Modne bo polskie

Modne bo polskie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kolekcja Tomasza Starzewskiego zaprezentowana na Zamku Królewskim w Warszawie nadała ton polskiej modzie
Jeszcze do niedawna modę dyktowało kilkanaście głośnych nazwisk. Ubrania sygnowane przez Diora, Gaultiera, Kenzo czy Laurenta, których prezentacje wspierała gigantyczna machina reklamowa i promocyjna, z góry skazane były na sukces. Liczyły się nazwiska Francuzów, Włochów i Brytyjczyków. Świat mody w końcu jednak upomniał się nie tylko o nowości na wybiegach, ale również o nowe twarze. Niektórzy mówią nawet, że teraz to właśnie egzotyczne pochodzenie ułatwia kreatorowi drogę kariery.
Czy polskie pochodzenie jest wystarczająco egzotyczne? To zależy, jak się je sprzeda. Tomasz Starzewski, projektant polskiego pochodzenia zwany "królewskim krawcem", znany jest jako świetny marketingowiec, co w tej branży jest równie ważne jak talent. Bywalec salonów przekonał do noszenia zaprojektowanych przez siebie ubrań Lady Dianę, Sophię Rhys-Jones, księżnę Yorku Sarę Ferguson, Camillę Parker-Bowles czy lorda Fredericka Windsora. Taka klientela zobowiązuje. Starzewski szyje klasycznie, elegancko i drogo. Jego suknia może kosztować 20 tys. dolarów. Do klientek należały Ivana Trump i Stephanie Powers, aktorka polskiego pochodzenia. To ona, mówiąc łamaną polszczyzną o polskich sercach ich obojga, otworzyła pierwszy pokaz Starzewskiego w Polsce.
Podczas najnowszej prezentacji na Zamku Królewskim w Warszawie, zrealizowanej przez agencję R.A. Productions, Starzewski pokazał głównie stroje wieczorowe i wizytowe. Do klasycznie skrojonych żakietów zaproponował koronkowe spódnice, a do dzianinowych bluzek - wykończenie z barwnego boa. Często na wybiegu pojawiały się modelki, których suknie czy bolera ozdobione były wspaniałymi piórami. Stroje miały wyraźne, niekiedy krzykliwe kolory. Starzewski jest zadeklarowanym wrogiem czerni, która - według niego - kobietę postarza. Przepych piór nie przyćmił klasycznych propozycji projektanta; z zasady jest on daleki od ekstrawagancji. Powtarza, że jedyną nowością w świecie mody w XX wieku był strój do joggingu. Ubiera panie w stroje podkreślające kształty. Naszej śmietance towarzyskiej kolekcja się spodobała. Tygodnik "Wprost" i Radio Zet patronowali temu wydarzeniu.
Od półtora roku Starzewski obecny jest też w Stanach Zjednoczonych, gdzie jego ubrania sprzedawane są w ekskluzywnych sklepach, jak Bergdorf Goodman, Nieman Marcus, czy Saks Fifth Avenue. W 1999 r. debiutował tam pierwszą w jego karierze kolekcją męską. Projektuje rocznie dwie kolekcje demi couture oraz dwie linie, męską i damską, pr×t ť porter.
Starzewski ma 39 lat. Urodził się w Londynie. Oboje rodzice są Polakami. To po matce, która prowadziła pracownię krawiecką, odziedziczył pasję do tworzenia pięknych strojów. Mówi o sobie, że jest kulturowym mieszańcem, ale wzrusza się, gdy przyjeżdża do kraju swoich rodziców. Namawiano go na zmianę nazwiska na Tom Star, pozostał jednak przy tym nieco trudnym do wypowiedzenia.
Nie jest dziś jedynym, który wdarł się na salony. Świat mody zaszokował nie tak dawno Hussein Chalayan, cypryjski Turek. Jego wiosenna kolekcja sprzed dwóch lat wywołała sporo zamieszania. Na wybiegu pojawiły się bowiem kobiety w czadorach; pierwsza była jednak zupełnie naga, kolejna osłonięta od głowy do ramion, następna - do bioder, a dopiero ostatnia miała zakryte całe ciało.
Do historii mody ma także szansę przejść Dries van Noten, Belg, który podczas tegorocznych pokazów pr×t ť porter w Paryżu zafascynował publiczność wpływami malarstwa abstrakcyjnego, dekoratorstwem swoich ubrań oraz reminiscencją hipisowską lat 70. Piętnaście lat temu van Noten sprzedawał swoje limitowane kolekcje w maleńkim butiku w Antwerpii. Styl Belga fachowcy określają jako wyzwolony, elegancki z domieszką brytyjskiej klasyki. Zgodnie z tendencją do zacierania różnic między płciami - pokazał modela wbitego z pomarańczowe rajstopy i spódnicę w szkocką kratę, pomarańczową koszulę oraz czerwoną kamizelkę. Xuly Bet, kreator pochodzący z Mali, pierwsze ubrania szył z materiałów po recyclingu. Spodobały się one stylistom francuskich magazynów "Vogue" i "Glamour". Kobieta Beta kusi głębokimi dekoltami podkreślającymi biust lub przezroczystymi bluzkami z pęknięciem wzdłuż piersi. Nosi chusty-turbany. Typowe dla Xuly Beta są przypominające afrykańskie stroje zamotane materiały, które pełnią funkcję to bluzek, to spódnic, to turbanów. Pisma branżowe określają jego projekty jako "ucieczkę od elitarności".
Wielu twórców przez dłuższy czas wspierało swym talentem uznanych i wielkich, zanim rozpoczęło karierę na własny rachunek. Azzedine Alaia, urodzony w Tunezji, do późnych lat 70. pracował na konto Diora, Larocha i Muglera. Pierwszy własny pokaz urządził dopiero w 1982 r. Alaia lubuje się w jedwabiach, miękkiej skórze i dżersejach. O jego sukniach mówi się, że są drugą skórą.
Do polskiego pochodzenia przyznaje się Arkadius, czyli Arkadiusz Weremczuk. Wychował się w Parczewie pod Lublinem, studiował pedagogikę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na czwartym roku wyjechał na Zachód, najpierw do Włoch, potem do Anglii, gdzie w końcu dostał się do prestiżowego St. Martin College, który wcześniej kończył Starzewski. Arkadius lubi szokować. I sięgać do korzeni. Jego słomiano-tiulową suknię ślubną z góralskim pasem na biodrach okrzyknięto hitem Londyńskiego Tygodnia Mody. Nigdy nie wdziałaby jego kreacji księżna Yorku, ale aplauz towarzyszący pokazom Arkadiusa jest ważnym sygnałem dla rodzimego świata mody. Jeśli sukces, to tylko poza krajem?
Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0