Republikańskie prawybory pokazują, jak poważna partia może być wzięta w
jasyr przez grupę fanatyków. Większość startujących w nich kandydatów
bardziej niż do batalii o prezydenturę pasowałaby do plebiscytu „oszołom
roku". I naprawdę trudno byłoby wskazać w nim faworyta. Jedyny
przytomny polityk w tym stadku, Mitt Romney, nie może się przebić przez
sufit 25-procentowego poparcia, a przy okazji dorobił się wizerunku
kameleona. Dlaczego? Bo musi tak lawirować, by być akceptowanym przez
coraz bardziej radykalizujących się wyborców prawicy, a jednocześnie nie
stracić szans na pokonanie Obamy.
REKLAMA
Obamy nie da się pokonać bez
poparcia umiarkowanych wyborców. Republikańscy fanatycy są zaś oddaleni
od amerykańskiego centrum mniej więcej tak, jak fanatycy PiS od
polskiego centrum. W Partii Republikańskiej dominuje pogląd, że rząd ma w
USA za dużo do powiedzenia i szkodzi Ameryce, a już rząd demokratów
szkodzi jej totalnie. W PiS zaś – że rząd w Polsce jest generalnie
antypolski. Dość wstrząsające – przecież republikanie to partia
Lincolna, a Jarosław Kaczyński chciał być kiedyś liderem CDU.
Czytaj więcej w tygodniku "Wprost"