Mieszkańcy boją się chodzić do lasu. „Stałem na linii strzału”

Mieszkańcy boją się chodzić do lasu. „Stałem na linii strzału”

Strzelba, zdjęcie ilustracyjne
Strzelba, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / Angela Lock
Miało być spokojnie, blisko natury i z dala od miejskiego zgiełku. Zamiast tego pojawił się strach, którego źródłem są... myśliwi.

Wieś Mielcanów w gminie Wiązowna. To tutaj – około 30 kilometrów od Warszawy – pan Tomasz przeprowadził się dwa lata temu. Jest jednym z wielu nowych mieszkańców w tej okolicy. Od lat zresztą widać odpływ mieszkańców z wielkich miast do tych mniejszych miejscowości. Rozmówca Gazety Wyborczej wpasował się w ten trend – tak jak inni szukał w Mielcanowie spokoju, bliskości z naturą i tańszych nieruchomości.

Myśliwi kontra mieszkańcy. „W końcu dojdzie do tragedii”

Okazało się jednak, że próżno szukać tu spokoju – a przynajmniej jeśli chodzi o okoliczne lasy. Okazuje się, że mimo napływu nowych mieszkańców i ich zwiększoną aktywność na terenach zalesionych, myśliwi strzelają jak dawniej. Jak gdyby nic się nie zmieniło.

Pan Tomasz był świadkiem takiego polowania. Jak opowiada dziennikarzom, znalazł się na linii strzału, a na jego oczach myśliwy zastrzelił sarnę.

– Nogi się pode mną ugięły. Sarna padła 40 metrów ode mnie, tu jeszcze leży sierść. Myśliwy podjechał tamtą drogą. Stałem dokładnie na linii strzału. Byłem w szoku, przez tydzień dochodziłem do siebie. Przecież tu dojdzie w końcu do tragedii – opowiadał w emocjach mężczyzna.

Mimo że do sytuacji doszło około 14 grudnia w zeszłym roku, takie zdarzenia nie są wyjątkiem.

Las kością niezgody. Miejscowi biją na alarm

Mieszkańcy czują się zagrożeni i mają dość myśliwych. – Biegam w lesie kilka razy w tygodniu po pięć kilometrów i wciąż słyszę strzały. Niedawno padł bardzo blisko, rozmawiałam po tym z napotkanymi biegaczkami, też są przerażone – opowiada małżonka pana Tomasza, pani Magda.

Po rozmowach z sąsiadami stworzyli petycję. Zbierają głosy okolicznych mieszkańców, którzy są za wyłączeniem Lasu Malcanów z gospodarki łowieckiej.

Kluczową kwestią, na jaką wskazują, jest zmiana charakteru lasu – z wiejskiego zamienił się w aglomeracyjny. Widać to szczególnie w weekendy, kiedy to wielu spacerowiczów wybiera się właśnie do lasu. Widać też rodziców z dziećmi w wózkach, osoby na koniach, biegaczy czy grzybiarzy. W Lesie Malcanów co sobotę odbywa się też Parkrun, czyli zorganizowany bieg.

A co na to myśliwi? Wydają się ignorować zmianę – mimo że ta dzieje się na ich oczach.

Strzał przy panu Tomaszu padł w niedzielę, w biały dzeń, tuż przed godziną 13. Zgodnie z rozporządzeniem do prawa łowieckiego, ścisły zakaz strzelania w kierunku dróg obowiązuje w nocy. Ale o każdej porze dnia i nocy polujący jest zobowiązany „przed strzałem osobiście rozpoznać przez lornetkę cel i teren na linii strzału”. Jak to się stało, że myśliwy nie zauważył spacerowicza? Czy rozpoznał przez lornetkę cel i teren? Nad tą sprawą pochyla się teraz prokuratura w Otwocku.

Pan Tomasz dostarczył bowiem fotografie, na których widać samego myśliwego i numery rejestracyjne jego auta.

„Kto, idąc na spacer do lasu, sprawdza w internecie czy akurat nikt nie poluje?”

Mieszkańcy zwracają uwagę jeszcze na inny problem – a mianowicie brak realnej informacji o polowaniach indywidualnych. Gmina pod koniec marca zorganizowała spotkanie dla miejscowych z udziałem Polskiego Związku Łowieckiego, policji i nadleśnictwa. Temat rozmów? Bezpieczeństwo w lesie. Mieszkańcy dowiedzieli się między innymi, że zrezygnowano z polowań zbiorowych z nagonką, a tylko o takich trzeba zawiadamiać publicznie. Z kolei myśliwy indywidualny ma jedynie obowiązek wpisać swoje wyjście do Księgi Polowań w Kole Łowieckim.

– Kto, idąc na spacer do lasu, sprawdza w internecie czy akurat nikt tam nie poluje? – pyta pani Magda.

Prawo a rzeczywistość. Mieszkańcy przerażeni

Od 2022 roku funkcjonuje pojęcie tak zwanych lasów społecznych, które mają większy nacisk kłaść na potrzeby mieszkańców. Jednak gospodarka łowiecka nie podlega bezpośrednio decyzjom leśników.

– Łowiectwo nie leży w naszej kompetencji. Nie możemy nic nakazywać myśliwym, chyba że łamią prawo – podkreśla Artur Dawidziuk z Nadleśnictwa Celestynów.

Napływ nowych mieszkańców wyprowadzających się z Warszawy będzie tylko rósł. A to rodzi pytania o regulację i aktualizację zasad w lasach. – Gminy takie jak Nadarzyn, Lesznowola, Michałowice już się zapełniły. Są bogate, nasycone zabudową mieszkaniową i działalnością gospodarczą. Teraz czas na nas i ta ekspansja już się dzieje od kilku lat – opowiada wójt Janusz Budny. W ciągu jego trzyletniej kadencji w Wiązownie przybyło 5 tysięcy mieszkańców.

Czytaj też:
Myśliwy postrzelił kolegę, 47-latek nie żyje. „Wyrażamy ubolewanie”
Czytaj też:
400 dzików do odstrzału pod Warszawą. Mieszkańcy i eksperci kontra starosta: „To są nasi sąsiedzi”

Opracowała:
Źródło: Gazeta Wyborcza