Jak dowiedziało się radio RMF FM – komisarz wyborczy zarejestrował inicjatywę, jednak nie oznacza to, że referendum w Częstochowie to już pewnik – jej autorzy muszą teraz do połowy sierpnia zebrać ok. 16 tys. podpisów. Jeśli tak się stanie, dojdzie do głosowania, które zakończyć może się odwołaniem włodarza Krzysztofa Matyjaszczyka i całej rady miasta.
Rozgłośnia przypomniała, że prezydent w tym momencie ma zakaz wstępu do urzędu, a także nie może kontaktować się z pracownikami. Ma to związek z postępowaniem prokuratury, która zarzuciła mu korupcję.
Warto zaznaczyć, że Matyjaszczyk zgodził się na podawanie swoich pełnych danych w tej sprawie – o czym poinformowała redakcja radia. Na początku marca tego roku podkreślał, że „został pomówiony o popełnienie przestępstw”. „Jestem przekonany, że sprawa zostanie rozstrzygnięta na moją korzyść przed niezawisłymi sądami” – zaznaczał w poście na platformie Facebook. Później publikował też postanowienie Sądu Okręgowego w Katowicach, który nie wyraził zgody na jego tymczasowe aresztowanie.
Gorąca atmosfera w Częstochowie. Chcą odwołania prezydenta i rady miasta
W tym momencie Częstochową – w zastępstwie – zarządza wiceprezydent Zdzisław Wolski. Osoby, które domagają się przeprowadzenia w mieście referendum, zaznaczają jednak, że mieszkańcy… nie wybrali go. Chcą, by dano im możliwość zdecydować o tym, kto będzie pełnił funkcje prezydenta.
– Referendum ma być zabiegiem sanitarnym, skoro prezydent sam nie podał się do dymisji – mówił w środę (17 czerwca) Leszek Kulawik, rzecznik komitetu referendalnego (cytat za RMF24).
Inicjatorzy chcą także odwołania rady. Dlaczego? Ponieważ jej skład nie chciał zagłosować „za” uchwałą o referendum prezydenckim, co byłoby drogą na skróty – nie potrzebne byłyby podpisy, by je przeprowadzić. Ponadto – jak wyjaśniał Marcin Nocoń, pełnomocnik komitetu referendalnego – dwóm radnym postawiono zarzuty. Jeden z nich ma zakaz wstępu do siedziby UM w Częstochowie.
