Scena, która odpłynie z wykonawcami albo boksy rowerowe dla bezdomnych. Najgłupsze inwestycje w Polsce

Scena, która odpłynie z wykonawcami albo boksy rowerowe dla bezdomnych. Najgłupsze inwestycje w Polsce

Panorama Włocławka (zdj. ilustracyjne)
Panorama Włocławka (zdj. ilustracyjne) / Źródło: Fotolia / fotorince
Jesteśmy mistrzami w wydawaniu publicznych pieniędzy. Szkoda, że często na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Przy okazji licznych podróży Jarosława Kaczyńskiego przez Polskę, samorządowcy z Włocławka mogliby zorganizować prezesowi PiS jakiś koncert na swojej pływającej scenie na Wiśle. Wybudowali ją w 2013 roku za 1,5 mln zł. Miała być nowym hitem na kulturalnej mapie miasta, dzisiaj mieszkańcy wolą omijać ją szerokim łukiem. Z racji tego, że scena unosi się na rzece, zatrzymują się na niej śmieci, spływające wraz z nurtem Wisły. Najgorzej kiedy podczas koncertu lunie deszcz. Stan wody w rzece gwałtownie się podnosi, a władze boją się, że scena odpłynie wraz z występującymi na niej artystami. – Wpuszczamy na nią praktycznie tylko amatorskie zespoły – mówi mi osoba odpowiedzialna za zarządzanie inwestycją. Chociaż to kompletny niewypał, nadający się do demontażu, to grać na scenie trzeba. Jeżeli miasto nie zorganizuje na niej przynajmniej ośmiu imprez rocznie, przepadnie unijna dotacja na budowę.

Ale pełno absurdów prezes Kaczyński znajdzie też we wschodniej Polsce, gdzie mieszka twardy elektorat PiS. Największą fantazję mają na pewno samorządowcy z Wierzchosławic. Ta wioska z powiatu tarnowskiego wie, jak zadbać o swoich 3 tys. mieszkańców. Mają do dyspozycji lodowisko. Czynne nie tylko zimą, ale od razu przez cały rok. Jest kryty basen rehabilitacyjny, z którego za bardzo nie ma kto korzystać. No i gigantyczna farma fotowoltaiczna za 10 mln zł. Miała przynosić słoneczne zyski, ale z racji tego, że Wierzchosławice to nie Los Angeles i słońca tutaj za dużo nie ma, to zamiast zysków jest strata. Rocznie: pół miliona złotych.

Gdyby prezes PiS miał trochę więcej czasu, mógłby zajrzeć też do Poznania. Tam pod Mostem Dworcowym ustawiono boksy dla rowerzystów. W zamyśle mieli tam bezpiecznie i wygodnie parkować swoje jednoślady. Żeby z boksu skorzystać, trzeba było mieć tylko własną kłódkę, bo na co dzień kontenery stały cały czas otwarte. Szybko wykorzystali to bezdomni, którzy z boksów zrobili sobie noclegownię. W zeszłym roku kontenery zdemontowano. Miały być odświeżone i postawione w innym miejscu. W poznańskim Zarządzie Dróg Miejskich próbowaliśmy się dowiedzieć, jak potoczyły się ich dalsze losy. Niestety nikt nie znał odpowiedzi na nasze pytanie.

Całość dostępna jest w 7/2017 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 24

Czytaj także