Kryzys migracyjny. "Nie możemy zaakceptować faktu, że mamy stać się europejskim Libanem, magazynem ludzi"

Kryzys migracyjny. "Nie możemy zaakceptować faktu, że mamy stać się europejskim Libanem, magazynem ludzi"

Dodano:   /  Zmieniono: 63
Uchodźcy (fot. FOT. ABACAPRESS.COM / NEWSPIX.PL) / Źródło: Newspix.pl
Politykę imigracyjną zastąpił paniczny wyścig – kto szybciej zamknie swoje granice. Państwa na własną rękę zabezpieczają się przed nową falą migracyjną i wszystkie ręka w rękę zdają się topić Grecję. Ostatnią nadzieją, buforem Europy jest dziś Turcja.

To nieprzyjazny akt – oświadczyło ministerstwo spraw zagranicznych Grecji, odwołując swojego ambasadora z Wiednia. Kiedyś taki gest poprzedzał rozpoczęcie wojny. Teraz całe zamieszanie sprowadza się do ostrej awantury o sposoby walki z nielegalną imigracją do Europy. Grecy poczuli się urażeni tym, że Austriacy zwołali spotkanie ministrów z państw bałkańskich w sprawie obrony granic UE przed imigracją z Azji, ale pominęli w zaproszeniach przedstawiciela Aten. – Nie możemy zaakceptować faktu, że mamy stać się europejskim Libanem, magazynem ludzi – grzmiał grecki minister ds. migracji Ioannis Mouzalas, w pełni świadomy, że jego kraj staje się najnowszą ofiarą kryzysu migracyjnego.

Dyplomatyczna wojna Aten z Wiedniem to ostatnia z serii awantur o imigrantów, które w ciągu kilku miesięcy doprowadziły do faktycznego rozpadu jedności Unii Europejskiej. Do niedawna cały problem przedstawiano na forum UE jako prosty podział na światłe kraje Europy Zachodniej, solidarnie podchodzące do humanitarnej tragedii uchodźców z Syrii, i zacofaną, ksenofobiczną Europę Środkową, panicznie reagującą na próby wprowadzenia imigrantów do tej części Unii. Symbolem tej strategii stały się zasieki z drutu kolczastego ustawione przez premiera Orbána na granicy węgierskiej i podjęta w ubiegłym tygodniu przez parlament w Budapeszcie decyzja o przeprowadzeniu referendum w sprawie przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu. Jednak obecnie przeciw stosowaniu centralnego rozdzielnika imigrantów, o którego wprowadzenie tak zabiega niemiecka kanclerz, są nie tylko kraje naszego regionu, ale także Francja. Granice zamykają nie tylko Węgrzy, ale także przyjaźni dotąd dla imigrantów Szwedzi, Duńczycy i Austriacy.

Całą nadzieję na wyjście z beznadziejnej sytuacji Europa pokłada teraz w Turcji. Za kilka dni ma się odbyć imigracyjny szczyt ostatniej szansy. Szanse na sukces są niewielkie, bo Unia chce nie tylko namówić Turcję do zatrzymania fali imigrantów, ale także do zgody na przyjęcie z powrotem tych, którzy nie dostali azylu albo utknęli w Grecji. W zamian Europa oferuje nie tylko pieniądze, ale i obietnicę przyjęcia co roku 250 tys. ludzi w ramach planowej akcji imigracyjnej. Pierwsze reakcje tureckie nie są zachęcające. – Zapomnijcie o tym, to jest niewykonalne, przyjmujemy uchodźców od pięciu lat, to się rozwija jak tsunami, nie sposób się z tym zmierzyć – oświadczył Selim Yenel, ambasador turecki przy UE.

Cały tekst można przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost”, który trafił do kiosków w poniedziałek, 29 lutego 2016 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchania oraz na  AppleStore GooglePlay. Tygodnik jest dostępny również w formie e-wydania.

 63

Czytaj także