Teraz Nowy Sącz!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Razem z partiami Polską rządzą regionalne lobby


Problemem PZU nie jest walka o stołki czy spory z zagranicznym inwestorem, lecz to, że siedziba tej firmy nie mieści się w Nowym Sączu - żartują politycy w sejmowych kuluarach. A mogłaby się mieścić choćby dlatego, że Władysław Jamroży, poprzedni szef PZU, oraz Grzegorz Wieczerzak, obecny prezes PZU Życie, zaliczani są do tzw. frakcji sądeckiej, uważanej za jedną z bardziej wpływowych w AWS i rządzie. Zdaniem posłów SLD, PSL i UW, frakcja ta ma ogromny wpływ na obsadę stanowisk w zarządach i radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Na rozwój regionu sądeccy posłowie załatwili z zeszłorocznego budżetu znacznie więcej funduszy niż zapisano w preliminarzu. - Obrotne chłopaki jesteśmy - śmieje się poseł AWS Andrzej Szkaradek. Obrotne chłopaki z Nowego Sącza to obok Andrzeja Szkaradka senator Andrzej Chronowski, minister skarbu państwa, Zygmunt Berdychowski, poseł AWS-SKL.
Regionalne grupy wpływów nie są nowością w polskiej polityce, nie są też polskim wynalazkiem. Nawet w najbardziej demokratycznych krajach świata do władzy nie dochodzi się w wyniku konkursów, lecz kooptacji ludzi wcześniej się znających, mających do siebie zaufanie. Specyficzne są tylko mechanizmy zdobywania przewagi przez jedną z grup, czemu w Polsce sprzyja kontrola Ministerstwa Skarbu lub objęcie kierowniczych stanowisk w dużych spółkach skarbu państwa.

Gdański desant
Na początku lat 90. największe znaczenie w polskiej polityce miał tzw. desant gdański. Z Gdańska pochodził przede wszystkim ówczesny prezydent Lech Wałęsa, ale także premier Jan Krzysztof Bielecki, Janusz Lewandowski, minister przekształceń własnościowych, Andrzej Zarębski, rzecznik rządu, Lech Kaczyński, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a oprócz nich setki urzędników.
"Desant gdański" nie jest już tak eksponowany, ale ciągle widoczny. Nieformalnym przywódcą gdańszczan jest marszałek Sejmu Maciej Płażyński, a wspierają go Donald Tusk, wicemarszałek Senatu, Teresa Kamińska, szefowa doradców premiera, Lech Kaczyński, minister sprawiedliwości, Marek Biernacki, mi-nister spraw wewnętrznych i administracji, Edmund Wittbrodt, minister edukacji, Arkadiusz Rybicki, wiceminister kultury. Z Gdańska pochodzi też kilku wpływowych posłów, na przykład Aleksander Hall i Jacek Rybicki z AWS czy Janusz Lewandowski z UW. W pewnym sensie gdańszczaninem jest też Marian Krzaklewski, przewodniczący NSZZ "Solidarność" i AWS, choć w wyborach stratował z okręgu katowickiego.

Obrotne chłopaki
Wpływy posłów z Nowego Sącza są o tyle zaskakujące, że w wyniku reformy admi-nistracyjnej zlikwidowano województwo nowosądeckie, zniknęła więc ważna płaszczyzna formułowania regionalnych interesów. Pozycję polityka ogólnopolskiego pierwszy z sądeczan zdobył Andrzej Szkaradek. Po wyborach w 1997 r. został on bliskim współpracownikiem Mariana Krzaklewskiego. Szkaradek nigdy nie był entuzjastą Emila Wąsacza, poprzedniego ministra skarbu, toteż gdy Wąsacz podał się do dymisji, promował na opuszczone stanowisko swojego krajana Andrzeja Chronowskiego, ówczesnego wice-marszałka Senatu.
Promotorem Chronowskiego na stanowisko szefa Ministerstwa Skarbu był też Zygmunt Berdychowski, przedstawiający się jako góral z Nowego Sącza. Jest on członkiem sejmowej Komisji Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji, a także przewodniczącym podkomisji ds. ubezpieczeń i bankowości. Karierę polityczną zaczynał w 1991 r. jako szef kampanii senackiej Krzysztofa Pawłowskie-go, obecnie rektora Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Berdychowski uważany jest za świetnego gracza politycznego, potrafiącego zawierać doraźne sojusze nawet z przeciwnikami politycznymi. W latach 80. był działaczem opozycyjnym i ponad rok przesiedział w więzieniu, ale na swój ślub (w roku 1993) zaprosił Józefa Oleksego, także posła z Nowego Sącza. Ważniejsza od dawnych podziałów okazała się sprawa lobbingu na rzecz przekształcenia Krynicy we wschodnie Davos.
Zygmunt Berdychowski w Sejmie zasłynął z tego, że był przeciwny sprzedaży akcji PZU SA konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego. Bronił jednak byłego ministra Emila Wąsacza, gdy atakowali go posłowie PSL, mimo że to Wąsacz doprowadził do sprzedaży akcji PZU grupie Eureko. Bronił i wspierał także Grzegorza Wieczerzaka, prezesa PZU Życie, który był jego zastępcą we władzach wojewódzkich Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Równie bliskie są związki Berdychowskiego z Władysławem Jamrożym, byłym prezesem ZUS, obecnie szefem Totalizatora Sportowego.
Jeszcze przed prywatyzacją PZU prezes Jamroży dofinansowywał inicjatywy lokalne w Nowosądeckiem, przede wszystkim organizację Forum Ekonomicznego w Krynicy (około 50 tys. zł). Kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie PZU przeznaczał też na działalność statutową założonej przez posła Berdychowskiego Fundacji Instytutu Studiów Wschodnich.
Posłowie SLD i UW twierdzą, że zachowanie Andrzeja Chronowskiego w konflikcie z konsorcjum Eureko-BIG BG należy tłumaczyć nowosądeckimi układami, w których niebagatelną rolę odgrywają Władysław Jamroży i Grzegorz Wieczerzak. Prasa sugerowała, że obaj prezesi mieli wpływ na niektóre decyzje personalne ministra Chronowskiego, na przykład powołanie do rady nadzorczej NFI Foksal osób z Kłodzka (rodzinnego miasta Władysława Jamrożego) oraz Nowego Sącza.
W ubiegłym roku dzięki poselskim poprawkom i lobbingowi frakcji nowosądeckiej trzy przedsięwzięcia z terenu Małopolski znalazły się na liście inwestycji centralnych. O 10 mln zł więcej przyznano na budowę trzeciego kampusu Uniwersytetu Jagiellońskiego w Pychowicach. Dla szpitala w Nowym Targu zarezerwowano 3 mln zł, a dla szpitala chrzanowskiego - 6 mln zł. To dzięki interwencji i inwencji Zygmunta Berdychowskiego znalazły się dodatkowe fundusze na festiwal Kraków 2000 oraz na Małopolskie Centrum Kultury w Nowym Sączu.

Mistrzowie dyplomacji
- Ataki na posłów z Nowego Sącza to hipokryzja. Wszystkie regiony robią tak samo, a jednoczą się w świętym oburzeniu tylko dlatego, że Nowy Sącz to mała miejscowość - tłumaczy Ryszard Czarnecki, poseł AWS-ZChN. Przecież skuteczni w obronie regionalnych interesów są na przykład posłowie ze Śląska. W ubiegłym roku udało im się przeforsować przyznanie 20 mln zł na rozbudowę lotniska w Pyrzowicach. Za mistrzów gospodarczego lobbingu uznawani są jednak przede wszystkim posłowie poznańscy. To im przypisuje się przekonanie Sejmu do przyjęcia nowelizacji ustawy o budowie i eksploatacji autostrad, która umożliwia rozpoczęcie budowy autostrady A-2. Posłowie Unii Wolności szczególnie chwalą dyplomatyczne i organizatorskie talenty Janusza Pałubickiego, ministra-koordynatora służb specjalnych. Ma on spory wpływ na premiera Jerzego Buzka, szczególnie obecnie, gdy szefem kancelarii premiera jest Maciej Musiał, były wojewoda wielkopolski, bliski współpracownik Pałubickiego w czasach podziemnej "Solidarności".
Formalnie największe wpływy powinna mieć grupa śląska. Stamtąd wywodzą się przecież premier Jerzy Buzek, wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff, Grzegorz Opala, minister zdrowia. Z regionem tym związany jest także Mirosław Sekuła, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Mandat ze Śląska ma też Marian Krzaklewski, przewodniczący AWS. Mimo posiadania takich kadr, grupa śląska nie odgrywa tak dużej roli jak choćby nowosądecka. Głównie dlatego, że w polityce liczą się nie tyle oficjalne stanowiska, ile zakulisowe wpływy i umiejętność zawierania doraźnych koalicji. A na to reprezentanci Śląska w rządzie nie mają zbyt wiele czasu.
W zakulisowych grach, mimo rozpadu koalicji AWS-UW, wspierają się za to parlamentarzyści z Dolnego Śląska. Lobby to tworzą przede wszystkim Władysław Frasyniuk i Grzegorz Schetyna z Unii Wolności, Ryszard Czarnecki i Ryszard Wawryniewicz z AWS-ZChN, minister kultury i dziedzictwa narodowego Michał Ujazdowski z SKL oraz formalnie bezpartyjni Andrzej Wiszniewski, przewodniczący Komitetu Badań Naukowych, i Leon Kieres, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. To wpływom tych polityków przypisuje się ustanowienie we Wrocławiu siedziby centrali połączonego Wielkopolskiego Banku Kredytowego i Banku Zachodniego.
Po przejęciu władzy przez koalicję AWS-UW spore wpływy miało lobby łódzkie, z wicepremierem Januszem Tomaszewskim. Po jego odejściu wpływy łodzian zmalały, by ponownie wzrosnąć w ostatnich miesiącach, gdy ministrem finansów został Jarosław Bauc. Do łódzkiego lobby zalicza się też Jerzego Kropiwnickiego, szefa Rządowe-go Centrum Studiów Strategicznych, Jacka Saryusza-Wolskiego, szefa Urzędu Integracji Europejskiej. Wspierają ich wpływowi posłowie rządzącej AWS - Stefan Niesiołowski i Marek Markiewicz.
Jean Jacques Servan-Schrei-ber, francuski dziennikarz i deputowany, mawiał: "Wpływy - a nie władza - to potęga drugiego garnituru polityków". Ta reguła sprawdza się także w Polsce.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.