Chrzanowski. który niedawno wyjechał wraz z całą rodziną do USA, w telefonicznej rozmowie zaprzeczył, by miał cokolwiek wspólnego ze sprawą śmierci Marka Karpia, co sugerowała sobotnia "Gazeta Wyborcza". Zaznaczył, że do chwili publikacji i informacji o śmierci, Marek Karp nie był mu znany. "Nie znałem go i nie wiedziałem kto to jest. Nigdy się nie zetknęliśmy" - powiedział. Zapowiedział, że będzie dochodził swoich praw przed sądem w USA. "Wystąpię na drogę sądową i to tu, gdzie teraz jestem. A sądy w Stanach poważnie traktują takie sprawy" - dodał.
Chrzanowski jest przyjacielem "wpływowej osoby z branży paliwowej" Roberta Gmyrka, dyrektora biura ds. biopaliw w Orlenie, wcześniej wysokiego rangą urzędnika i wiceministra rolnictwa", którego rosyjskie kontakty - według gazety - sprawdzał przed śmiercią Marek Karp, twórca ośrodka badającego kraje byłego ZSRR. Wiedza na ten temat mogła - zdaniem gazety - stać się przyczyną jego śmierci. Informacji o Gmyrku Karp nie zdążył już dalej przekazać, bo 12 sierpnia w Białej Podlaskiej w jego auto wjechał białoruski tir. Karp przeżył wypadek, ale zmarł w szpitalu miesiąc później. Kilka dni przed wypadkiem Karp mówił, że czuje się zagrożony i odwiedził ABW.
Po powrocie z wyjazdu do Azerbejdżanu Karp opowiadał, jak Gmyrek, wtedy wiceminister rolnictwa, interesował
się nie sprawami rolnymi, lecz handlem ropą i gazem. Według
dziennika, Gmyrek ma "dobre układy" z przedstawicielem handlowym
Federacji Rosyjskiej Nikołajem Zachmatowem, "szarą eminencją
rosyjskiej ambasady".
Gazeta sugerowała także za "Tygodnikiem Siedleckim", że wyjazd Chrzanowskiego do USA miał charakter ucieczki. "Poseł wyjechał nagle z Polski, wraz z całą rodziną, na dzień przed śmiercią Marka Karpia. Swój spory majątek przekazał bratu w zarządzanie. Dopiero po wylądowaniu w USA zrzekł się mandatu poselskiego. (...) Chrzanowski nikogo nie uprzedził. Zaskoczeni są zarówno koledzy politycy, jak i mieszkańcy Makowa, gdzie mieszkał. Nie dowierzają - pisała gazeta za "Tygodnikiem Siedleckim" - że ktoś, kto niczego się nie obawia,
może tak nagle wszystko porzucić".
"Artykuł bardzo mnie dotknął. Wyjechałem całkiem normalnie do
Stanów Zjednoczonych. Nie ukrywam się. Ja przecież byłem tu już
wcześniej, robiłem interesy w branży budowlanej. Nikomu żadnego
świństwa nie zrobiłem i pewnie dlatego podczas urlopu latem w
Stanach znajomi zaproponowali mi dobry kontrakt. Miałem dwa
tygodnie by podjąć decyzję i zdecydowałem się jechać"- tłumaczy Chrzanowski powody wyjazdu z Polski.
Podkreślił, że nie pracuje w branży biopaliw. "To prawda, że znam
się z Gmyrkiem, że jesteśmy dobrymi znajomymi, pewnie
przyjaciółmi. Dlatego nie wierzę - prawda, nikogo nie zna się do
końca - ale nie wierzę, by mogły być jakiekolwiek podstawy do
oskarżeń Roberta o spowodowanie śmierci kogokolwiek" - powiedział.
Chrzanowski, który w połowie września zrzekł się mandatu posła,
motywując to sprawami osobistymi, był już w 1989 roku w USA, gdzie prowadził firmę
budowlaną, działał też politycznie w środowisku polonijnym. Wrócił
do Polski w 1996 roku i wspólnie z bratem hodował trzodę chlewną i
prowadził 60 hektarowe gospodarstwo rolne niedaleko Makowa
Mazowieckiego.
W styczniu 1997 roku wstąpił do Stronnictwa Konserwatywno -
Ludowego, a w wyborach do Sejmu III kadencji (wrzesień 1997) został posłem z
listy Akcji Wyborczej Solidarność. Był w klubie SKL. Od maja 2000
r. był sekretarzem stanu w Ministerstwie Rolnictwa. We wrześniu
2001 r. został ponownie posłem.
em, pap