Grecja: jaka kosztowna katastrofa

Grecja: jaka kosztowna katastrofa

Dodano:   /  Zmieniono: 
UE zdecydowała, że przeznaczy na ratowanie Grecji kolejne dziesiątki miliardów euro. Łączna wartość pomocy UE i MFW dla Aten wynosi dziś 230 miliardów euro. Może się jednak okazać, że nawet pół biliona euro to za mało, by reanimować finansowego trupa, jakim jest dziś Grecja.
Nie oszukujmy się - Grecja zbankrutowała już dawno. Fakt, że nawet prywatni wierzyciele, którzy byli na tyle naiwni, aby kupować obligacje emitowane przez Ateny, godzą się na to, że Grecja nigdy nie odda im ponad połowy pożyczonych pieniędzy - to koronny dowód na to, że Grecja, mimo finansowej kroplówki zaaplikowanej jej przez UE, jest niewypłacalna. Wszyscy robią jednak wszystko, by broń Boże nie użyć słowa "bankructwo" - i nie chodzi tu wcale o to, że Niemcy czy Francuzi zapałali gwałtowną miłością do greckiej kultury i nie wyobrażają sobie UE bez Hellady. Wręcz przeciwnie - Berlin i Paryż muszą pluć sobie w brodę, że w przeszłości wpuścili biednych sąsiadów z Południa do swojego ekskluzywnego klubu. Gdyby bowiem Grecja nie należała do strefy euro - to pewnie już dawno by zbankrutowała i zaczynałaby wszystko od nowa. Skoro jednak Grecja w strefie euro jest - to trzeba jej aplikować kolejne kuracje, bo od kichnięcia Grecji może zarazić się Hiszpania, Portugalia lub, nie daj Boże, Włochy - a choroba tych ostatnich skończy się dla nas wszystkich solidnym zapaleniem płuc.

Problem polega jednak na tym, że leczenie Greków może okazać się znacznie kosztowniejsze niż pozostawienie Aten samym sobie. 110 miliardów przekazanych temu krajowi w ramach pierwszego planu pomocowego pozwoliło Grekom przetrwać niecałe dwa lata. Na ile starczy im kolejne 130 miliardów euro? Co potem? Do trzech razy sztuka? Do czterech? Do pięciu? Grecy już dziś mają dość wyrzeczeń - a przecież UE i MFW karzą im jeszcze mocniej zaciskać pasa, bo zaczynają rozumieć, że w greckiej studni bez dna mogą utopić wszystko co mają - a i tak okaże się, że to za mało. Bo Grecy muszą zacząć od podstaw: na początek mogliby np. zrozumieć związek między niepłaceniem przez siebie podatków i rozbudowanym do granic absurdu socjalem, a krytyczną sytuacją ich kraju. Żeby jednak to zrozumieć - musieliby najpierw poczuć pod stopami dno. A nie poczują go, dopóki UE stara się amortyzować upadek Aten stosami banknotów euro. Zwłaszcza, że nawet niemiecki skarbiec ma jakieś dno, które prędzej czy później zaprezentuje się w pełnej krasie. Co wtedy?

Bankructwo Grecji z całą pewnością wstrząśnie strefą euro. Ale uporczywe odwlekanie w czasie tego bankructwa może strefę euro i całą UE zniszczyć. 

O kłopotach Grecji czytaj więcej na Wprost.pl:

 

Do dwóch razy sztuka? Grecja (na razie) nie zbankrutuje

 

Eurogrupa pomoże Grecji. Da jej 130 miliardów euro

Rostowski: Grecja nie zbankrutuje? To bardzo dobra wiadomość

 

Barroso: wierzymy w sukces Grecji. Inaczej byśmy jej nie pomogli

 

Pomoc dla Grecji to kupowanie czasu dla strefy euro

Piskorski: Grecja się zrujnowała - niech opuści strefę euro

Grecja wymienia obligacje - wierzyciele stracą miliardy euro