Premier cały dzień odpowiadał tylko na pytania Ziobry. Pozostali
członkowie komisji, którzy jeszcze nie pytali premiera,
prawdopodobnie będą mieli taką szansę dopiero w czerwcu po
referendum unijnym. Według szefa komisji Tomasza Nałęcza (UP), to
najbardziej prawdopodobny termin dalszego przesłuchania Millera.
Do najostrzejszej wymiany zdań doszło pod koniec przesłuchania.
Ziobro zapytał o zabójstwo gen. Marka Papały i "rozpoznanego jako
zleceniodawcę" Edwarda M. Powołał się na doniesienia prasowe, że
Edward M. został wypuszczony na wolność "na polecenie +z góry+,
mimo że został wcześniej zatrzymany. "Zakazano prokuratorowi
przedstawić zarzut. Media podnoszą ten fakt w tym kontekście, że
pan Edward M. jest osobą, którą zna pan i jest osobą, która też
porusza się ponoć w kręgach bliskich SLD" - powiedział Ziobro.
Zapytał, czy Miller zna tę sprawę i czy próbował ją wyjaśniać.
Przewodniczący komisji Tomasz Nałęcz (UP) uchylił pytanie, jako
nie wiążące się ze sprawą Rywina, ale Miller odniósł się do
wypowiedzi Ziobry. "Pan generał Papała był moim przyjacielem i mam
do tej sprawy szalenie emocjonalny stosunek. Był moim
przyjacielem, był moim kolegą, razem pracowaliśmy, zachowałem go
we wdzięcznej pamięci, znam dobrze jego rodzinę, jego żonę, jego
córkę" - powiedział premier.
"Nie ma być może człowieka bardziej zainteresowanego ode mnie,
żeby schwytać morderców, czy mordercę generała Papały i postawić
go przed sądem. Jeżeli słucham czegoś takiego, to mam jedno słowo
by określić postępowanie pana posła Ziobro. Tym słowem jest
podłość" - powiedział premier.
Ziobro określił to jako inwektywę. "Ja rozumiem, że dociekanie
prawdy bywa czasem przykre i bolesne" - podkreślił.
"Pan jest zerem" - zareagował premier.
Wcześniej Miller tłumaczył, że nie zastanawiał się, czy
propozycja Rywina miała miejsce. Dodał, że Rywin użył
sformułowania, że notatka Wandy Rapaczyńskiej jest spreparowana.
Zeznał także, że 26 czerwca ub.r. został zawarty kompromis z
nadawcami i rozpoczęto prace, aby ustalenia tego kompromisu
przełożyć na język autopoprawki. Powiedział także, że nie wie,
kiedy Aleksandra Jakubowska podjęła decyzję o złagodzeniu
przepisów antykoncentracyjnych.
Miller powiedział, że - według tego jak pamięta przebieg rozmów z
prezydentem - Aleksander Kwaśniewski sugerował mu możliwości
skierowania sprawy Rywina do prokuratury już po rozmowach premiera
z szefem ABW i ministrem sprawiedliwości, czyli w drugiej połowie
października 2002 r.
"Skuteczne zawiadomienie prokuratury musiałoby się wiązać z tym,
że mam absolutne przekonanie, iż ta sytuacja, o której uzyskałem
wiedzę, jest wiarygodna, nie mogę jej w żadnym wypadku podważyć.
Tymczasem było dokładnie inaczej" - powiedział premier.
Ziobro pytał premiera, czy posiada on wiedzę, kiedy Agora
dowiedziała się, że próg udziału wydawców w rynku dzienników,
pozwalający na kupno ogólnopolskiej telewizji, został zmieniony z
20 proc. na 30 proc. "Zdaje się, że to było 18 lipca, kiedy pani
minister Jakubowska na spotkaniu z sejmową komisją kultury o tym
powiedziała" - odpowiedział premier.
Poseł PiS przytoczył wypowiedź szefa ZPR Zbigniewa Benbenka,
który miał powiedzieć, że "jeśli chodzi o sprawy koncentracji
kapitału, to wreszcie zaczyna się myśleć kategoriami udziału w
rynku, natomiast otwarte pozostanie pytanie, czy limit 20 proc.
nie jest zbyt restrykcyjny". Poseł powiedział, że wypowiedź ta
wskazuje na to, że "co najmniej 5 lipca, kiedy ona była
formułowana, decyzji, czy też kompromisu, co do owych limitów 20
lub 30 proc. nie było".
"Z tego wynika, panie premierze, że Lew Rywin 15 lipca, kiedy
udawał się do Agory z propozycją korupcyjną, mógł zakładać
zasadnie, że Agora nie posiada informacji, iż w tej konkretnej
sprawie stanowisko rządu uległo zmianie" - powiedział poseł.
"Być może Adam Michnik nie miał tej wiedzy, którą ja
dysponowałem" - tak Miller wytłumaczył fakt, że redaktor naczelny
"Gazety Wyborczej" uczynił "wyłom w swoich życiowych zasadach",
nagrywając korupcyjną propozycję Rywina, która według premiera
była tylko niedorzecznością i absurdem.
Premier powtórzył, że absolutnie niewiarygodna była dla niego
sama propozycja Rywina. "Uznałem, że jest niemożliwe, iż za
propozycją Rywina kryje się prawda. Byłem pewien, że Lew Rywin
kłamie, jeżeli zwracał się z taką propozycją. To było dla mnie
najważniejsze" - podkreślił.
"Czy pana zdaniem - jak pan wielokrotnie określa - całkowicie
absurdalna, niedorzeczna, niewiarygodna sprawa mogłaby tak bardzo
angażować inne, poważne osoby od drugiej połowy lipca: pana
Niemczyckiego, panią Rapaczyńską, panią Łuczywo?" - zapytał poseł.
"Pan wymienił tylko kilka osób, ale przecież grono tych osób było
znacznie poważniejsze, i zapewne fakt, że nikt z nich nie reagował
doniesieniem do prokuratora, mogłoby o tym świadczyć. Także pana
polityczny szef, pan Kaczyński, był dokładnie o wszystkim
poinformowany" - odparł Miller.
"Myślę, że pan Kaczyński wiedział dokładnie wszystko, łącznie z
treścią nagrania - odpowiedział premier. - Zakładam, że pan Adam
Michnik informując te 300 osób, również pana Kaczyńskiego
informował dość dokładnie jak się sprawy mają" - dodał.
Miller oświadczył także, że "cała sprawa jest traktowana przez
część grup politycznych jako dobra okazja do politycznego ataku na
SLD i do politycznego ataku" na niego samego. "Myślę, że celem
tych grup jest doprowadzenie do w miarę trwałego zniesławienia
SLD. Sądząc z rozmaitych wypowiedzi, także i pana, ten cel jest
dla mnie oczywisty" - powiedział premier, zwracając się do Ziobry
.
Obowiązkiem premiera tłumaczył Miller swoją obecność na premierze
"Pianisty" i powitanie z Rywinem, po tym, jak został przez niego
pomówiony. "Są takie sytuacje, iż niezależnie od tego, co się
myśli, to po prostu trzeba wykonać stosowny gest" - podkreślił.
Premier nie sądzi, by to powitanie było wylewne.
Premier kilkakrotnie kierował pod adresem Ziobry złośliwe uwagi.
"Proszę nie rozciągać swoich przyzwyczajeń na moją osobę" -
odpowiedział Ziobrze na pytanie, czy nie zwykł nagrywać rozmów
które prowadzi prywatnie.
Przyszedłem, aby składać zeznania, a nie słuchać politycznych
oświadczeń - tak z kolei Miller zareagował na pytania Ziobry o
skuteczność przepisów zakazujących nielegalnego finansowania
partii. Dociekania te wywołały kolejne napięcia podczas
przesłuchania. Po kolejnych pytaniach w tej sprawie Miller dał w
odpowiedzi posłowi - jak to określił - "koleżeńską radę", by on
sam "nie starał się doprowadzać własnych pytań do absurdu".
Odnosząc się do pytania posła PiS dotyczącego powodów, dla
których nie przekazał on dobrowolnie billingów oświadczył, że
Ziobro "nie jest dla niego partnerem w tej sprawie".
Ziobro dociekał, czy nieprzekazanie billingów nie stoi w
sprzeczności z wcześniejszymi deklaracjami Millera o gotowości do
ustalenia prawdy za pomocą wszelkich środków, które są w użyciu.
Miller wskazywał, że Ziobro "kilkakrotnie organizował konferencje
prasowe, razem z przedstawicielami kierownictwa swojej partii".
"Jak rozumiem, być może wykonując ich dyspozycje i angażując się
niepotrzebnie politycznie i angażując politycznie całą komisję" -
dodał. "To odpowiem, że pana apele w tej sprawie (billingów - PAP)
nie mają żadnego dla mnie większego znaczenia, bo pan nie jest
partnerem dla mnie w tej sprawie" - podkreślał premier.
"Cóż, widzę że pan przyjął za metodę obrażanie członków komisji,
którzy chcą akurat dociekać prawdy" - skomentował Ziobro.
Przypomniał, że za przekazaniem komisji billingów premiera był nie
tylko on, a decyzje w tej sprawie zablokowali w głosowaniu
posłowie koalicji rządzącej.
Szef komisji, który wielokrotnie musiał interweniować podczas
poniedziałkowych obrad, zaapelował o nierozwijanie już wątku
billingów, by pytania nie zawierały "dezawuowania decyzji komisji
podjętej w majestacie prawa".
"Jeśli pan poseł uznał za słuszne publiczne apelowanie do
poszczególnych osób o określone zachowania, to proszę się pogodzić
z takimi odpowiedziami jak jednej z osób wezwanych" - powiedział
Nałęcz.
Po kolejnym pytaniu Ziobry na ten sam temat, Nałęcz ponownie
interweniował mówiąc, że jego "sugestie o przynależności
partyjnej" członków komisji są nie na miejscu. "To nie jest
miejsce do uprawiania propagandy partyjnej" - oświadczył szef
komisji.
Ziobro konkludował: "czyli rozumiem, że pan premier odmawia
udzielenia mi odpowiedzi, czy w związku z dążeniem do ustalenia
prawdy - jak sam stwierdził - za pomocą wszelkich środków, ma coś
do ukrycia, jeśli nie chce przedstawić komisji billingów z własnej
woli".
Premier zaprzeczył, by nie chciał odpowiedzieć na pytanie. "Ja
odnoszę wrażenie, że pan poseł Ziobro ilekroć otwiera usta
odejmuje coś od sumy wiedzy komisji" - ripostował Miller.
Następne posiedzenie komisji - 10 maja.
sg, pap