- Mój honor, moja sprawa. Honor posiadam, ale nie zamierzam o tym przekonywać - oświadczyła marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która odpowiedziała w ten sposób na apel Roberta Biedronia z Ruchu Palikota, który stwierdził, że "jeśli Ewa Kopacz ma odrobinę honoru", powinna złożyć rezygnację.
Wystąpienie Biedronia było efektem publikacji "Gazety Wyborczej", która opisała mechanizm nazywany sejmową "niszczarką". Dziennik ujawnił, że Ewa Kopacz odsyła niewygodne dla PO projekty ustaw obyczajowych z prośbą o opinię do komisji ustawodawczej - a ta opiniuje je negatywnie, w związku z czym pod obrady Sejmu nie trafił m.in. projekt ustawy o związkach partnerskich.Kopacz zapewniła, że taka sejmowa "niszczarka" nie istnieje - Ruch Palikota chce ją jedna odwołać ze stanowiska za blokowanie inicjatyw ustawodawczych opozycji.
Kopacz tłumaczyła, że komisja ustawodawcza "odpowiada na pytania zadane przez Prezydium Sejmu". - Tylko opiniuje projekty w zakresie, w jakim prosi o to Prezydium. Prawnicy oceniają każdy projekt, który wpływa do laski marszałkowskiej, bo ludzie w Prezydium nie są zazwyczaj prawnikami - przekonywała (według informacji "Gazety" również połowa członków komisji ustawodawczej nie ma wykształcenia prawniczego - przyp. red.).
Marszałek Sejmu zapowiedziała jednocześnie, że Biedroń za swój apel o jej odwołanie trafi przed komisję etyki poselskiej. Oburzenie Kopacz wywołał język jakiego używał poseł, który mówił m.in. że "Sejm to burdel", a "marszałek Kopacz kopie demokrację po tyłku". - To język radykalny, niegrzeczny, nieparlamentarny - podkreśliła marszałek Sejmu.
TVN24, arb
Kopacz tłumaczyła, że komisja ustawodawcza "odpowiada na pytania zadane przez Prezydium Sejmu". - Tylko opiniuje projekty w zakresie, w jakim prosi o to Prezydium. Prawnicy oceniają każdy projekt, który wpływa do laski marszałkowskiej, bo ludzie w Prezydium nie są zazwyczaj prawnikami - przekonywała (według informacji "Gazety" również połowa członków komisji ustawodawczej nie ma wykształcenia prawniczego - przyp. red.).
Marszałek Sejmu zapowiedziała jednocześnie, że Biedroń za swój apel o jej odwołanie trafi przed komisję etyki poselskiej. Oburzenie Kopacz wywołał język jakiego używał poseł, który mówił m.in. że "Sejm to burdel", a "marszałek Kopacz kopie demokrację po tyłku". - To język radykalny, niegrzeczny, nieparlamentarny - podkreśliła marszałek Sejmu.
TVN24, arb
