To on zabrał ci żarówkę

To on zabrał ci żarówkę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sigmar Gabriel (fot. SPD) 
Sigmar Gabriel. Niemiecki polityk Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), minister środowiska w rządzie Angeli Merkel w latach 2005-2009. To on zabrał ci starą poczciwą żarówkę. Od 1 września 2012 już jej nie produkują. Dlaczego Unia Europejska stała się żarooporna?
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I o środowisko. European Lamp Companies Federation (ELCF), organizacja skupiająca producentów 95 proc. żarówek, od wielu lat publikowała dane wykazujące, że dzięki zmianom technologicznym na rynku oświetlenia uda się zredukować emisję dwutlenku węgla. Producenci należący do ELCF – Osram, General Electric czy Philips – skarżyli się również, że wolny rynek "psuje" rynek żarówek. Jak? Dopuszczając niskiej jakości produkty z importu. Aby konkurować z Chinami, dostarczającymi żarówki za złotówkę, europejscy producenci musieli obniżać jakość.

Wpadli na pomysł: utrudnijmy dostęp do tradycyjnych żarówek, to ludzie z wygody zaczną kupować energooszczędne. Gdy raz wytworzą sobie nowy nawyk – już go tak łatwo nie zmienią. Wtedy my zarobimy więcej, a środowisko skorzysta (bo przecież alternatywne żarówki – halogenówki, czy świetlówki – psują się rzadziej).

Tylko, że Unia to nie Chiny – nie można ludziom tak po prostu zakazać kupowania zwykłych żarówek. Ale można ograniczyć ich dostępność. Najlepiej na gruncie prawnym. Powstał więc plan. Teraz trzeba było tylko znaleźć wykonawcę.

Ekozbawca

Gdy w 2007 roku Niemcy objęły prezydencję UE, minister Sigmar Gabriel postanowił zrobić coś dla środowiska. Być może z początku nie za bardzo wiedział, co. Ale Australia ogłaszała akurat wycofywanie lamp żarowych (tradycyjnych żarówek). Gabriel nabrał odwagi. Wykorzystał opracowaną w 2005 roku dyrektywę Ecodesign jako podstawę dla zakazu produkcji żarówek w Europie. Zakłada ona, że produkty konsumujące energię w UE muszą być możliwie jak najbardziej wydajne energetycznie. Stąd krok do wniosku, że żarówkę, która aż 95% pobieranej energii rozprasza jako ciepło, trzeba raz na zawsze zgasić. Udało się. W 2009 roku wycofano z rynku 100-watówki, później odpadły żarówki 75W i 60W, a od początku września tego roku 40 i 25W. To koniec.

To także nowy początek. Przemysł może więc sprzedawać droższe źródła światła, inżynierowie projektować je w spokoju, a Gabriel i ekolodzy chodzić w glorii ekosukcesu. Następców żarówki – świetlówki, halogenówki i diodówki LED –  czeka świetlana przyszłość.

Kto winny?

 – Wielu ludzi za ten tan rzeczy obwini Unię Europejską, która ich do czegoś zmusza – mówi Szymon Liszka z Fundacji na rzecz Efektywnego Wykorzystania Energii. Ale gdzie byli Polacy, żeby zgłaszać swoje zastrzeżenia? Często jesteśmy nieobecni w ważnych dla Unii Europejskiej debatach, a potem narzekamy, że ktoś nam coś zabrał. – Poza tym przeskok technologiczny na dłuższą metę się Europie opłaci.

Światełko zza grobu

Jest połowa września 2012, Minęło trzy lata i dwa tygodnie od wejścia zakazu produkcji oraz importu żarówek 100-watowych w Europie. Wchodzę do warszawskiego supermarketu Carrefour. Na półkach obok świetlówek i halogenówek – stara poczciwa żarówka 100 W produkcji – a jakże – chińskiej. Nawet drucik żarnikowy o tym samym kształcie, co kiedyś. Deja vu. Aż się łezka w oku kręci. Foliowana po dziesięć, 1.69 zł za sztukę. Jak to możliwe?

Zwykła żarówka sprzedawana jest dziś po prostu jako żarówka specjalnego przeznaczenia. Napis na opakowaniu: "Special – wstrząsoodporna". I drobnym maczkiem dopisek: "Nie stosować do użytku domowego zgodnie z dyrektywą 2005/32/WE". 

Pamiętajcie – nie używajcie starych-nowych żarówek w domach. Najwyżej w garażu. Zapłaćcie trzy-cztery razy więcej za żarówkę halogenową, albo jeszcze więcej za świetlówkę. Inaczej będziecie truć środowisko.

Więcej o śmierci żarówki i alternatywach dla niej przeczytasz w następnym (38/2012) numerze "Wprost".