Zastępca gubernatora Kalifornii Abel Maldonado powiedział, że trzy osoby są w stanie krytycznym oraz ostrzegł, że liczba
ofiar może
rosnąć, gdyż ratownikom nie udało się jeszcze przeszukać wszystkich
spalonych domów
podmiejskiej dzielnicy San Bruno.
REKLAMA
Do pożaru doprowadziła najprawdopodobniej
eksplozja instalacji gazowej. - Nie wiadomo jednak jeszcze, co ją
spowodowało -
powiedział Maldonado. Sięgające kilkudziesięciu metrów płomienie i szybko
rozprzestrzeniający się pożar zniszczyły 38 domów i uszkodziły siedem.
Pożar szalał
na powierzchni ponad 6 hektarów, a w piątek rano został opanowany w 75
procentach -
wyjaśnił przedstawiciel władz.
Płomienie na 300 metrów
Wybuch, do którego doszło w czwartek tuż po godz.
18 czasu miejscowego w czwartek (godz. 3 nad ranem w piątek czasu
polskiego) w
pobliżu lotniska międzynarodowego wywołał panikę. Na skutek eksplozji na
wysokość
ponad 300 metrów wzbiła się kula ognia. Przestraszeni mieszkańcy
dzielnicy San Bruno
zaczęli uciekać, szukając bezpiecznego schronienia. Eksplozja spowodowała pożar
okolicznych domów. W akcji gaśniczej uczestniczy od 150 do 200 strażaków
oraz
samoloty i helikoptery. Władze miejskie poinformowały, że z zagrożonego osiedla
ewakuowano około 100 ludzi.
Gorzej niż w Bagdadzie
- Stałem obok policjanta, który był w Bagdadzie i
powiedział, że czegoś takiego jeszcze nie widział - relacjonował jeden z
fotoreporterów na miejscu wypadku. - Wygląda to tak, jakby cała okolica
została
zbombardowana. - Usłyszałam huk, przypominający hałas samolotu przelatującego na
niskiej wysokości. Nagle cały dom zaczął się trząść - opowiadała Tina
DiIoia,
której dom znajduje się 800 metrów od miejsca wybuchu.
zew, PAP