Kim są rywale Putina? Playboy, skandalista i przyjaciel premiera

Kim są rywale Putina? Playboy, skandalista i przyjaciel premiera

Gienadij Ziuganow, Władimir Żyrinowski i Sergiej Mironow (fot. EPA/MAXIM SHIPENKOV/PAP)
Już 4 marca Rosjanie zadecydują o tym, kto zajmie miejsce Dmitrija Miedwiediewa na Kremlu (obecny prezydent Rosji nie ubiega się o reelekcję). Liderem wszystkich sondaży jest obecny premier Władimir Putin, ale choć wynik wyborów jest już w zasadzie przesądzony, to warto przyjrzeć się jego rywalom, ponieważ wtedy łatwiej jest zrozumieć dlaczego obecny premier Rosji „nie ma z kim przegrać”. Wyzwanie Putinowi rzucili bowiem playboy, antypolski skandalista, przyjaciel Putina i ostatni prawdziwy radziecki komunista.
Chyba najbarwniejszym z rywali Putina jest Władimir Żyrinowski, kandydat Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, trzeciej siły w rosyjskim parlamencie. Żyrinowski, który urodził się w 1946 w Kazachstanie do osiemnastego roku życia nosił nazwisko ojca - Ejdelsztejn. W Instytucie Języków Wschodnich przy Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym im. Łomonosowa studiował język i literaturę turecką. W 1969 roku wyjechał na roczną praktykę do Turcji, gdzie został jednak aresztowany za propagowanie poglądów komunistycznych.

Pod koniec 1989 roku Żyrinowski zaangażował się w tworzenie Partii Liberalno-Demokratycznej, a w 1990 roku został jej przewodniczącym. Od tego czasu regularnie startował w wyborach prezydenckich. W 1991 roku zajął trzecie miejsce za Borysem Jelcynem i byłym premierem ZSRR Nikołajem Ryżkowem. Od tej pory nie brał udziału jedynie w kampanii z 2004 roku, kiedy to przeciwko prowadzącemu w sondażach Putinowi wystawił… swojego byłego ochroniarza. Z kolei w wyborach z 2008 roku zdobył 9,37 proc. głosów, co kolejny raz dało mu trzecie miejsce - tym razem za Dmitrijem Miedwiediewem i Giennadijem Ziuganowem.

Rosyjski Hitler

Działalność Żyrinowskiego kojarzona jest z licznymi skandalami. W 1995 roku podczas telewizyjnej debaty relacjonowanej na żywo lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji… oblał swojego oponenta sokiem pomarańczowym. Żyrinowski „zasłynął" również z tego, że inicjował bójki w gmachu parlamentu. Kandydat na rosyjskiego prezydenta znany jest również z poparcia udzielonego Edwinowi Neuwirthowi, austriackiemu przemysłowcowi i byłemu urzędnikowi Waffen-SS, który negował stwierdzenie, że naziści wykorzystywali komory gazowe do eksterminacji Żydów w czasach II Wojny Światowej. W związku z poparciem dla Neuwirtha niemieckie media nazwały Żyrinowskiego „rosyjskim Hitlerem". Żyrinowski popierał także reżim Saddama Husajna.

Lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji jest wielkim wrogiem USA - jego zdaniem Stany Zjednoczone są jedynym źródłem agresji we współczesnym świecie. Żyrinowski kilkakrotnie apelował do rosyjskich władz o odebranie USA Alaski (Rosja sprzedała ją Stanom Zjednoczonym w XIX wieku). Zapowiadał również, że byłby gotów użyć broni jądrowej przeciwko Japonii.

Żyrinowski darzy też niechęcią Polskę - w czasie wyborów prezydenckich w 1996 roku groził Polsce kolejnym rozbiorem, który miały przeprowadzić Niemcy i Rosja. Prezentował też publicznie mapę z przyszłymi granicami Rosji na linii Wisły. Z drugiej jednak strony głośnym echem odbiło się jego przemówienie podczas posiedzenia Dumy, podczas którego uznał, że Rosja jest współwinna katastrofy smoleńskiej.

Opozycjonista na pokaz?

Mimo iż Żyrinowski często krytykuje obecne władze Rosji, politolodzy podkreślają, że jego skandaliczne wystąpienia są rządzącym na rękę. Zwracają przy tym uwagę, że w kluczowych momentach partia Żyrinowskiego głosuje zawsze tak, jak oczekuje tego od niej władza. Dlatego właśnie zdaniem Pawła Kowala, eurodeputowanego i szefa PJN, specjalizującego się w tematyce wschodniej, głosowanie na Żyrinowskiego to w pewnym sensie oddanie głosu na Putina. Kowal dodaje, że Żyrinowski nie ma żadnej szansy na wygranie wyborów. – Może liczyć co najwyżej na kilka, kilkanaście procent głosów – przekonuje. Elektorat Żyrinowskiego określa się jako „niepokorny", a sam kandydat często odwołuje się do haseł populistycznych. Tegorocznych hasłem wyborczym lidera Liberalno Demokratycznej Partii Rosji jest: „Żyrinowski albo będzie gorzej". Żyrinowski chce zrezygnować z podziału Rosji na republiki, wprowadzić reżim wizowy dla sąsiadujących z Rosją krajów z Azji Środkowej i Zakaukazia i „rozgonić próżniaków" z ministerstw. Proponuje też usunięcie Estonii, Litwy i Łotwy z Unii Europejskiej - argumentuje to dyskryminacją ludności rosyjskiej w tych krajach.

Co ciekawe Żyrinowski jest w Rosji… marką. W sklepach można kupić wódkę, majonez, herbatę i perfumy sygnowane nazwiskiem kandydata na prezydenta. Niedawno markę tę wystawiono na sprzedaż - zastrzeżono jednak, że pod nazwą „Żyrinowski" nie można produkować… papieru toaletowego i prezerwatyw.

Ostatni komunista

Znacznie groźniejszym rywalem jest dla Putina Giennadij Ziuganow, przewodniczący Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej. Do KPZR Ziuganow wstąpił w 1966 roku. Od 1967 roku działał na różnych szczeblach organizacyjnych Komsomołu w obwodzie orłowskim. W późniejszym okresie pracował w różnych komórkach obwodowych KPZR - m.in. w wydziale propagandy i agitacji. Od 1990 roku pracował w oddziale ideologicznym KPZR w Moskwie. Był przeciwnikiem procesów demokratyzacji rozpoczętych przez Gorbaczowa, krytykował także prezydenta Borysa Jelcyna za reformy gospodarcze. W 1993 roku został liderem Partii Komunistycznej.

W 1996 roku Ziuganow po raz pierwszy wystartował w wyborach prezydenckich, ale przegrał w drugiej turze z Borysem Jelcynem. Obserwatorzy twierdzili wówczas, że kampania Ziuganowa była pełna błędów i niedociągnięć. Niektórzy twierdzą jednak, że Ziuganow przestraszył się wówczas możliwości wygranej i związanej z tym odpowiedzialności. Ostatecznie w drugiej turze lider KPZR otrzymał ponad 30 milionów głosów.

Ziuganow kandydował również w wyborach w 2000 i 2008 roku - zdobył w nich odpowiednio 22 i 13 milionów głosów. Za każdym razem był drugi – przegrywał tylko z Putinem i Miedwiediewem. Również w nadchodzących wyborach Ziuganow jest najpoważniejszym - po Putinie - kandydatem na prezydenta. Kowal podkreśla, że Ziuganow - podobnie jak Żyrinowski - to kandydat, który ma tworzyć pozorną różnorodność podczas wyborów. – Za Ziuganowem stoi elektorat, który czuje sentyment do Związku Radzieckiego. Jednak nie jest on politykiem, który może zawojować scenę polityczną – dodaje.

Komuno wróć!

Ziuganow obiecuje, że gdy obejmie urząd prezydenta przyjrzy się doniesieniom o fałszowaniu wyborów i zapowiada, że wyznaczy nowe wybory do Dumy na 1 grudnia 2012. Chce też skrócić kadencję prezydenta z sześciu do pięciu lat oraz przywrócić stanowisko wiceprezydenta. Jak przystało na komunistę Ziuganow zamierza znacjonalizować bogactwa naturalne Rosji i podnieść podatki dla zarabiających powyżej 300 euro miesięcznie. Po wyborach zapowiada doprowadzenie do zmniejszenia wpływów NATO na arenie międzynarodowej – chce natomiast zwiększyć rolę ONZ.

Prasa donosi, że prywatnie Ziuganow jest miłośnikiem kwiatów - w daczy ma ich ponad sto rodzajów. Lubi też grać w siatkówkę i bilard. W 2004 roku wydał książkę „O Ruskich i o Rosji" - przekonuje w niej o istnieniu zmowy kręgów międzynarodowych przeciwko Rosji oraz o konieczności bronienia Rosjan przez wszystkich patriotów i komunistów.

Playboy prezydentem?

O urząd prezydenta powalczy także kandydat niezależny - Michaił Prochorow. Prochorow jest znanym celebrytą, playboyem i miliarderem. W 2011 roku rosyjskie pismo „Finans" oszacowało jego majątek na ponad 22 miliardy dolarów.

W 2011 roku Prochorow zaangażował się w działalność polityczną - stanął na czele partii „Prawoje dzieło", ale już we wrześniu tego samego roku, na zjeździe partii, przegłosowano usunięcie Prochorowa ze stanowiska przewodniczącego. Wkrótce potem Prochorow ogłosił chęć kandydowania w wyborach prezydenckich. Paweł Kowal sugeruje, że miliarder mógł dostać sygnał z Kremla, że może kandydować, by „zdemokratyzować" zbliżające się wybory. – Nawet jeśli to było cyniczne zagranie władzy, dziś może się to obrócić przeciwko niej. Głosy oddane na Prochorowa mogą pokazać ile osób jest przeciwko Putinowi – zaznacza jednak europoseł. Kowal dodaje, że Prochorow robi dobre wrażenie w swoich wystąpieniach publicznych. – Jest inteligentny i trzyma wysoki poziom w dyskusji – twierdzi.

Dziecko szczęścia

Przed wejściem do polityki Prochorow był prezesem prywatnego funduszu inwestycyjnego i przewodniczącym rady nadzorczej firmy wydobywającej złoto. Jest także współwłaścicielem Norylskiego Niklu (największego producenta platyny i niklu na świecie). Ponadto honorowo pełni funkcję Przewodniczącego Rosyjskiej Federacji Biatlonu. W 2004 roku Prochorow założył fundację charytatywną - jej współwłaścicielką i kierowniczką jest jego siostra Irina. Zadaniem fundacji jest wspieranie inicjatyw kulturalnych, naukowych oraz pomysłów w dziedzinie oświaty.

Prochorow wspomina, że pierwszym prowadzonym przez niego biznesem była produkcja modnych dżinsów. W początkowym okresie kariery pracował w bankowości, a po nawiązaniu znajomości z Władimirem Potaninem został jego partnerem biznesowym. „Oneksim-bank" znajdujący się pod ścisłą kontrolą obu biznesmenów nabył następnie na aukcji spółkę „Norylski nikiel", spółkę naftową SIDANKO i inne aktywa. Inwestycje sprawiły, że Prochorow wszedł do grona dziesięciu najbardziej zamożnych ludzi w Rosji. Tuż przed kryzysem finansowym biznesmen sprzedał z zyskiem część aktywów – od tego czasu zaczęto nazywać go „szczęściarzem".

Prochorow lekką ręką wydaje swój majątek na wypoczynek oraz rozrywki. Jest jedynym obcokrajowcem, który uzyskał zezwolenie na kupno klubu NBA - w 2009 roku został właścicielem klubu koszykówki New Jersey Nets, z której w ciągu pięciu lat chce uczynić najsilniejszy klub w lidze. Prochorow uznaje się za „nastolatka i człowieka, nie uznającego żadnych praw i przepisów". Potwierdzają to liczne skandale. W 2007 roku został zatrzymany we Francji pod zarzutem sprowadzenia do kurortu narciarskiego Courchevel luksusowych prostytutek dla swych zamożnych przyjaciół – tymczasem Prochorow tłumaczył, że przywiózł ze sobą kobiety, gdyż „przepada za towarzystwem mądrych, pięknych i młodych pań".

Rosja w UE?

W przypadku wygranej Prochorow obiecuje zapewnić wolność środków masowego przekazu. Chce zakazać zarówno państwu, jak i firmom państwowym, posiadania udziałów w kanałach telewizyjnych i innych środkach przekazu. Program wyborczy Prochorowa jest liberalno-demokratyczny - zakłada wprowadzenie zmian, zgodnie z którymi prezydent i gubernatorzy będą mogli być wybierani na swoje stanowisko nie więcej niż dwa razy w życiu. Chce także skrócić kadencję prezydenta do czterech lat i przeprowadzić przedterminowe wybory do Dumy Państwowej. Obiecuje również wprowadzenie amnestii dla więźniów skazanych za przestępstwa gospodarcze. Oryginalną propozycją przedstawioną przez Prochorowa jest połączenie Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej w jedno gospodarcze centrum ze wspólną walutą opartą na euro i rublu.

Przyjaciel Putina

Ostatnim kontrkandydatem Putina w nadchodzących wyborach jest… jego przyjaciel, polityk Sprawiedliwej Rosji - Siergiej Mironow. Mironow ma na swoim koncie cztery dyplomy ukończenia studiów wyższych - w tym prawa i filozofii. Jest jednocześnie postrzegany jako bliski sojusznik Putina. Karierę polityczną rozpoczął w 1994 roku, kiedy został deputowanym zebrania ustawodawczego Sankt-Petersburga. W czerwcu 2001 roku został wybrany na senatora do Rady Federacji Rosji. W grudniu tego samego roku został przewodniczącym izby wyższej rosyjskiego parlamentu. W 2003 roku został przewodniczącym „Partii życia", która po trzech latach przekształciła się w partię „Sprawiedliwa Rosja".

"Wszyscy chcemy, aby przyszłym prezydentem został Putin"

W 2004 roku Mironow startował w wyborach prezydenckich - przekonywał przy tym, że jego udział w wyborach „tylko potwierdza reformatorski potencjał" prezydenta Putina. Nic więc dziwnego, że kandydat zachwalający swojego rywala oszałamiającego sukcesu wyborczego nie odniósł - zdobył w wyborach 0,76 proc. głosów zajmując ostatnie miejsce. Nie mogło być jednak inaczej, skoro Mironow mówił w czasie kampanii wyborczej, że "wszyscy chcą, aby przyszłym prezydentem został Putin"…

Mironow wielokrotnie apelował o zmianę rosyjskiej konstytucji tak, aby umożliwić wybór prezydenta na trzecią kadencję. W 2008 roku, gdy jako kandydata w wyborach prezydenckich wystawiono Dmitrija Miedwiediewa, Mironow stwierdził, że dla niego było najważniejsze, aby następcą Putina został „jeden z jego najbliższych towarzyszy broni". Jednak w ostatnich latach Mironow wielokrotnie krytykował rząd i działania partii Jedna Rosja. Paweł Kowal tłumaczy, że wolta w poglądach Mironowa to skutek zmiany obozu politycznego. – To charakterystyczne, że podpory Putina w ostatnich wyborach, dziś są poza obozem władzy – przekonuje. Kowal dodaje, że Mironow nie jest mimo swojej wolty wiarygodnym politykiem dla Rosjan protestujących na ulicach.

W maju 2011 roku Mironow został odwołany z Rady Federacji. W grudniowych wyborach do Dumy Państwowej stanął na czele listy „Sprawiedliwej Rosji" – partia weszła do Dumy zdobywając 13,24 proc. głosów.

Prezydent na dwa lata

Mironow chce - podobnie jak Prochorow – w przypadku wyborczego zwycięstwa wprowadzić amnestię dla przestępców gospodarczych. Deklaruje też, że odejdzie przedterminowo ze stanowiska po dwóch latach ogłaszając nowe, otwarte i uczciwe wybory. Mironow planuje zrównać korupcję ze zdradą stanu, chce decentralizować władzę w Rosji oraz zapewnić parlamentowi prawo do samodzielnego wybierania i zatwierdzania szefa rządu. W swoich deklaracjach zawarł też postulat ograniczenia czasu pełnienia funkcji każdego wybieralnego urzędnika administracji państwowej do dwóch kadencji, włączając w to prezydenta.

Mironow zapowiedział także radykalną reformę systemu podatkowego. Chce zwiększenia podatków dla najbogatszych oraz wprowadzenia 20-procentowego podatku od wywozu kapitału z kraju.

Polityczni komentatorzy podkreślają, że wszyscy dopuszczeni do udziału w wyborach kontrkandydaci Putina są jedynie marionetkami Kremla, a jedynym prawdziwym kandydatem w wyborach jest sam Putin. Paweł Kowal również przyznaje, że dziś nie ma możliwości, by wybory wygrał ktoś inny niż obecny premier. – Wyborcy będą mieć wybór w jednej sprawie: mogą głosować na Putina lub przeciw niemu – dodaje. Podkreśla przy tym, że rosyjska ordynacja wyborcza uniemożliwia zebranie podpisów kandydatom, którzy nie mają cichego poparcia Kremla. Borys Niemcow, który wycofał się z poprzednich wyborów prezydenckich twierdził, że są one „czystej wody farsą". 

Czytaj także

 0