Większość internautów ściąga nielegalne pliki na potęgę - na twarde dyski milionów komputerów na całym świecie trafia pirackie oprogramowanie, muzyka, gry, filmy i seriale. Te ostatnie internauci często oglądają w internecie. Gdzie? W serwisach hostingowych typu Megavideo.com, które pozwalają otwierać w przeglądarce pliki video zamieszczone przez użytkowników serwisu pochodzących ze wszystkich stron świata. Swoboda korzystania z serwisu jest jednak ograniczona - po obejrzeniu kilkudziesięciu minut pliku internauta musi odczekać ponad godzinę, by obejrzeć kolejny fragment ulubionego serialu. Alternatywą jest wykupienie pakietu premium, dzięki któremu serwis zarobi swoje trzy grosze. Piractwo? Teoretycznie serwisy zakazują w swoich regulaminach wgrywania nielegalnych plików - i nawet często je usuwają. W praktyce jednak istnieją całe strony, poświęcone wyłącznie katalogowaniu pirackich kopii seriali, filmów czy albumów muzycznych, zamieszczanych na podobnych do Megaupload.com serwisach.
REKLAMA
Megaupload.com i Megavideo.com to już jednak melodia przeszłości. Dystrybucja nielegalnych kopii produktów? Fakt - temu służyły oba serwisy. Ale czy twórcy serwisów byli piratami? Nie. W regulaminie jak byk stało, by nielegalnych plików w serwisie nie zamieszczać. A nie sposób przecież kontrolować użytkowników w czasie rzeczywistym. Kto zresztą tak robi? YouTube? Google Video? Wolne żarty - co i rusz widzimy we wspomnianych serwisach komunikaty o usunięciu danego pliku w związku z napływającymi do administratorów skargami od posiadaczy praw autorskich do danego nagrania. Serwisy regularnie wyłapują piratów, usuwają ich pliki i blokują konta. Podobnie czynili moderatorzy Megaupload.com. Jak się jednak okazuje Google'owi wolno więcej.
Czy twórcy umiłowanych przez piratów stron byli świadomi, że ich "dzieci" służą przede wszystkim wymianie nielegalnych plików? Oczywiście, że tak. Sami jednak piractwa komputerowego nie uprawiali, plików nie zamieszczali, do zamieszczania pirackich plików nie zachęcali, a w regulaminie serwisu wyraźnie tego zakazywali. Dlaczego więc serwis zamknięto - a YouTube trwa i trwa mać? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami. Sami musicie też odpowiedzieć sobie na pytanie w jaki sposób straty właścicieli praw autorskich oszacowano na prawie miliard dolarów? Strata oznacza tu eliminację zysków potencjalnych (!), które właściciele praw autorskich osiągnęliby, gdyby nie nielegalna wymiana ich dziełami. Ale czy rzeczywiście każdy użytkownik, który korzystał z Megaupload.com, pozbawiony swojego ulubionego serwisu pobiegłby z walizką dolarów do legalnych dystrybutorów?
Czy zamknięcie Megaupload.com i Megavideo.com będzie poważnym ciosem dla pirackiego światka? Oczywiście, że nie. Lada dzień luki po obu serwisach zapełnią tuziny nowych stron internetowych. W sieci istnieją setki serwisów hostingowych. Dziś zniknęły dwa takie serwisy. A jutro internet znów zaroi się od pirackich plików. FBI będzie miało zajęcie do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Pożegnanie z Megaupload.com
2012-01-20 08:28
Większość internautów ściąga nielegalne pliki na
potęgę - na twarde dyski milionów komputerów na całym świecie trafia pirackie
oprogramowanie, muzyka, gry, filmy i seriale. Te ostatnie internauci często
oglądają w internecie. Gdzie? W serwisach hostingowych typu Megavideo.com, które
pozwalają otwierać w przeglądarce pliki video zamieszczone przez użytkowników
serwisu pochodzących ze wszystkich stron świata. Swoboda korzystania z serwisu
jest jednak ograniczona - po obejrzeniu kilkudziesięciu minut pliku internauta
musi odczekać ponad godzinę, by obejrzeć kolejny fragment ulubionego serialu.
Alternatywą jest wykupienie pakietu premium, dzięki któremu serwis zarobi swoje
trzy grosze. Piractwo? Teoretycznie serwisy zakazują w swoich regulaminach
wgrywania nielegalnych plików - i nawet często je usuwają. W praktyce jednak
istnieją całe strony, poświęcone wyłącznie katalogowaniu pirackich kopii
seriali, filmów czy albumów muzycznych, zamieszczanych na podobnych do
Megaupload.com serwisach.
Megaupload.com i Megavideo.com to już
jednak melodia przeszłości. Dystrybucja nielegalnych kopii produktów? Fakt -
temu służyły oba serwisy. Ale czy twórcy serwisów byli piratami? Nie. W
regulaminie jak byk stało, by nielegalnych plików w serwisie nie zamieszczać. A
nie sposób przecież kontrolować użytkowników w czasie rzeczywistym. Kto zresztą
tak robi? YouTube? Google Video? Wolne żarty - co i rusz widzimy we wspomnianych
serwisach komunikaty o usunięciu danego pliku w związku z napływającymi do
administratorów skargami od posiadaczy praw autorskich do danego nagrania.
Serwisy regularnie wyłapują piratów, usuwają ich pliki i blokują konta. Podobnie
czynili moderatorzy Megaupload.com. Jak się jednak okazuje Google'owi wolno
więcej.
Czy twórcy umiłowanych przez piratów stron byli świadomi, że
ich "dzieci" służą przede wszystkim wymianie nielegalnych plików?
Oczywiście, że tak. Sami jednak piractwa komputerowego nie uprawiali, plików nie
zamieszczali, do zamieszczania pirackich plików nie zachęcali, a w regulaminie
serwisu wyraźnie tego zakazywali. Dlaczego więc serwis zamknięto - a YouTube
trwa i trwa mać? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami. Sami musicie też
odpowiedzieć sobie na pytanie w jaki sposób straty właścicieli praw autorskich
oszacowano na prawie miliard dolarów? Strata oznacza tu eliminację zysków
potencjalnych (!), które właściciele praw autorskich osiągnęliby, gdyby nie
nielegalna wymiana ich dziełami. Ale czy rzeczywiście każdy użytkownik, który
korzystał z Megaupload.com, pozbawiony swojego ulubionego serwisu pobiegłby z
walizką dolarów do legalnych dystrybutorów?
Czy zamknięcie
Megaupload.com i Megavideo.com będzie poważnym ciosem dla pirackiego światka?
Oczywiście, że nie. Lada dzień luki po obu serwisach zapełnią tuziny nowych
stron internetowych. W sieci istnieją setki serwisów hostingowych. Dziś zniknęły
dwa takie serwisy. A jutro internet znów zaroi się od pirackich plików. FBI
będzie miało zajęcie do końca świata i o jeden dzień dłużej.