Czy Polki będą rodzić po ludzku

Czy Polki będą rodzić po ludzku

Matka z dzieckiem
Matka z dzieckiem / Źródło: Fotolia / Halfpoint
Kobiety boją się, że minister zdrowia odebrał im prawo do godnego porodu. Niektórzy lekarze przyznają im rację.

Podstawowe badania, wygodna pozycja, możliwość korzystania z wanny, intymność, realizacja indywidualnego planu, możliwość jedzenia i picia. Wreszcie prawo do znieczulenia, prawo do decyzji o nacięciu krocza, prawo do kontaktu z noworodkiem tuż po porodzie skóra do skóry, prawo do karmienia piersią. Na to wszystko, przynajmniej w teorii, mogą liczyć Polki podczas porodu. Ale ostatnio na przyszłe matki padł blady strach. – Gdy będziemy rodziły, nie dostaniemy nawet szklanki wody – grzmią nagłówki medialnych doniesień.

Wyłam, prawie mdlałam z bólu, a jedyne, co dostałam, to dwie tabletki rozkurczowe. Położne się śmiały: „Boli? Ma boleć”. Lekarz? Zajęty. „Nie drzeć się, tylko rodzić. Nikt ze skóry nie obdziera!”

Zamieszanie wywołał jeden podpis ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Chodzi o art. 22 ust. 5 znowelizowanej ustawy o działalności leczniczej, który zdejmuje z ministra zdrowia obowiązek określania standardów medycznych, czyli przede wszystkim standardów okołoporodowych. Powstały w efekcie wielu lat starań o godne warunki porodowe, a prace nad nimi zainicjował minister zdrowia w poprzednim rządzie PiS, prof. Zbigniew Religa. Jednak od 2018 r. minister zdrowia będzie mógł jedynie wydawać „standardy organizacyjne opieki zdrowotnej”. O reszcie będą decydowali ordynatorzy i lekarze, kierując się własnym uznaniem i doświadczeniem, a także miękkimi zaleceniami i sugestiami środowisk oraz towarzystw medycznych.

O takie zmiany w ustawie, które zdejmują z lekarzy prawny obowiązek przestrzegania punktów listy standardów, zabiegała Naczelna Rada Lekarska. Jej prezes Maciej Hamankiewicz wyrażał opinię, że dotychczasowy stan rzeczy „stanowi jaskrawe i nieuprawnione wkroczenie władzy ustawodawczej i administracyjnej w autonomiczny obszar nauki i wiedzy”. Jest przeciwko „sztywnym zapisom” standardów medycznych, bo „to może być niebezpieczne dla pacjentów, którzy często wymagają zindywidualizowanego podejścia”. Jednak zmiany, które cieszą lekarzy, oburzają społeczeństwo. „To wszystko cofa nas do ponurych lat opresyjnego położnictwa drugiej połowy XX w., pełnego przemocy, odhumanizowanej opieki i korupcji. To również przekreśla lata pracy nad poprawą warunków rodzenia zarówno naszej organizacji, jak i wielu innych środowisk, w tym także działań samego Ministerstwa Zdrowia i Departamentu Matki i Dziecka” – piszą aktywistki w komunikacie Fundacji Rodzić po Ludzku. – Komu przeszkadza to, że możemy pić, że możemy chodzić, że możemy wejść do wanny, że możemy przyjąć dogodną dla siebie pozycję, że możemy przeć w sposób spontaniczny? Dlaczego przeszkadza to, że matka chce karmić piersią, a nie sztucznym mlekiem, a dziecko jest w kontakcie skóra do skóry tuż po porodzie? – zastanawia się Joanna Pietrusiewicz, prezeska fundacji, która od 20 lat kontynuuje działania zainicjowane przez grupę dziennikarzy i działaczy społecznych podczas pierwszej akcji „Rodzić po ludzku”. Postawę NRL traktuje jako zamach na prawa pacjentek i kobiet w ogóle. – To rodzaj walki o wpływy nad kobietami. Być może wrócą czasy, kiedy kobiety były traktowane przedmiotowo, niegodnie, wręcz barbarzyńsko – kwituje. Jest rozżalona, bo nikt z ministerstwa nie skonsultował tej decyzji z żadnym środowiskiem zaangażowanym w opiekę okołoporodową. Nikt nie dyskutował też z Naczelną Radą Pielęgniarek i Położnych. Gorzej, zdaniem Pietrusiewicz, nowelizację wręcz utajono. Gdy w ministerstwie trwały dyskusje, co jeszcze usprawnić, jak ulepszyć standardy, minister (lekarz) bez słowa zrobił coś przeciwnego.

Ministerstwo odpowiada, że wyda nowe rozporządzenie dotyczące standardów opieki okołoporodowej. Zmieni się jednak ich forma i zostaną poddane ponownym konsultacjom. Na nowe wytyczne trzeba jednak poczekać. Tymczasem bez rozporządzenia standardy nie będą już miały rangi obowiązującego prawa, więc ich przestrzeganie będzie zależało od widzimisię ordynatora, a rodząca nie będzie się już mogła powołać na przepisy. I choć kobieta będzie mogła zgłosić błędy lekarzy czy złe traktowanie personelu do izby lekarskiej lub izb pielęgniarek i położnych, do prokuratury czy w końcu do sądu z powództwa cywilnego, Pietrusiewicz ostrzega: – Dużo ciężej będzie udowodnić lekarzom błąd w sztuce, bo kobieta znowu będzie traktowana jak przedmiot, a nie jak podmiot. A biegli, od których będzie zależała opinia, i tak rzadko stają po stronie pacjenta.

Trafiłam na nocną zmianę. Był tylko jeden anestezjolog, a właśnie trwała operacja, więc nie miał mi kto podać znieczulenia. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Poczułam nacięcie i zimny dotyk narzędzia. Zdrętwiałam. Wtedy lekarz uwalił mi się na brzuchu i wypychał dziecko na siłę. Potem główkę dziecka chwycono kleszczami. Nie wyraziłam zgody na żadne z tych działań

Dziś, choć standardy nadal jeszcze obowiązują, znaczna część szpitali i oddziałów położniczych i tak ma problemy z ich przestrzeganiem. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli powstałego latem ubiegłego roku wynika, że w żadnym ze skontrolowanych oddziałów nie przestrzegano wszystkich standardów opieki okołoporodowej. W 16 szpitalach na 29 badanych sale porodowe i gabinety badań zorganizowano w sposób, który nie gwarantował pacjentkom prawa do intymności. Działały tam wielostanowiskowe sale porodowe, rozdzielane jedynie parawanami. Niewiele lepiej zorganizowane były także sale poporodowe.

W przeszło połowie zbadanych oddziałów położniczych matki mogły co prawda przebywać na salach poporodowych razem z dziećmi, jednak w aż siedmiu szpitalach wszystkie sale były przeznaczone dla więcej niż dwóch matek. W skrajnych przypadkach sale były pięcio-, a nawet siedmiołóżkowe. Palącym problemem całej służby zdrowia jest deficyt kadrowy. Brakuje lekarzy anestezjologów, ale też położnych i pielęgniarek. Według NIK wprawdzie w większości skontrolowanych oddziałów zatrudniono wymaganą przez NFZ liczbę personelu medycznego, jednak w praktyce obsada kadrowa była niewystarczająca w stosunku do potrzeb. W 22 skontrolowanych szpitalach podczas dyżuru był tylko jeden anestezjolog, który był przypisany do udzielania świadczeń na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii lub bloku operacyjnym. Z tego powodu aż w 20 (z 24 skontrolowanych) zakładach opieki zdrowotnej nie stosowano znieczuleń zewnątrz­oponowych przy porodach siłami natury, choć do tego ma prawo każda rodząca. Zbyt często, w porównaniu ze standardami europejskimi, wykonuje się także nacięcie krocza, choć pacjentka ma prawo na nie się nie zgodzić. Tak się dzieje w 57 proc. porodów fizjologicznych. Dla przykładu w Szwecji wykonuje się je tylko u 9 proc. pacjentek, w Wielkiej Brytanii i Danii 12 proc. Według ministra zdrowia największym problemem przy porodach jest zwiększająca się liczba cesarskich cięć. Pod tym względem Polska znajduje się w czołówce państw europejskich. Według danych Instytutu Matki i Dziecka opartych na danych Światowej Organizacji Zdrowia wskaźnik cesarskich cięć w Polsce w 2014 r. wynosił 42 proc. i był jednym z najwyższych w Europie. Znacznie powyżej średniej, która wynosi 25 proc. Jednocześnie najwięcej błędów medycznych popełnionych przez lekarzy dotyczy właśnie porodów, w tym nieprzeprowadzonych lub zbyt późno przeprowadzonych cesarskich cięć, wskutek czego ucierpiał noworodek. – Sytuacja rodzących Polek polepszyła się od czasu wprowadzenia standardów okołoporodowych, ale do ideału wciąż nam jeszcze daleko. Aż strach pomyśleć, co będzie, jeśli standardy przestaną obowiązywać – obawia się Pietrusiewicz.

Mnie straszyła mama, że to strasznie boli, ale nastawiałam się pozytywnie. Zacisnęłam zęby i cała akcja trwała dwie godziny. Przy drugim synu bałam się bardziej. Było szybciej, bo godzina, i po strachu. Szybko przystawiono mi dziecko do piersi. Wszyscy byli mili – Głównym celem stworzenia systemu trójstopniowej opieki okołoporodowej było podniesienie jakości opieki nad matką i dzieckiem w okresie ciąży na terenie całego kraju. Standardy jasno określają zasady postępowania w ciąży prawidłowej i w ciąży powikłanej. Wytyczają minimum postępowania diagnostycznego, tj. zestaw badań, jakie należy wykonać w czasie kolejnych wizyt kontrolnych u każdej ciężarnej. Ich wyniki umożliwiają szybkie wykrycie nieprawidłowości. Realizowana jest zasada – wczesne rozpoznanie patologii to większa szansa na jej wyleczenie lub ograniczenie – tłumaczy prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii, który kierował pracami nad stworzeniem standardów około­porodowych. Jego zdaniem to dzięki wprowadzeniu standardów w ciągu 12 lat współczynnik umieralności okołoporodowej noworodków zmniejszył się w Polsce o 53,4 proc. – Obecne zapisy są dobre – wtóruje prof. Bronisława Pietrzak z zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. – Standardy porządkują wiedzę i najnowsze założenia medyczne, ujednolicają praktykę, dając pacjentkom poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Te, przychodząc na poród, wiedzą, czego mogą się spodziewać i czego mogą wymagać – tłumaczy prof. Pietrzak. Nie wyobraża sobie, żeby standardy porodowe, do których wszyscy zdarzyli się przyzwyczaić i je zaakceptować, przestały nagle obowiązywać. Z kolei prof. Romuald Dębski ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie, choć słynie z tego, że w wielu kwestiach nie zgadza się z linią proponowaną przez obecnego ministra zdrowia, tym razem cieszy się z takiej decyzji. 

– Proszę sobie wyobrazić, że minister kultury dyktuje dziennikarzom punkt po punkcie, jak trzeba przeprowadzać każdy wywiad. Tak samo ograniczony czuje się lekarz, któremu urzędnik czy polityk wytycza jego zdaniem jedyny słuszny scenariusz porodu – tłumaczy ginekolog. Jego zdaniem od oceny i wytycznych standardów są czynni zawodowo lekarze i towarzystwa medyczne, a nie minister. Na obawy obniżenia jakości porodów odpowiada: – Jako lekarz mam tylko jeden cel – pacjentka ma urodzić i wrócić do domu zdrowa, ze zdrowym dzieckiem. I to ja zdecyduję, jaki przebieg porodu będzie w danym przypadku konieczny i najbezpieczniejszy. Jeśli pacjentka ma wizję własnego porodu, która nie pokrywa się z wizją lekarza – ma wybór. Może znaleźć szpital, w którym zaakceptują jej wymagania. Prof. Dębski nie boi się powrotu do czasów, w których głos i komfort pacjentki był ignorowany. – Nikt przecież nie będzie rodzącej przywiązywał do łóżka. Medycyna osiągnęła postęp, zmieniły się też warunki. Kiedyś rodząca nie mogła wybrać pozycji porodu, bo nie było łóżek do tego przystosowanych, a teraz są. Kiedyś nie mogła rodzić w wannie, w intymnej sali porodowej, bo sale szpitalne nie były przystosowane i wanien nie było. Teraz są. Nie, nie grozi nam ciemnogród – uspokaja. Zdaniem prof. Krzysztofa Czajkowskiego, kierownika II Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, cała akcja to nic więcej jak tylko histeria medialna. – Jeśli się uważnie posłucha ministra, to nie ma mowy o tym, że ministerstwo wycofa się z zaleceń. Po prostu zostanie zmieniona forma standardów okołoporodowych. To wcale nie znaczy, że od teraz w szpitalach będzie panowała wolnoamerykanka i hulaj dusza! Chociażby dlatego, że każdy lekarz ma obowiązek wykonywać zawód, opierając się na najnowszej wiedzy medycznej, a standardy okołoporodowe to nurt światowy. I tylko w Polsce były regulowane odgórnie przez ministra – tłumaczy. Na wszelki wypadek proponuje jednak wprowadzić mechanizmy kontrolne. – Ale nie interwencyjne, wtedy, gdy już dojdzie do niepożądanego zdarzenia, lecz prewencyjne – tłumaczy. Na temat konfliktu oficjalnie milczy personel średni, chociaż akurat przy porodach fizjologicznych to praca położnych jest kluczowa dla bezpieczeństwa i komfortu przyszłej mamy i noworodka.

– Boimy się, że gdy standardy przestaną obowiązywać, praca położnych będzie ograniczona do podłączenia KTG (zapis rytmu serca dziecka – red.) i posprzątania sali po porodzie. Lekarze być może wykorzystają sytuację, aby zepchnąć nas na margines – tłumaczy oddziałowa patologii ciąży z jednego ze szpitali w woj. mazowieckim. Za nic nie poda nazwiska. Boi się. Anonimowa chce pozostać też położna z Warszawy z 30-letnim stażem, przeszkolona na kursach „Rodzić po ludzku”. – Zawsze wszystko zależało od ordynatora. Jak szef był mądry, nie potrzeba było standardów, aby porody przebiegały sprawnie, godnie i bezpiecznie. Jeśli zespołem dowodzi konował, żadne standardy nie pomogą – tłumaczy. Jej zdaniem, aby poród przebiegał pomyślnie, potrzebna jest współpraca między lekarzem, położną a pacjentką. Tyle że często nie po stronie medyków, ale rodzących nie ma woli porozumienia, a postawa pacjentek przybiera ton roszczeniowy.

Najgorsze są położne. Grube wiedźmy, nawet rąk nie myją, jak przewijają noworodki. Jedna była strasznie wulgarna. Krzyczała, żebym nie marudziła, tylko zebrała siły i parła. Bezczelna

– Żyjemy w czasach, gdy wszystko ma być szybkie, wygodne i bezbolesne. I z takim założeniem kobiety przychodzą na poród. Myślą, że będzie jak z reklamy: ona wypoczęta trzyma przy piersi różowiutkiego dzidziusia, laktacja płynie strumieniem i kapią łezki szczęścia. W tle kojąca muzyka – ironizuje położna. – Z jakiegoś powodu ewolucja w XXI w. nie wyposażyła kobiet w suwaki na kroczu. Poród, jeśli wszystko idzie bez powikłań, rządzi się swoimi prawami i swoim tempem. To nie jest maraton ani kolejny projekt korporacyjny – tłumaczy. Jak podkreśla, jakości porodu nie mierzy się standardami, bólem, medykamentami czy nacięciem krocza. Każdy poród, kiedy na świat przychodzi żywe, zdrowe dziecko, a matka nie ma zdrowotnych powikłań, jest porodem udanym.

Fragmenty pochodzą z forów i blogów o tematyce porodu i parentingu

Okładka tygodnika WPROST: 4/2017
Więcej możesz przeczytać w 4/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także