Ukraińskie miasta – takie jak Prypeć w obwodzie kijowskim – stoją niemal puste. Nie da się spotkać tam człowieka – szczególnie teraz, gdy trwa wojna, bowiem wcześniej różne lokalizacje odwiedzali fani tzw. urbexu (forma aktywności, która polega na eksploracji opuszczonych miejsc – szpitali, fabryk, szkół itd.). W okolicy, gdzie doszło do katastrofy atomowej, spotkać można jedynie zwierzęta – głównie psy.
Nie są to typowe Canis familiaris – naukowcy, którzy je obserwowali, zwrócili uwagę, że część z nich jest dzika, a pozostałe w ogóle nie boją się ludzi. Żyją w skupiskach – pozajmowały m.in. opuszczone budynki.
Naukowcy – m.in. Norman Kleiman, ekspert specjalizujący się w Naukach o Zdrowiu Środowiskowym na Columbia University (Mailman School of Public Health) w Nowym Jorku – przebadali zwierzęta, a wyniki swojej pracy przedstawili w czasopiśmie „PLOS One”.
Naukowcy spodziewali się mutacji genetycznych. Badanie dało zupełnie inny wynik
Eksperci porównali genom psów z Czarnobyla z genomami czworonogów z Rosji czy Polski. Okazało się, że informacja biologiczna tych, które pochodziły z Ukrainy, nie różni się znacząco od innych. Naukowcy spodziewali się natomiast, że znajdą mutacje genetyczne.
Do katastrofy doszło cztery dekady temu, a populacja psów liczy ok. 30 pokoleń. Można więc byłoby spodziewać się pewnych zmian w obrębie materiału biologicznego – organizmy ssaków, w reakcji na m.in. wysoki poziom promieniowania, powinny ulegać zmianie, ale analiza w laboratorium wcale tego nie wykazała.
Praca, która opublikowana została w „PLOS One”, nosi tytuł: „Is increased mutation driving genetic diversity in dogs within the Chornobyl exclusion zone?”.
Jak doszło do awarii? Nastąpiło przegrzanie się rdzenia reaktora, a następnie do wybuchu wodoru i pożaru. Do dnia dzisiejszego poziom promieniowania nie wrócił do normy.
