Wynika to wprost z zeznań Ireneusza Piotrowskiego, jednego z
członków bandy. W 1998 r., na 3 lata przed porwaniem, w płockim
więzieniu spotkali się Wojciech Franiewski, późniejszy mózg całej
akcji, oraz Piotrowski. Rozmawiali o tym, jak zarobić duże
pieniądze. Według Franiewskiego najprostszym sposobem było
porwanie kogoś bogatego dla okupu.
REKLAMA
Piotrowski podsunął mu dwóch kandydatów: Olewnika z Drobina i
mieszkającego nieopodal 20-letniego syna masarza z Raciąża. Po
wyjściu Franiewskiego na wolność w 2001 r. pomysł odżył i bandyci
zaczęli dokładnie sprawdzać potencjalne ofiary. Ostatecznie wybór
padł na Krzysztofa Olewnika - bo mieszkał sam i przez to był
łatwiejszym celem.
Niedoszła ofiara nie chce ujawniać nazwiska. "Dziennik"
zamieszcza rozmowę z tym mężczyzną. Chce pozostać anonimowy, bo
uważa, że "sprawa porwania nie jest jeszcze zakończona. Nie
wiadomo, czy wszyscy, którzy byli zamieszani w porwanie, zostali
złapani".