Pomysł na klimat

Pomysł na klimat

Dodano: 
W najnowszych pubach i restauracjach najczęściej panuje atmosfera lat sześćdziesiątych


Grunt to pomysł. On przyciągnie gości, bez których nie uda się stworzyć niepowtarzalnego klimatu w restauracji, pubie czy kawiarni. W monotonny krajobraz polskich knajp wkrada się coraz więcej lokali z pomysłem.
Stojący dnem do góry dwumetrowy pluszowy kapelusz i wejście do toalety w kształcie wielkiej dziurki od klucza ma sprawić, że gość poczuje się jak krasnoludek. Zamiast stolików ustawiono tu szuflady nakryte szklanym blatem, przez który widać pamiątki zostawione przez znanych gości - polityków, aktorów, dziennikarzy. Tak wygląda wnętrze Szuflady, pubu wzorowanego na filmie "Kingsajz", otwartego we Wrocławiu przed dwoma laty.
Film zainspirował też twórców Buena Vista Social Club. Lokal mieści się w podziemiach restauracji Wentzl na krakowskim rynku. Już w progu wita gości plakat z kultowego filmu Wima Wendersa pod tym tytułem. Największą atrakcją otwartego na początku roku klubu jest Combinacion Latina, czyli orkiestra z Hawany grająca w środy, czwartki, piątki i soboty. Muzycy rozmawiają w przerwach koncertu z publicznością i uczą chętnych tańców latino. - Ludzie przychodzą tu, by potańczyć. Przy tej muzyce trudno wysiedzieć przy stoliku - mówi Jose Torres, perkusista, założyciel grupy.
Z pubów słynie również Łódź. Na samej Piotrkowskiej jest ich 89. Do najoryginalniejszych należy Fabryka. Knajpka mieści się w starej fabryce włókienniczej. Pokryty blachą bar ma niemal 30 m długości, pod sufitem wiszą drewniane krokwie i stalowe dźwigary. W tej scenerii powstało wiele reklamówek i wideoklipów.
Bywalca klubów, restauracji bądź kawiarni może zwabić nazwisko gwiazdy. W Warszawie powstały ostatnio Nautilius, do którego zaprasza telewizyjny Wampir Wojciech Jagielski, Tiger Club boksera Dariusza "Tigera" Michalczewskiego oraz Prohibicja Marka Kondrata, Bogusława Lindy, Wojciecha Malajkata i Zbigniewa Zamachowskiego. Prohibicja działa również w Łodzi, a wkrótce otworzy swe podwoje w Zabrzu, Krakowie, Rzeszowie i Mikołajkach. Na Zachodzie istnieją podobne sieci, na przykład Planet Hollywood, firmowane nazwiskami Arnolda Schwarzeneggera, Sylwestra Stallone i Bruce'a Willisa. - W Prohibicji czujemy się dobrze i dlatego często w niej bywamy - mówi Wojciech Malajkat. - Rozdajemy autografy, rozmawiamy z gośćmi, to przyciąga klientów - dodaje. Aktor jest też współwłaścicielem Baru w Kinie Wojtek w Mikołajkach (do niedawna Cinema). Z sali barowej wchodzi się prosto do kina.
Stare filmy, choć bez ścieżki dźwiękowej, można też oglądać na jednej ze ścian warszawskiej Dekady. Inspirowana latami 50. restauracja jest podzielona na dwie części - polską i amerykańską. W tej pierwszej stoją zgrzebne stoliki przykryte ceratą, goście jedzą aluminiowymi sztućcami. W karcie dań kusi schabowy, pierogi, bigos, tatar, śledzie, które zjeść można w oryginalnym tramwaju z roku 1957. W klimat tamtych lat wprowadza też "Trybuna Ludu" (wytapetowane są nią ściany) i poczciwa warszawa, stojąca po lewej stronie sali.
- Nie chcieliśmy gloryfikować tych czasów. Wtedy najbardziej widać było różnicę między Polską a Zachodem. To właśnie podkreśliliśmy - mówi Mariusz Grabowski, właściciel Dekady. Amerykańska część restauracji jest bardzo kolorowa i plastikowa. Do picia coca-coli zachęcają wiszące na ścianach reklamy. Z gigantycznej fototapety spogląda Marilyn Monroe i James Dean. Serwowane są tu głównie steki, skrzydełka kurczaka i hamburgery.
Czasy komunizmu zainspirowały restauratorów także w innych miejscach Polski. W Pubie u Wołodii w Hajnówce na ścianach wiszą sztandary sowieckich pułków, mundury bratniej armii. Można tu zamówić grochówkę ze spirytusem. Podobny klimat panuje we wrocławskim Pubie Wania. Główna atrakcja to kilka portretów Lenina, które wiszą w towarzystwie legitymacji komsomolskich. Na półce 49 tomów dzieł zebranych Włodzimierza Iljicza. Knajpa obwieszona jest też banknotami - Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i emitowanymi przez mennice zaprzyjaźnionych z PRL demoludów. Elementy wyposażenia wnętrza znoszą bywalcy. Za przyniesienie szczególnie ciekawego banknotu barman funduje piwo.
"Tu obrażamy gości" - takie ostrzeżenie wisi przy wejściu do warszawskiego lokalu Barok Cafe. Gdy zamawia się tu kawę, można usłyszeć, że jest tylko wczorajsza i to bez mleka. Jeśli nie podoba się komuś obsługa, kelnerzy grożą usunięciem z lokalu. - Nie chodziło nam o manifestację chamstwa, ale o żartobliwą grę między gościem a obsługą - podkreśla Adam Jankowski, właściciel lokalu. Pomysł nie jest polski. Takie restauracje istnieją już na Zachodzie, choćby w Szwecji. Jankowski przyznaje, że idea nie do końca wypaliła. - O wiele trudniej jest być uprzejmym w sposób nieuprzejmy niż uprzejmym w sposób wyuczony. Goście nie zrozumieli naszych intencji. Część uważa, że może się zachowywać wulgarnie - wyjaśnia. Charakterystyczne dla tego miejsca są również arkusze kartonów zamiast obrusów i kredki na stołach. - Gość może nimi pisać list miłosny bądź biznesowy kontrakt. Ponadto nie musimy prać obrusów - dodaje Jankowski.
Obcesowego traktowania można również doświadczyć U Zbója w Zakopanem. Panie czekają pod drzwiami, aż obsługa się zlituje i je wpuści. Panom, którzy mieli szczęście dostać się do środka, górale potrafią odciąć krawaty. Natomiast ich partnerki smarują sadzą i oblewają wodą.
Swojsko jest w sopockim lokalu Pod Psią i Kocią Łapą. To jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie równie chętnie witani są ludzie, jak i ich czworonogi. Przy wejściu do jednej z sal znajduje się kuweta dla kotów i legowisko dla psów. Na ladzie baru ustawiono skarbonkę na datki dla Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Można tu zjeść domowe ciasto i pierogi. - Chciałyśmy, żeby nasi goście czuli się jak u siebie w domu - mówi Anna Stolarska, jedna z właścicielek. Domową przytulność mają zapewnić między innymi stare elementy wystroju: meble, bar i kredens. Przychodzą tu głównie studenci i sopoccy artyści.
Inną "zwierzęcą" knajpą w Sopocie jest Błękitny Pudel. Wnętrze wygląda tak, jakby zawartość kilku strychów wystawiono na bruk. Zamiast podłogi ułożona jest tu kostka. Pod murami domu rozstawiono stoły, blaty starych maszyn do szycia - drewniane i marmurowe, kwadratowe i okrągłe. Ściany z cegły niechlujnie pochlapano czerwoną farbą, która gdzieniegdzie odpada. Na ladzie baru stoi błękitny pudel skarbonka, na półkach i we wszystkich możliwych wnękach znajdują się klamoty, które czynią z lokalu rupieciarnię o niepowtarzalnym klimacie. Tu lampa naftowa, tam radio w bakelitowej obudowie, gdzie indziej emaliowana tablica z nazwą ulicy - Bohaterów Stalingradu. Michał Herman, właściciel pubu, niegdyś reżyser teatralny i telewizyjny, chciał przywołać klimat Sopotu z czasów przed wojną i tuż po niej. - To nie jest miejsce dla każdego. Najlepiej czują się tu lekarze, adwokaci, ludzie ze środowisk artystycznych, dziennikarze - przekonuje Herman.
Maszyny do szycia zainspirowały też właścicieli pubu Singer na krakowskim Kazimierzu. Stoły w tej knajpce zastępują oryginalne maszyny tej niemieckiej firmy. Nikogo nie dziwią tu goście tańczący na stołach i spontaniczne koncerty stałych bywalców. Magnesem jest muzyka filmowa, jazz i piosenka francuska.
Klimat minionych czasów przywołuje warszawski Antykwariat. W kawiarni można nie tylko się napić wyśmienitej kawy, ale także kupić stare książki. Nadal działa tu bowiem prawdziwy antykwariat. - To miejsce nie pasuje do wielkomiejskiej Warszawy - mówi nam wiele osób. - Jest raczej krakowskie czy wrocławskie. Dlatego nie narzekamy na brak klientów - twierdzi Kacper M. Krajewski, współwłaściciel. Wnętrze Antykwariatu dekorują wyłącznie przedmioty "z myszką": firanki, cukiernice, krzesła przyniesione przez klientów ze strychu, kupione na targach staroci.
Trudno dziś znaleźć kawiarnię bądź herbaciarnię z prawdziwego zdarzenia. Być może dlatego Same Fusy na warszawskiej starówce cieszą się takim powodzeniem. Oferuje się tu 130 rodzajów herbat - zielonych, czarnych, aromatyzowanych, owocowych. Można zamówić nawet tybetańską, podawaną z masłem i solą. - Niektórzy klienci są zaskoczeni smakiem tych napojów. Tajemnica tkwi w dopasowaniu ich do gustu klienta i właściwym przyrządzeniu - mówi Mariusz Kowalewski, właściciel.
Knajpą z pomysłem jest niewątpliwie kawiarnia polityczna. Taka jak Cristal we Wrzeszczu, należąca do Ryszarda Kokoszki (od lat przyjaciela domu Lecha Wałęsy). Jego ambicją było uczynienie z lokalu miejsca towarzyskich spotkań polityków, głównie obozu solidarnościowego. Udało się. Oficjalne delegacje wybierają wnętrza bardziej eleganckie, ale bale i zabawy odbywają się u Kokoszki.
Poligloci poczują się dobrze w The Language Pub w Sopocie, gdzie króluje głównie angielski. Miłośnicy kultury starożytnych Rzymian powinni zaś odwiedzić wrocławskie Imperium. Nie warto liczyć na czytanie Seneki. Związki z Rzymem ograniczają się do jedzenia w pozycji leżącej i erotycznej atmosfery, podgrzewanej przez tańce półnagich dziewcząt i męski striptiz. Wszędzie stoją gipsowe rzeźby antycznych postaci, lwów, na ścianach wiszą obrazy przedstawiające czasy imperium rzymskiego. Podobny wystrój ma mieszczący się w stołecznym Pałacu Kultury lokal Quo Vadis.
Również we wrocławskim Pubie pod Zielonym Kogutem można się poczuć jak na południu Europy. Wnętrze przypomina wąską hiszpańską uliczkę z latarniami, zegarem ulicznym (chodzącym do tyłu), rozświetlonymi oknami. Stoliki są ogrodzone płotkiem, co sprawia wrażenie, jakby się siedziało w ogródku. Północ Europy zainspirowała twórców Benelux Pub na poznańskim rynku. Wnętrze stylizowane jest na holenderską wieś.
Wkrótce powstanie pierwsza restauracja w kopalni. Do tej idei zapalili się ostatnio katowiccy architekci. Nie wiadomo tylko, czy cena zjazdu na dół górniczą windą nie odstraszy potencjalnych klientów.

Więcej możesz przeczytać w 11/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0