byłego ZSRR i Bułgarów, 3,5 proc. - Chińczyków i Arabów, 4,5 proc. - Cyganów, 5,4 proc. - Izraelczyków lub Żydów, 6,4 proc. - Arabów.
Podobne badania zlecone przez biuro komisarza ds. socjalnych UE w krajach piętnastki dają diametralnie inne wyniki. Okazuje się, że co trzeci obywatel zjednoczonej Europy przyznaje się do ksenofobii i rasizmu. Co piąty Belg nienawidzi cudzoziemców i uznaje siebie za rasistę. We Francji 15 proc. badanych ma poglądy rasistowskie, w Austrii - 14 proc. Europejczycy najbardziej nie lubią Arabów. Co piąty jest przekonany, że obecność cudzoziemców szkodzi ich krajowi. Czy na tym tle Polacy wypadają aż tak źle, jak chcą tego eksperci Europejskiej Komisji przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji?
W krajach UE przykłada się wagę do działań rządu, czego rzeczywiście w Polsce brakuje. Przykład amerykański pokazuje jednak, że najlepsze efekty przynosi naturalna integracja, niezależna od działań rządów. W Europie przybierają one zresztą czasem karykaturalny wymiar. Czy za program pomocy obcokrajowcom można bowiem uznać ustawienie policjantów z bronią przed berlińską synagogą?
W Polsce cudzoziemcy stosunkowo szybko wtapiają się otoczenie - może z uwagi na wciąż ich niewielką liczbę - i mimo sporadycznych ekscesów nie czują się odsuwani. Nie znaczy to, że tych ekscesów już nie ma. Przecież piłkarza Emanuela Olisadebe obrzucono na łódzkim stadionie bananami. We Wrocławiu pobito niedawno studiującego tam Kameruńczyka Samuela Fosso. W tym samym mieście pobito i znieważono Ibrahima Kantao, pochodzącego z Mali doktoranta z Akademii Medycznej. Kaliscy skini pobili muzyka z Togo, który zwiedzał miasto.
- Jestem w Polsce od ośmiu lat i na początku nie było tygodnia, by mnie ktoś nie obraził czy nie próbował zaczepić. Teraz zdarza się to sporadycznie - mówi Ngwankwe Nkono, mieszkający w Krakowie lekarz pochodzący z Nigerii.
Nikogo już jednak nie dziwi, że w stołecznej policji pracuje Henry Ubaka, Nigeryjczyk. Do niedawna zajmował się sprawami kryminalnymi w dzielnicy Praga-Północ. Anaclet Kalondji-Kabengele, do niedawna obywatel Konga, jest radnym powiatu w Staszowie (woj. świętokrzyskie). Ravi Pareek z Indii "wsiąkł w mazurskie klimaty". - Lubię Polaków, bo żyją "na krawędzi", cenią zabawę i nie planują dokładnie przyszłości - opowiada Ravi. - Ten kraj stał się miejscem dla tych, którzy chcą coś osiągnąć. W krajach Europy Zachodniej nie ma zagrożeń, ale rynek jest nasycony. Polska wydaje się idealna - opowiada Mulongo Lumanisha z Zairu. Mohamad Chikha, Syryjczyk, studiował w Londynie, tam też przez osiem lat był informatykiem. W Polsce prowadzi własną firmę komputerową i trzy cukiernie arabskie. Zatrudnia 12 osób, ma żonę Polkę i dwoje dzieci. Znajomi wiedzą, że w Niemczech i we Francji nie ma dziś dla nich wielkich możliwości. Na Arabów z Warszawy patrzą z pewną zazdrością - mówi Chikha. Hani Hraish, Palestyńczyk, ma pijalnię soków, stoisko z warzywami i bar. Mówi, myśli i prowadzi rachunki po polsku.
Larry Okey Ugwu z Nigerii, z wykształcenia prawnik, jest muzykiem. Założył dwie grupy, zorganizował festiwal muzyki reggae w sopockim klubie Sfinks. - Polska jest szalenie atrakcyjna dla artystów: pozwala nabrać wiatru w żagle, trzeba tylko znaleźć swoje miejsce, żyć tak, jak żyją Polacy, nie trzymać się kurczowo własnej kultury - uważa Jose Torres.
Czy Polska - jak przed wojną - będzie krajem wielonarodowym, ale bez ówczesnych konfliktów i faktycznej dyskryminacji mniejszości? W II RP Polacy stanowili niespełna 69 proc. ludności. Do silnych grup mniejszościowych należeli Ukraińcy (13,9 proc.), Żydzi (8,7 proc.), Białorusini (3,1 proc.) i Niemcy (2,3 proc.). "Po 1918 r. wcześniejsze tradycje polskiego nacjonalizmu pozostały niemal nienaruszone" - napisał historyk Norman Davis. Co więcej, pozostały również nienaruszone po 1945 r. Praktycznie dopiero w latach 90. zaczęła się w Polsce dyskusja o endecji, ONR, Falandze, antysemityzmie, pogromie kieleckim. Ostatnio coraz śmielej mówi się o wypędzeniu Niemców.
Rozliczanie z polską ksenofobią przebiega w szybszym tempie niż można się było spodziewać. - Nasz kraj stał się wygodnym miejscem do życia dla obywateli byłych republik radzieckich, doskonale czują się u nas Wietnamczycy, Ormianie, Latynosi, Arabowie, nieco gorzej Afrykańczycy - mówi prof. Ewa Nowicka z Instytutu Socjologii UW. Prowadzone przez nią badania wskazują, że im wyższe wykształcenie Polaków, tych bardziej przyjazny ich stosunek do obcych.
Stopniowo udaje się też zwalczać najgroźniejszy przejaw rasizmu - antysemityzm. Służą temu na przykład inicjatywy edukacyjne. The Lauder-Morasha School, żydowska szkoła, która powstała dzięki pomocy amerykańskiej The Ronald S. Lauder Foundation, chce być placówką otwartą dla dzieci wszystkich wyznań. - Zaczynaliśmy z 18 uczniami w pierwszej klasie. Dziś mamy ich już 185 - mówi Monika Koszyńska, pedagog szkolny. - Do szkoły chodzą dzieci żydowskie i polskie, uczymy języka hebrajskiego i historii Żydów, celebrowane są też żydowskie zwyczaje i obrzędy religijne, ale uczestnictwo w nich nie jest obowiązkowe.
- Fakt, że po wielu latach znowu jest w Warszawie żydowska szkoła, jest dla nas symboliczny. Widzimy, że społeczność żydowska w Polsce odżywa, zgłaszają się do nas ludzie odkrywający swoje żydowskie korzenie, którzy chcą, by ich dzieci chodziły właśnie do naszej szkoły - mówi Helise Lieberman, dyrektor placówki.
Obecność obcokrajowców jest dla Polaków wyzwaniem, ich sposób życia i gospodarowania stanowi często wzór do naśladowania. Tak było w I i II Rzeczypospolitej, gdy osiedlali się u nas Holendrzy, Szkoci, Niemcy, Francuzi. I tym razem Polska przyciąga sporo Holendrów. - W Holandii trzeba płacić nawet 200 tys. zł za hektar, ale i tak nikt nie chce sprzedać nawet centymetra ziemi. Tymczasem w Polsce ziemia kosztuje grosze - tłumaczy zainteresowanie naszym krajem Jordi Neuwenhaus. Sześć lat temu przyjechał do byłego PGR w Łupawie. Mając niespełna 26 lat, jest szefem firmy Agro East Europe, nadzoruje uprawy na dwóch tysiącach hektarów. - W Holandii mogłem o czymś takim tylko pomarzyć, tam największe gospodarstwo ma tylko 1800 hektarów - mówi Neuwenhaus. Marinus Luteijn przyjechał z Holandii do Sadkowa w gminie Kąty Wrocławskie. Wygrał przetarg na dzierżawę Stacji Hodowli Roślin (1200 hektarów pod uprawę). Szybko zżył się z pobliskimi mieszkańcami: pożyczał sprzęt w czasie żniw, gdy spalił się kościół, wspomógł finansowo odbudowę, w czasie powodzi oddał wszystkie worki, jakie miał w magazynie.
- Najchętniej pozostają u nas Ormianie i Wietnamczycy, często nielegalnie. Szacujemy, że bezprawnie przebywa ich w Polsce 30-40 tys. - mówi Maciej Kuczyński, z Departamentu Ochrony Granic, Migracji i Uchodźstwa MSWiA.
W rzeczywistości Wietnamczyków jest u nas więcej niż sądzi Maciej Kuczyński, bo około 40 tys. Ulica Grzybowska zaczyna przypominać małe Hanoi: żyją tu obok siebie biznesmeni obracający milionami złotych, skromni naukowcy z warszawskich uczelni i właściciele azjatyckich budek gastronomicznych. Wietnamskie dzieci uczęszczające do polskich szkół chętniej mówią po polsku niż po wietnamsku, a dzieła Mickiewicza znają lepiej niż Polacy.
- Mali Wietnamczycy są dobrzy w matematyce, ale niekiedy są najlepsi w klasie nawet z ortografii - mówi Urszula Lewandowska, wicedyrektor szkoły podstawowej przy ulicy Jana Pawła II w Warszawie, w której uczy się około trzydziestu wietnamskich dzieci. Tao Ngoc Tu ukończył Politechnikę Gdańską. Jest właścicielem i prezesem zarządu spółki Tan-Viet. Handluje piwem, winem i orientalnymi artykułami spożywczymi. Posiada restaurację "Tan-Viet" w Gdańsku i sieć siedmiu fast foodów "Tao Tao" w Trójmieście, Krakowie i Warszawie. Firma zatrudnia ok. 200 osób, jej roczne obroty wynoszą 70 mln zł.
W Woli Justowskiej - willowej części Krakowa - oddano do użytku osiedle mieszkaniowe dla Japończyków. Podobne osiedla powstały w Warszawie i Trójmieście. Coraz częściej osiedlają się tam Chińczycy emigrujący z Hongkongu. W Sopockich Łazienkach Południowych, tuż nad samym morzem, powstał hotel Zhong Hua. Należy do chińskiej spółki z Szanghaju i Hongkongu. Pracuje w niej Zhang Peiping, która mówi po polsku, od trzech lat jest żoną Jurka, polskiego tłumacza. Zhou Janxiu, inna Chinka, jest mężatką, ma rodzinę w Azji. W Sopocie pracuje od trzech lat. Wszyscy zarabiają tu dwa razy więcej niż w Chinach. Marzą o karcie stałego pobytu. Jest szansa, że za 15-20 lat Polska będzie wielonarodowym, dynamicznie rozwijającym się krajem, tyglem kultur, obyczajów, mentalności, a czarnoskóry piłkarz w reprezentacji kraju nie będzie sensacją - jak obecnie Emanuel Olisadebe - lecz czymś normalnym. To będzie prawdziwy koniec stalinowskiej koncepcji Polski jednonarodowej i ksenofobicznej, czyli podatniejszej na sowietyzację.
Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1