Marta Manowska: Gdy jadę do dzieciaków na onkologię, słucham hip-hopu

Marta Manowska: Gdy jadę do dzieciaków na onkologię, słucham hip-hopu

Marta Manowska
Marta Manowska / Źródło: Newspix.pl / TEDI
Zwykle potrzebuję wtedy wiatru w żagle, jakiejś energii, swego rodzaju pomocy. Puszczam piosenkę „Na szczycie” GrubSona. Piosenka jest zapętlona, gdy podjeżdżam pod szpital, śmieją się czasem, że słychać, jak dudni z samochodu. Ale gdy wysiadam, czuję, że mogę tym dzieciom dać wszystko: siłę, nadzieję, odwagę, wiarę – mówi „Wprost” Marta Manowska, dziennikarka, gospodyni programów „Rolnik szuka żony” i „Sanatorium miłości” i współprowadząca „Voice senior”.

Ma pani superwizora?

Nie mam, sama dla siebie nim jestem.

Pytam, bo programy, które pani prowadzi, nasączone są emocjami, czasami trudnymi, wręcz dramatycznymi. Ci ludzie zwierzają się pani, jak psychologowi w gabinecie.

Dbam o samorozwój, bardzo dużo czytam, także książek o tematyce psychologicznej. Po każdej edycji, każdego programu, staram się wygospodarować czas dla siebie, który będzie wiązał się z moimi pasjami, da mi możliwość czytania, podróżowania. Choć dziś nie jest ono możliwe, ale czasem okno na świat, dwudniowy pobyt nad jeziorem, czy w lesie, wystarczy, by te wciąż żywe historie, które są we mnie, jakoś poukładać, zrobić miejsce na kolejne. Staram się do każdej edycji wchodzić z nową, czystą, białą kartą. To też wymaga wysiłku.

Ale ja z tym nie walczę, przyjmuję to, jako dobrą stronę, a nie złą sytuacji, w której moje życie i zawodowe i prywatne bardzo się przeplatają. Poza tym mam przyjaciół obok, także w programach, które współtworzę. To oni wspierają mnie, tę drogę, którą wybrałam. To niezwykle ważne.

Czy my, Polacy, w ogóle potrafimy rozmawiać o emocjach?

Patrząc na bohaterów naszych programów śmiem twierdzić, że potrafimy.

Ma pani receptę na takie rozmowy? To właśnie z nich pani słynie.

Bez otwartości, budowania relacji w oparciu o szacunek, bez założenia, że nie zrobimy sobie krzywdy, że nie będziemy wytaczać granic i stawiać barier, taka rozmowa nie jest możliwa.

To wszystko, co musi zostać spełnione, by rozmowa intymna mogła się wydarzyć. Zresztą sami te rozmowy jeden na jeden z „Sanatorium miłości” nawet nazywamy intymnymi. By bohater miał poczucie bezpieczeństwa, konstruujemy mikroświat, zabieramy go w miejsce oddalone od reszty uczestników, ja też do tych rozmów mocno się przygotowuję, wyciszam, godzinę przed nagraniem czekam na rozmówcę, skupiam się na tym, co chciałabym poruszyć.

A potem następuje spotkanie dwóch historii życiowych.

Tyle, że ta pani nie jest wypowiedziana.

Ja oczywiście słucham. Ale rozmowa jest zawsze odbiciem życia drugiego człowieka.

Artykuł został opublikowany w 4/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także