Zabytkowy zbytek

Zabytkowy zbytek

Dodano:   /  Zmieniono: 
1 Maja, święto niczego i niczyje . Informator sekcji I Wydziału V ps. Stół w doniesieniu swoim z dnia 2 maja 1950 r. podaje, że w czasie przemówienia na manifestacji 1-majowej w mieście Rzeszowie pracownik ORZZ wyraził się do niego, że dzisiejszy ustrój polega na tym, ażeby męczyć ludzi na słońcu" - czytamy o obchodach 1 Maja w materiałach rzeszowskiej bezpieki.

 "W Kluczborku straż pożarna usiłowała wystąpić z obrazem
św. Floriana. Kiedy nie pozwolono im na to, komendant upił się, a cała straż nie wyszła na manifestację" - zanotował w 1951 r. konfident UB. - 1 Maja to zbytek i zabytek, więc można by go spokojnie zlikwidować - uważa Paweł Śpiewak, socjolog. - To święto niczyje; nie jest ani państwowe, ani kościelne. Świętuje je lewica i będzie go bronić, lecz nie z powodów ideologicznych, ale wyborczych - mówi Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od ponad stu lat obchodzimy - podobnie jak cała Europa - święto pracy, czyli nie wiadomo czego. Na podobnej zasadzie moglibyśmy obchodzić święto snu: przecież przynajmniej tyle samo osób cierpi na bezsenność, ile nie ma pracy. Tym bardziej że święto to zostało zohydzone w czasach PRL, odcięte od robotniczej tradycji, zanikającej równie szybko jak klasa robotnicza.
Według badań CBOS, Święto Pracy jest na czwartym miejscu w hierarchii: bardziej cenimy 11 Listopada i 3 Maja. Tylko jedna trzecia badanych chciałaby 1 maja uczestniczyć w uroczystych manifestacjach. Badania Demoskopu dowodzą tymczasem, że w czasach PRL aż 81 proc. obywateli maszerowało w pierwszomajowych pochodach.

Święto opozycji
W 1889 r. Kongres II Międzynarodówki ustanowił 1 maja dniem międzynarodowej solidarności robotników. Święto miało upamiętnić wydarzenia z maja 1886 r. Podczas robotniczego wiecu w Chicago ktoś z tłumu rzucił bombę w kierunku policji. Jeden policjant zginął, wielu zostało rannych. Przed sądem stanęło pięciu robotników, żadnemu nie udowodniono winy, ale wszyscy zostali straceni.
Na ziemiach polskich pierwszomajowe święto obchodzone było już w roku 1890, więc traktowano je nie tylko jako wyraz robotniczej solidarności, ale także formę sprzeciwu wobec zaborców. Do krwawych zajść doszło w 1902 r., kiedy wezwana przez fabrykantów carska policja starała się zmusić do powrotu do pracy łódzkich robotników. W roku 1905 wielką manifestację brutalnie spacyfikowali żandarmi i kozacy. Świętowanie 1 Maja administracje państw zaborczych uważały za zamach na porządek społeczny. W II Rzeczypospolitej było to już święto masowe: organizowano pochody z dzielnic robotniczych do śródmieścia, gdzie przemawiali lewicowi politycy. Po pochodzie był czas na majówkę. Przed II wojną światową demonstrowała przede wszystkim opozycja, po wojnie manifestacje miały charakter państwowy. Niczym się zresztą nie różniły od innych elementów komunistycznej liturgii, na przykład obchodów rewolucji bolszewickiej czy 22 lipca.

Święto władzy
W PRL przed 1 Maja podejmowano czyny i zobowiązania produkcyjne. W fabrykach, kopalniach i hutach pracowano po 16 godzin, wydobywano więcej węgla, wytapiano więcej stali, zwiększano produkcję zarówno ciężarówek, jak i zapałek. Udział w pochodzie był obowiązkowy. Nie można było marzyć o podwyżce czy piątce ze sprawowania w szkole, jeśli się w nim nie maszerowało. Z czerwonymi szturmówkami, kwiatami z krepiny, portretami Lenina, Marksa, Bieruta lub Gomułki szła klasa robotnicza i ludzie nauki i kultury, pozdrawiani z honorowych trybun - kojarzących się równie radośnie jak granitowy katafalk na grobie Lenina w Moskwie - przez partyjnych bonzów. Nie chodziło wcale o świętowanie, lecz uczestnictwo w rytuale lojalności obywateli wobec władzy. - To święto zostało bardzo silnie zdeformowane w okresie PRL, stało się żenującym, urzędowym obowiązkiem - mówi prof. Jerzy Szacki, socjolog.
W latach 80. opozycja demokratyczna organizowała kontrpochody, rozbijane z wyjątkowym zaangażowaniem przez oddziały ZOMO. - Po 1989 r. zlikwidowano 22 lipca jako lokalne święto komunistyczne, a pozostawiono 1 Maja, bo obchodzone jest w wielu krajach - tłumaczy Antoni Dudek. - Usiłowałem namówić "Solidarność" do przechwycenia, a w zasadzie "odzyskania" tego święta, ale się nie udało - wspomina prof. Jacek Kurczewski, socjolog. Umiejętniej wpisał się w robotniczą tradycję Kościół katolicki, ustanawiając 1 maja Dniem św. Józefa Robotnika. W niektórych miastach na pikniki organizowane wokół miejscowego kościoła przychodzi już więcej osób (o różnych poglądach politycznych) niż na tradycyjne pochody.

Święto wiosny
W zachodniej Europie 1 Maja nadal traktuje się poważnie, choć robotniczej tradycji jest w tych obchodach tyle, ile u nas ludowości w topieniu marzanny. We Francji panowie wręczają paniom konwalie, powoli więc ten dzień bardziej staje się świętem wiosny niż pracy. W Niemczech obchody 1 Maja stały się okazją do bójek pomiędzy skrajną lewicą i prawicą (z tego powodu w tym roku po raz pierwszy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zabroniło organizowania w Berlinie jakichkolwiek pochodów). W południowych landach organizowane są już właściwie tylko majówki i festyny. Kuflem piwa i śpiewem witany jest po prostu maj. W USA 1 Maja obchodzi się we wrześniu - pierwszy poniedziałek tego miesiąca jest bowiem oficjalnym Labour Day. I choć organizowane są parady, a lokalni politycy mają okazję do wystąpień, większość Amerykanów traktuje ten dzień jako pożegnanie wakacji - smażąc hamburgery i popijając piwo.

Święto niczyje
W sprawie świąt albo powinny obowiązywać partyjne parytety - skoro istnieje dzień lewicy, należałoby uchwalić także dzień prawicy - albo też trzeba uznać, że wszystkie święta są apolityczne i zlikwidować 1 Maja - uważa prof. Kurczewski. Za likwidacją Święta Pracy opowiada się także poseł Janusz Lewandowski z Platformy Obywatelskiej. Profesor Szacki przypomina, że ruch klasowy jest coraz mniej znaczącym zjawiskiem, więc nie ma o co kruszyć kopii. - Świat pracy nie odgrywa już centralnej roli politycznej jak sto lat temu, a protesty klasowo-ekonomiczne mają raczej charakter lokalny, to zaś powoduje zmarginalizowanie święta - tłumaczy prof. Szacki.
Na pochody przychodzą głównie weterani oraz lewicowe i lewackie młodzieżówki. "Starajmy się, żeby o naszym mieście znów się mówiło czerwony Radom" - nawoływała podczas zeszłorocznego pochodu pierwszomajowego przewodnicząca miejscowego OPZZ. W ubiegłorocznym pierwszomajowym numerze "Winnicy", czasopisma radomskiego ZSMP, działacze SLD agitowali: "Spróbujmy na powrót wskrzesić pochody i manifestacje". Apele nie przyniosły jednak skutku, ludzie zamiast na pochody poszli do supermarketów.
Przedsiębiorcy i ekonomiści martwią się, że 1 Maja to pretekst do nieróbstwa, rozciągania weekendu na cały tydzień. - Jedno święto wiele nie zmienia, ale częste i forsowne obchody na pewno nie pomagają gospodarce. A im krócej pracujemy, tym dłużej będzie trwać zmniejszanie dystansu pomiędzy gospodarkami Polski i krajów Unii Europejskiej - przestrzega prof. Jan Winiecki, ekonomista. Uwadze świętujących poleca aforyzm Horacego: "Życie nie dało niczego śmiertelnym bez wielkiej pracy". O wielkim świętowaniu tego samego powiedzieć się nie da.

Więcej możesz przeczytać w 18/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0