Steinbach jednak odmówiła, a
Merkel znalazła się w ślepym zaułku - ocenia tygodnik. Obecnie przewodnicząca BdV
odrzuca również ewentualne propozycje zwiększenia wsparcia finansowego dla
organizacji wypędzonych w zamian za swą rezygnację z miejsca w fundacji "Ucieczka,
Wypędzenie, Pojednanie".
Według "Spiegla", tuż po zakończeniu rozmów koalicyjnych
z liberalną FDP Merkel zadzwoniła do szefowej BdV, oferując jej stanowisko
parlamentarnej sekretarz stanu w ministerstwie oświaty i badań. Była to
wspaniałomyślna propozycja, bo urząd ten wiąże się z miesięcznym wynagrodzeniem w
wys. 9000 euro oraz służbową limuzyną z kierowcą. Jednocześnie pani kanclerz
delikatnie spytała o roszczenia Steinbach dotyczące zasiadania w radzie fundacji,
która ma stworzyć w Berlinie muzeum poświęcone wysiedleniom Niemców. "Merkel nie
wypowiedziała tego, ale było jasne, że Steinbach musi zdecydować: albo rada fundacji
albo stanowisko rządowe" - pisze "Spiegel".
REKLAMA
Steinbach poprosiła o czas do
namysłu, po czym oddzwoniła i oznajmiła uprzejmie, że nie może przyjąć propozycji,
bo jej Związek Wypędzonych zrozumiałby to jako zdradę jego interesów. "Odpowiedź
była jasna: Nie dam się kupić" - pisze tygodnik. Jak komentuje "Der Spiegel",
Steinbach sprowokowała nie tylko spór w koalicji chadeków i liberałów, ale odsłoniła
deficyt stylu rządzenia Merkel, który często opiera się na tym, by przeczekać trudne
decyzje.
"Dla Merkel znaczenie ma to, co da się przeprowadzić. Polityka polega na
tym, by redukować opór. Ale znaczenie Steinbach urosło dzięki konfrontacji. Jej
autorytet wzmacnia się dzięki jej niezłomności. Również z tego powodu Merkel źle
oceniła Steinbach, gdy myślała, że może ją skusić perspektywą kariery w rządzie" -
ocenia "Spiegel".
Według tygodnika władze BdV zaczynają brać pod uwagę to, że nie
uda się przeforsować kandydatury Eriki Steinbach do władz fundacji. Trwają
rozważania, jak mogłaby wyglądać rekompensata za to - np. w postaci większego
wsparcia dla ziomkostw wypędzonych czy rozszerzenie planowanego muzeum wysiedleń w
Berlinie. "Ale nawet rezygnacja Steinbach nie zagwarantuje pokoju. Największa grupa
w BdV, ziomkostwo Niemców Sudeckich, zagroziła wycofaniem się z fundacji" - pisze
tygodnik.
Wejściu szefowej BdV do władz muzeum sprzeciwia się minister spraw
zagranicznych, liberał Guido Westerwelle, bo obawia się pogorszenia relacji z
krytyczną wobec Steinbach Polską. Według niemieckiej prasy rząd federalny szuka
rozwiązania sporu, rozważając m.im. przyznanie BdV w zamian za rezygnację Steinbach
większej liczby przedstawicieli w fundacji, zwiększenie wsparcia finansowego dla
planowanego muzeum albo gwarancje finansowe dla samego BdV. Jednak Erika
Steinbach zapowiedziała w rozmowie z niedzielną gazetą "Bid Am Sonntag": "Nie damy
się kupić. Chodzi o sprawę, a nie o pieniądze". Tygodnikowi "Welt am Sonntag"
powiedziała z kolei, że jest gotowa do spotkania z Westerwelle. Zwróciła się ona o
spotkanie już w dniu, gdy objął urząd wicekanclerza i szefa MSZ, ale dotychczas nie
doczekała się odpowiedzi.
Według sondażu ośrodka Emnid na zlecenie "Bild am
Sonntag" 38 proc. ankietowanych Niemców uważa, ze Steinbach powinna wejść do rady
fundacji, 34 proc. jest temu przeciwnych, a 28 proc. nie ma zdania w tej sprawie.
Największe poparcie - 52 proc. - szefowa BdV ma wśród osób młodych, w wieku od 14 do
29 lat, a także wśród seniorów powyżej 65 lat - 45 proc. Sondaż przeprowadzono w
zeszły czwartek na próbie 500 osób.
PAP
Steinbach nie dała się przekupić Merkel
2009-11-22 14:32
Steinbach jednak odmówiła, a
Merkel znalazła się w ślepym zaułku - ocenia tygodnik. Obecnie przewodnicząca
BdV
odrzuca również ewentualne propozycje zwiększenia wsparcia finansowego dla
organizacji wypędzonych w zamian za swą rezygnację z miejsca w fundacji
"Ucieczka,
Wypędzenie, Pojednanie".
Według "Spiegla", tuż po zakończeniu rozmów koalicyjnych
z liberalną FDP Merkel zadzwoniła do szefowej BdV, oferując jej stanowisko
parlamentarnej sekretarz stanu w ministerstwie oświaty i badań. Była to
wspaniałomyślna propozycja, bo urząd ten wiąże się z miesięcznym wynagrodzeniem
w
wys. 9000 euro oraz służbową limuzyną z kierowcą. Jednocześnie pani kanclerz
delikatnie spytała o roszczenia Steinbach dotyczące zasiadania w radzie
fundacji,
która ma stworzyć w Berlinie muzeum poświęcone wysiedleniom Niemców.
"Merkel nie
wypowiedziała tego, ale było jasne, że Steinbach musi zdecydować: albo rada
fundacji
albo stanowisko rządowe" - pisze "Spiegel".
Steinbach poprosiła o czas do
namysłu, po czym oddzwoniła i oznajmiła uprzejmie, że nie może przyjąć
propozycji,
bo jej Związek Wypędzonych zrozumiałby to jako zdradę jego interesów.
"Odpowiedź
była jasna: Nie dam się kupić" - pisze tygodnik. Jak komentuje "Der
Spiegel",
Steinbach sprowokowała nie tylko spór w koalicji chadeków i liberałów, ale
odsłoniła
deficyt stylu rządzenia Merkel, który często opiera się na tym, by przeczekać
trudne
decyzje.
"Dla Merkel znaczenie ma to, co da się przeprowadzić. Polityka
polega na
tym, by redukować opór. Ale znaczenie Steinbach urosło dzięki konfrontacji.
Jej
autorytet wzmacnia się dzięki jej niezłomności. Również z tego powodu Merkel
źle
oceniła Steinbach, gdy myślała, że może ją skusić perspektywą kariery w
rządzie" -
ocenia "Spiegel".
Według tygodnika władze BdV zaczynają brać pod uwagę to, że nie
uda się przeforsować kandydatury Eriki Steinbach do władz fundacji. Trwają
rozważania, jak mogłaby wyglądać rekompensata za to - np. w postaci większego
wsparcia dla ziomkostw wypędzonych czy rozszerzenie planowanego muzeum
wysiedleń w
Berlinie. "Ale nawet rezygnacja Steinbach nie zagwarantuje pokoju.
Największa grupa
w BdV, ziomkostwo Niemców Sudeckich, zagroziła wycofaniem się z fundacji"
- pisze
tygodnik.
Wejściu szefowej BdV do władz muzeum sprzeciwia się minister spraw
zagranicznych, liberał Guido Westerwelle, bo obawia się pogorszenia relacji z
krytyczną wobec Steinbach Polską. Według niemieckiej prasy rząd federalny
szuka
rozwiązania sporu, rozważając m.im. przyznanie BdV w zamian za rezygnację
Steinbach
większej liczby przedstawicieli w fundacji, zwiększenie wsparcia finansowego
dla
planowanego muzeum albo gwarancje finansowe dla samego BdV. Jednak Erika
Steinbach zapowiedziała w rozmowie z niedzielną gazetą "Bid Am
Sonntag": "Nie damy
się kupić. Chodzi o sprawę, a nie o pieniądze". Tygodnikowi "Welt am
Sonntag"
powiedziała z kolei, że jest gotowa do spotkania z Westerwelle. Zwróciła się
ona o
spotkanie już w dniu, gdy objął urząd wicekanclerza i szefa MSZ, ale dotychczas
nie
doczekała się odpowiedzi.
Według sondażu ośrodka Emnid na zlecenie "Bild am
Sonntag" 38 proc. ankietowanych Niemców uważa, ze Steinbach powinna wejść
do rady
fundacji, 34 proc. jest temu przeciwnych, a 28 proc. nie ma zdania w tej
sprawie.
Największe poparcie - 52 proc. - szefowa BdV ma wśród osób młodych, w wieku od
14 do
29 lat, a także wśród seniorów powyżej 65 lat - 45 proc. Sondaż przeprowadzono
w
zeszły czwartek na próbie 500 osób.
PAP