Nie mam wpływu na śmierć

Nie mam wpływu na śmierć

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jowita Budnik (fot. Maksymilian Rigamonti) 
W zasadzie nie rozumiem, jak mogłabym się bać czegoś, na co zupełnie nie mam wpływu. Co zmieniłby taki lęk, taki strach? Proszę jednak nie myśleć tylko, że śmierć nie jest dla mnie problemem i ze stoickim spokojem przyjmuję śmierci bliskich - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Jowita Budnik, aktorka.
Jedzie pani do Afryki?

Jadę. W styczniu. Do Rwandy. Na kolejne zdjęcia do filmu.  

Krauzów?

Tak.

Pani podpisała z nimi dożywotni kontrakt? 

Nic nie podpisywałam, ale od lat pracujemy razem. Oni, robiąc kolejne filmy, mają na mnie pomysły, które z mojej perspektywy są zachwycające. Oczywiście, nikt nie wie, jak to długo będzie trwało.

Mówi teraz pani o śmierci?

Nie, nie mówię o niej. I nie jest nawet tak, że często o niej myślę. 

Pytam, bo pani reżyser - Krzysztof Krauze - choruje na raka, publicznie mówi o eutanazji. Nie boi się pani, że umrze, że nie zdążycie wszystkiego zrobić? 

Nie, bo w mojej codzienności, w zabieganiu śmierć jest gdzieś daleko. Nie umiem się jej bać. W zasadzie nie rozumiem, jak mogłabym  się bać czegoś, na co zupełnie nie mam wpływu. Co zmieniłby taki lęk, taki strach? Proszę nie myśleć tylko, że śmierć nie jest dla mnie problemem i ze stoickim spokojem przyjmuję śmierci bliskich. Jednak wolę wykorzystywać czas, robić to, co jest jeszcze do zrobienia. Nie, nie rozmawiam z Krzysztofem o śmierci. Czytam oczywiście to, co on mówi o niej publicznie, myślę o tym, a potem znowu razem pracujemy. 

Ja go nie znam osobiście, ale jak czytam jego wypowiedzi o cierpieniu, umieraniu, prawie do eutanazji, to płakać się chce. 

To są trudne rzeczy do opowiadania, jednak dla mnie śmierć z całą swoją metafizyką sprowadza się ostatecznie do najprostszych rzeczy - jest człowiek, a za chwilę go nie ma. To proces biologiczny i wszystkich nas dotyczy. Cudownie, jak po  człowieku zostają świetne wartościowe rzeczy. Będziemy rozmawiać o śmierci?

Nie tylko, choć więcej ludzi umiera niż się rodzi. W pani ostatnim filmie pt. „Jeziorak” śmierć jest w zasadzie główną bohaterką. 

Raczej jedną z bohaterek. Trudno zrobić thriller z zabójstwami i  śledztwem bez udziału śmierci. Jestem w tym filmie policjantką, kobietą która najpierw musi się zająć uporządkowaniem spraw wokół siebie, rozwiązaniem skomplikowanego śledztwa, a dopiero później opłakiwaniem. Ona jest szeryfką, nieugiętą w dodatku. Musi doprowadzić do tego, żeby sprawiedliwość zwyciężyła.  

A ja myślę, że gdyby sprawa nie dotyczyła bezpośrednio jej życia, odkrywania tajemnic jej rodziny, to by się tak tą sprawiedliwością nie przejmowała. 

Myśli pani, że nie ma w Polsce policjantów, dla których dojście do prawdy to rzecz nadrzędna? Otóż, wiem że są. Reżyser, Michał Otłowski pracował przy tworzeniu programu 997 i takich spotykał.