Bezcenna mina Trumpa

Bezcenna mina Trumpa

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu Źródło:Jakub Szymczuk/KPRP
Sformułowanie „Fort Trump” to ziarno zasiane na wybujałej miłości własnej Donalda Trumpa. Trzeba teraz pilnować, żeby coś z niego wykiełkowało.

Loża szyderców pęka w szwach. Kłębią się w niej samozwańczy znawcy dyplomatycznego protokołu, spece od geopolityki i moralne wyrocznie, dyktujące co wolno, a czego nie wolno w czasie wizyt państwowych. Z punktu widzenia tej loży wszystko zrobił źle: źle, że zjadł z Trumpem śniadanie a nie kolację, źle wysiadł z samochodu i źle się ustawił z prezydentem i jego żoną. Coś tam też w gabinecie owalnym podpisał. Nikt nie wie dokładnie co, ale ważne, że podpisał źle, bo na stojąco, na rogu biurka, jak sekretarz kwitujący przyjęcie listy ubrań do pralni albo konsultujący jadłospis na przyszły czwartek. No nie, tak prezydent dumnego, wstającego z kolan narodu, będącego opoką wszelakich wartości przecież nic podpisywać nie może!

Jest tak źle, że nawet odbicie Andrzeja Dudy na blacie prezydenckiego biurka wypada źle. Internet pełen jest spekulacji o tym, że to fotomontaż. Przecież wypolerowana na połysk dębina, będąca kiedyś częścią brytyjskiego żaglowca HMS Resolute prawdziwych mężów stanu odbija bez skazy. A Duda, przedstawiciel reżimu dławiącego wolność i demokrację wypadł na podarowanym prezydentom USA przez królową Wiktorię blacie jakoś tak nierówno. Do tego jeszcze potem bredził coś ponoć na konferencji prasowej o bazie USA w Polsce i jakimś Fort Trump. A to ponoć nie tak się robi, w ogóle nie powinno się o tym mówić. Źle, fatalnie, do bani po prostu.

Jeśli jednak wygrzebać się z naszego grajdoła zawiści i zeskoczyć z loży szyderców na ulicę, najlepiej amerykańską, to słychać tam inne klaksony. Chwyt z Fortem Trump okazał się zaskakująco trafny, bo uderzył w czuły punt , który, jak wiemy dobrze, ma o sobie wyjątkowo wielkie mniemanie. Jego mina, gdy usłyszał, że stała baza amerykańska w Polsce mogłaby zostać nazwana jego imieniem mówi wszystko: prezydent USA przez chwilę, w wyobraźni, zobaczył ten pomnik swojej historycznej i geopolitycznej chwały. I ten obraz chyba zostanie z nim na dłużej. Bo czy człowiek pod zmasowanym ostrzałem krytyki w kraju i za granicą nie ma tendencji do uciekania w świat kojących wyobrażeń? Niech ucieka i niech jednym z jego mentalnych azylów będzie choćby i myśl o forcie jego imienia w Polsce. Zaszczepienie tego typu myśli w głowie Trumpa może się bardzo przydać. Może to być ziarno, zasiane w wybujałym ego Trumpa, z którego kiedyś może coś pożytecznego dla naszego kraju wykiełkować.

Ciekaw jestem, kto na ten pomysł z Fort Trump w otoczeniu prezydenta wpadł, bo niezależnie od zrzędzenia szyderców, trzeba obiektywnie przyznać, że było to sprytne posunięcie. Szczególnie jak na mizerne ostatnio komunikacyjne osiągnięcia Pałacu Prezydenckiego z prezydentem brnącym w wiecowe banały, ewoluujące w szkodliwe politycznie wypowiedzi, jak ta o UE jako wspólnocie bez znaczenia dla Polaków. Gdy u nas loża szyderców pękała w szwach z dumy, że może dokopać nieporadnemu dyplomatycznie „Adrianowi”, prasa w USA odmieniała sprawę baz amerykańskich w Polsce przez wszystkie przypadki. Gdy prezydent USA uśmiechał się na konferencji prasowej do własnej myśli o Fort Trump w Polsce, poważni amerykańscy komentatorzy zaczęli zastanawiać się, czy to Ameryce potrzebne i czy to się opłaca. Temat, traktowany do niedawna jako geopolityczne science fiction, zaczął żyć własnym życiem nie tylko w Polsce, ale także, co najważniejsze, także w USA. Taki urobek wart jest nawet stania w przykurczu na rogu prezydenckiego biurka w Gabinecie Owalnym Białego Domu.

Czytaj też:
„Fort Trump” przejdzie do historii? Amerykańskie media o wizycie prezydenta Dudy w Białym Domu

Ankieta: Jak ewentualna stała baza USA w Polsce wpłynie na nasze bezpieczeństwo?