Wejście cyfrowego smoka

Wejście cyfrowego smoka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Właściciel internetowego imperium Amazon kupił jedną z najważniejszych gazet świata. Czy to nadejście mesjasza, który wprowadzi tradycyjną prasę do ery cyfrowej?

Jeff Bezos kupił „The Washington Post” przez przypadek: kliknął nie w to, co trzeba. Teraz jego podwładni dwoją się i troją, żeby transakcję odkręcić – poinformował kilka dni temu chiński serwis informacyjny Xinhua. Najwyraźniej Chińczycy podchwycili „newsa” za magazynem „The New Yorker”, w którym sensacyjną transakcję komentował satyryk Andy Borowitz. Wpadka chińskich dziennikarzy była o tyle symboliczna, że zmiana właściciela zaskoczyła nawet redaktorów „The Washington Post”, uchodzących w końcu za elitę w tym zawodzie. Za liczący sobie 135 lat tytuł Bezos zapłacił 250 mln dolarów, co jeszcze dekadę temu byłoby sumą śmiesznie niską, ale dziś, w erze schyłku prasy drukowanej, wydaje się kiepskim interesem. Tyle że dobiegający pięćdziesiątki miliarder uchodzi za dziecko szczęścia. Umie strzyc owce, naprawić caterpillara, a przede wszystkim opracować strategię ekspansji i ocenić opłacalność dowolnej inwestycji. Zwykł stawiać sobie wyzwania, które dla innych są ponad siły. Zrobienie z „The Washington Post” dochodowego biznesu może się okazać wyzwaniem jego życia.

Nie ma ryzyka

Dziennik jest od lat na minusie: tylko w zeszłym roku przyniósł 54 mln strat. Przychody gazety spadły o jedną trzecią w ciągu sześciu lat. „Stojąc w obliczu spadającego czytelnictwa wśród młodych ludzi, nie mamy formuły pozwalającej utrzymać opłacalność” – napisali w ubiegłorocznym raporcie przedstawiciele wydawcy.

Z drugiej strony Bezos kupuje jeden z największych dzienników w Ameryce, który ciągle sprzedaje pół miliona egzemplarzy dziennie. Choć jego intencje nie są jasne, eksperci już określili je mianem „amazonifikacji”. Mało kto ma wątpliwości, że „The Washington Post” czeka digitalizacja. – Bezos jako jeden z pierwszych zdał sobie sprawę, że informacja cyfrowa podróżuje znacznie szybciej od analogowej – mówi Aaron Levie, szef platformy internetowej Box. – Nikt lepiej niż on nie wie, jak pomóc przejść redakcji na nowy nośnik.

Pod wpływem dziadka, który był regionalnym szefem Komisji Energii Atomowej, Bezos chciał zostać fizykiem. Uniwersytet Princeton jednak oferował już wtedy coś nowego: studia informatyczne. Świat komputerów wciągnął go na całego. Po studiach zacięcie finansisty połączone z informatycznym wykształceniem wrzuciło go w wir digitalizującego się właśnie Wall Street. W Bankers Trust dochrapał się funkcji wiceprezesa, w D.E. Shaw & Co. poznał tajniki funkcjonowania międzynarodowych rynków inwestycyjnych.W połowie lat 90. dokonał jednak odkrycia. – Wiosną 1994 r. użycie internetu rosło w tempie 2300 proc. rocznie. Nic nie rośnie tak szybko! – wspominał. – Zacząłem się zastanawiać, jaki biznes najlepiej wykorzysta taki wzrost.

I wymyślił: księgarnia. Kilka miesięcy później w pocie czoła pakował w swoim garażu książki do kartonów i rozsyłał klientom. Dziesięć lat później kontrolował niemal czwartą część rynku księgarskiego w USA i prawie 80 proc. handlu książkami w internecie. Rywale? Trzymał ich blisko siebie: zamienił Amazon w platformę handlu, na której księgarnie i wydawnictwa mogły otwierać swoje sklepy. Stał się pionierem e-booków, wymuszając na wydawcach niskie ceny i promując czytelnictwo za pomocą Kindle’a. – W Amazonie nie zdarzyło mi się uczestniczyć w spotkaniu, na którym jakiś menedżer wyrażałby obawy, że nowy produkt się nie sprawdzi – opowiadał Diego Piacentini, wiceprezes Amazonu. Jego szef wspierał pionierskie rozwiązania bez względu na ryzyko.


Więcej można przeczytać w 33 numerze tygodnika "Wprost" (33/2013) .

Najnowszy numer "Wprost" od niedzielnego wieczora będzie dostępny w formie e-wydania

Najnowszy "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania .  

 0

Czytaj także