Kilka lat temu media delektowały się zdjęciami, nagraniami i wywiadami z rodziną polskiego Josepha Fritza z Podlaskiego. Sprawa była obrzydliwa, tak jak tylko może być obrzydliwe pomieszanie pedofilii z kazirodztwem i przemocą. A jednak media czuły się zobowiązane, by rozłożyć całą rzecz na czynniki pierwsze, omówić i naświetlić ze wszystkich stron. Tak jak teraz czują się zobowiązane udostępniać czas antenowy Rutkowskiemu ponieważ, jak to określiła na Twitterze dziennikarka TVN24, Anna Kalczyńska, "Rutkowski, kontrowersyjny showman, brutalny i szczery. Przedstawia swoja wersje. To jest życie". A skoro „to jest życie", to osią programów telewizji informacyjnych stały się sceny z tragedii rodziny i dziecka. I tak doczekaliśmy się elektronicznych tabloidów24.
REKLAMA
To, że media dostają amoku słysząc o historii z trupem w tle, doskonale rozumie Rutkowski, który z przyznania się matki Madzi do nieumyślnego spowodowania śmierci córki, zrobił telewizyjny show. Rutkowski mógł zrobić wszystko dyskretnie i profesjonalnie – on wolał jednak przesłuchiwać 22-latkę pod czujnym okiem kamery, dzięki czemu dramatycznej spowiedzi kobiety mogła wysłuchać cała Polska (taśma najpierw trafiła do mediów, a dopiero potem otrzymała ją policja). Media takiej gratki przepuścić nie mogły – bo czymże jest dobro jednej rodziny, wobec możliwości dostarczenia krwistego newsa milionom widzów/słuchaczy/czytelników. Zwłaszcza, że miliony zadowolonych widzów/słuchaczy/czytelników przekładają się na miliony złotych od zadowolonych reklamodawców.
Policja i prokuratura też nie są bez winy w całej sprawie – funkcjonariusze pozwolili, aby Rutkowski miał swobodny dostęp do rodziny Madzi, nie przestrzegając jej przed jego prowokacjami. Policja i prokuratura nie potrafiły też – mimo zaangażowania w sprawę dziesiątków, a może setek policjantów, psychologów, kryminologów i innych fachowców – rozwikłać tej, jak się okazało niezbyt skomplikowanej sprawy - na czym skorzystał celebryta Rutkowski. Nie powinno być bowiem tak, że to samozwańczy szeryf - a nie policjant czy prokurator – uzyskuje od podejrzanej decydujące o dalszym biegu sprawy zeznanie. Tymczasem opłacane przez podatników służby pozwoliły Rutkowskiemu wystąpić nie tylko w roli detektywa, ale również prokuratora i sędziego. Nie tak powinno to wyglądać w państwie prawa – jakim powinna być III RP.
Reasumując: Rutkowski wygrał – my wszyscy przegraliśmy.
Rutkowski wygrywa – my przegrywamy
2012-02-06 14:27
Kilka lat temu media delektowały się zdjęciami,
nagraniami i wywiadami z rodziną polskiego Josepha Fritza z Podlaskiego. Sprawa
była obrzydliwa, tak jak tylko może być obrzydliwe pomieszanie pedofilii z
kazirodztwem i przemocą. A jednak media czuły się zobowiązane, by rozłożyć całą
rzecz na czynniki pierwsze, omówić i naświetlić ze wszystkich stron. Tak jak
teraz czują się zobowiązane udostępniać czas antenowy Rutkowskiemu ponieważ, jak
to określiła na Twitterze dziennikarka TVN24, Anna Kalczyńska, "Rutkowski,
kontrowersyjny showman, brutalny i szczery. Przedstawia swoja wersje. To jest
życie". A skoro „to jest życie", to osią programów telewizji
informacyjnych stały się sceny z tragedii rodziny i dziecka. I tak doczekaliśmy
się elektronicznych tabloidów24.
To, że media dostają amoku słysząc
o historii z trupem w tle, doskonale rozumie Rutkowski, który z przyznania się
matki Madzi do nieumyślnego spowodowania śmierci córki, zrobił telewizyjny show.
Rutkowski mógł zrobić wszystko dyskretnie i profesjonalnie – on wolał
jednak przesłuchiwać 22-latkę pod czujnym okiem kamery, dzięki czemu
dramatycznej spowiedzi kobiety mogła wysłuchać cała Polska (taśma najpierw
trafiła do mediów, a dopiero potem otrzymała ją policja). Media takiej gratki
przepuścić nie mogły – bo czymże jest dobro jednej rodziny, wobec
możliwości dostarczenia krwistego newsa milionom widzów/słuchaczy/czytelników.
Zwłaszcza, że miliony zadowolonych widzów/słuchaczy/czytelników przekładają się
na miliony złotych od zadowolonych reklamodawców.
Policja i
prokuratura też nie są bez winy w całej sprawie – funkcjonariusze
pozwolili, aby Rutkowski miał swobodny dostęp do rodziny Madzi, nie
przestrzegając jej przed jego prowokacjami. Policja i prokuratura nie potrafiły
też – mimo zaangażowania w sprawę dziesiątków, a może setek policjantów,
psychologów, kryminologów i innych fachowców – rozwikłać tej, jak się
okazało niezbyt skomplikowanej sprawy - na czym skorzystał celebryta Rutkowski.
Nie powinno być bowiem tak, że to samozwańczy szeryf - a nie policjant czy
prokurator – uzyskuje od podejrzanej decydujące o dalszym biegu sprawy
zeznanie. Tymczasem opłacane przez podatników służby pozwoliły Rutkowskiemu
wystąpić nie tylko w roli detektywa, ale również prokuratora i sędziego. Nie tak
powinno to wyglądać w państwie prawa – jakim powinna być III RP.
Reasumując: Rutkowski wygrał – my wszyscy przegraliśmy.