Królowie Zakopanego

Królowie Zakopanego

Krupówki w Zakopanem (fot. Jakub Jura)
Jeden ze świniarza stał się znanym restauratorem. Drugi zaczynał od budki z piwem pod stokiem, a dziś ma jeden z największych stoków narciarskich w Polsce. To oni trzęsą stolicą polskich Tatr i szykują się na rekordowy sezon.

Kiedy 12 lat temu „Wprost” pisał o biznesach na Krupówkach, roczny koszt wynajmu jednego metra kwadratowego na zakopiańskim deptaku wynosił 400 dolarów. Dzisiaj sięga nawet 900 dolarów. Gdyby tak międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield uwzględniła Krupówki na swojej liście najdroższych ulic Polski, uplasowałyby się one na drugim miejscu, tuż za najwyżej wycenianą ulicą w Polsce, czyli warszawskim Nowym Światem. Z mody na Zakopane żyje ponad 4 tys. zarejestrowanych tam przedsiębiorców. Ale fortuny dorobiło się tylko kilku. I to oni trzęsą dzisiaj stolicą polskich Tatr.

Most do fortuny

– W tym roku mamy prawie idealną zimę. Jest śnieg i lekki mróz. – mówi na wstępie Andrzej Gut-Mostowy. Były poseł PO i szef sejmowej komisji turystyki, który przez lata brylował w rankingach najbogatszych parlamentarzystów. Pytam go, czego brakuje, żeby ta zima jednak była idealna. – Byłoby jeszcze lepiej, gdyby śnieg był tylko na Podhalu, a nie w całej Polsce. Wtedy turyści mieliby większą motywację, żeby przyjechać właśnie do nas – odpowiada szczerze. I pewnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby taki turysta zatrzymał się w Hotelu Sabała. Gut-Mostowy kupił go jeszcze w latach 90. razem ze swoim wspólnikiem Markiem Furmanem. Wtedy to była ruina z przeciekającym dachem. Dzisiaj – trzygwiazdkowy hotel na 100 miejsc. W Zakopanem prowadzi też Karczmę Przy Młynie, jest właścicielem dwóch kamienic przy Krupówkach oraz współwłaścicielem stacji narciarskiej Witów-Ski w Witowie (20 minut samochodem od Zakopanego). W księgach parafialnych historia Gutów sięga początków XVII w. Zapiski o nich pojawiają się w Szaflarach, Białym Dunajcu i Poroninie. To tam, nad potokiem Olszanka, osiedlili się na dobre w XIX w. W czasie zaborów Austriacy ustanowili myto za przejazd przez zbudowany niedaleko most. Cztery centy od konia. Z racji tego, że Gutowie mieszkali najbliżej przeprawy, do ich obowiązków należało oświetlanie mostu nocą i całodobowe dyżury przy szlabanach, pełnione na zmianę przez wszystkich dorosłych mężczyzn z rodziny. I tak Gutowie znad potoku nazwali się Mostowymi. Andrzej Gut-Mostowy mówi, że na swoich podhalańskich biznesach zgarnia 2,5 mln zł rocznie. – Na Podhalu, Spiszu i Orawie liczba turystów jest szacowana na ok. 6-7 mln. Samo Zakopane przyciąga co roku 3 mln odwiedzających. Wydatki wszystkich turystów można szacować na ok. 6-7 mld zł. – tłumaczy. Ten sezon ma być wyjątkowy. 20-procentowy wzrost obrotów na stacjach narciarskich i kilkuprocentowy wzrost w hotelach i restauracjach. Ale nie zawsze było tak dobrze.

Oswajanie dżemojadów

Po Zakopanem krąży anegdota o pomyśle innego lokalnego restauratora. To miał być jego oręż w walce z dyskontami i fast foodami, które kilka lat temu wprowadziły się na Krupówki, odbierając klientów prowadzonym przez niego restauracjom. Postulował, aby zakopiański deptak ogrodzić, a w kilku miejscach postawić bramki, takie jak przy wejściach do warszawskiego metra. Turyści mieliby przy nich kasować karty wstępu, na których zakodowane byłoby kilkaset złotych do wydania w hotelach, restauracjach i barach zlokalizowanych na Krupówkach. 

W myśl zasady, że zakopiańskim deptakiem mogą spacerować tylko ci, którzy mają kasę. I chcą ją wydać na obiad w restauracji, a nie na kanapkę z marketu. Wtedy mówiło się, że do Zakopanego przestały przyjeżdżać „pany”, a coraz częściej pojawiają się tam „dżemojady”. Tak górale nazywali rodziny, które zamawiają jedną pizzę na dziesięć widelców albo w porze obiadowej siedzą na ławce przed knajpą i jedzą kanapki z dżemem. – Tacy turyści byli zawsze. Są i dzisiaj, więc nie ma co narzekać. Jeden zje kiełbasę, inny trzydaniowy obiad. Przecież z takiego dżemojada kiedyś może wyrosnąć prezes. Wróci do Zakopanego i wyda wtedy więcej – mówi Małgorzata Chechlińska. Ona w Zakopanem znalazła się trochę przypadkiem. Mówi, że to z miłości do męża Grzegorza Krzanika, górala z krwi i kości, z którym jest już ponad 30 lat. Studiowała socjologię na Uniwersytecie Warszawskim. Po obronie magisterki z pracą w zawodzie było krucho. 

Założyła więc własne biuro podróży. Postanowiła wysyłać bogatych warszawiaków w polskie góry. Zaczęło się od współpracy z państwową spółką Polskie Tatry, która miała na podorędziu kilka domów wczasowych w Zakopanem. Chechlińska potrafiła zająć w Polskich Tatrach nawet trzy czwarte wszystkich miejsc noclegowych w sezonie. Mimo tego, że była tak dobra, dostawała od państwowej spółki zaledwie siedmioprocentową prowizję od sprzedaży. Za to miała sfinansować marketing, reklamę i promocję własnej firmy na targach. Do tego dochodził ciągły ping-pong z prezesami państwowej spółki, którzy zmieniali się jak w kalejdoskopie wraz z kolejnymi wymianami premierów i ministrów na politycznej górze. Chechlińska nie wytrzymała. Uznała, że lepiej działać na własny rachunek. W 1995 r. za oszczędności i kredyt bankowy otworzyła swój pierwszy pensjonat. Czarny Potok to był raczej hotelowy pensjonat, bo jak na tamte czasy Chechlińska dała podhalańskim turystom standardy na miarę Hiltona. W każdym pokoju sejf z minibarem. Podgrzewana podłoga w łazience. Czynny całą dobę bar i centrum spa z basenem i saunami. To był strzał w dziesiątkę. W połowie lat 90. bogacący się Polacy mieli pieniądze, ale brakowało miejsc, w których mogliby je wydawać. Chechlińska błyskawicznie przyszła im z pomocą. Po Czarnym Potoku w kolejce do budowy były hotele Litwor i Belvedere. – Mamy pełne obłożenie do Wielkanocy. Na Wielkanoc też już zresztą jest wszystko zarezerwowane. Szykuje się fantastyczny sezon – cieszy się. Podhalańskie biznesy kwitną, gorzej z tymi położonymi na Mazowszu. W zeszłym roku media informowały o problemach w czterogwiazdkowym hotelu Ossa koło Rawy Mazowieckiej. W grudniu 2015 r. w łódzkim sądzie zostało uruchomione postępowanie upadłościowe na wniosek banku PKO BP. W banku tym spółka Chechlińskiej miała być zadłużona na ponad 162 mln zł tytułem niespłaconego kredytu. Obiekt miał trafić pod młotek. Chechlińska przyznaje, że kłopoty są, ale sobie z nimi radzi.

ABC robienia biznesu

Najbogatszym góralem, obecnym od lat na naszej Liście 100 najbogatszych Polaków, jest Adam Bachleda-Curuś, były burmistrz Zakopanego, nazywany przez mieszkańców w skrócie ABC. W latach 80. zaczynał od produkcji plastikowych oprawek do okularów. Ale już po transformacji szybko przerzucił się na inny biznes. Upomniał się o rodzinne ziemie zawłaszczone przez komunistów. Jego przodkowie mieli przecież sporo gruntów w samym sercu Zakopanego. 

Pochodziły jeszcze z królewskich nadań z XVII w. Kilkaset lat temu Zakopane było małą wioską. Za to nieopodal działało wiele kopalni i hut. W górach odkryto złoża miedzi, srebra, złota oraz rudy żelaza. Jedna z największych hut działała w Kuźnicach. Zatrudniała 600 osób. Żeby się do niej dostać z Zakopanego, trzeba było przejść przez rolę Bachledów. To był szeroki na 120 m pas ziemi – dzisiejsze Krupówki. I tak „ABC” stał się jednym z największych potentatów nieruchomości na Podhalu. Dziś do jego rodzinnej grupy należy ponad 100 nieruchomości. Czynsze z wynajmu górskich lokali napędzają zyski inwestowane w kupno kolejnych obiektów. Tak to się kręci. Na ostatniej liście 100 najbogatszych jego majątek był wyceniany na 655 mln zł. Perełką w rodzinnej koronie pozostaje trzygwiazdkowy gigant z 288 pokojami: hotel Mercure Zakopane Kasprowy. Do grona podhalańskich milionerów należy też Andrzej Stoch. Zaczynał od hodowania świń w podzakopiańskiej wiosce Ząb. Pod koniec lat 80. przerzucił się na handel sprzętem RTV. Postawił nawet całą hurtownię elektroniki, ale ta spłonęła. 

Postanowił więc zostać restauratorem. W 1989 r. za pieniądze z odszkodowania po pożarze kupił kompleks Morskie Oko i restaurację Kolorowa przy Krupówkach. Jak twierdzi, samo Morskie Oko kosztowało go wtedy milion dolarów. Dziś jest właścicielem i dzierżawcą kilkunastu lokali na Podhalu. Od zera zaczynali też inni. Józef Dziubasik zaczynał od budki z piwem i kiełbaskami pod jednym z wyciągów narciarskich, który na jego górce postawiła przed laty kopalnia Bolesław Śmiały. Teraz razem z rodziną prowadzi jeden z najsłynniejszych ośrodków narciarskich w Polsce: Kotelnica Białczańska w Białce Tatrzańskiej. Stworzył też firmę Supersnow, produkującą armatki, wysięgniki i całe systemy naśnieżania używane w ośrodkach narciarskich w Europie i Azji. Bracia Andrzej i Edward Kuchtowie zaczynali od małego warsztatu samochodowego w Bukowinie Tatrzańskiej. Dzisiaj ich grupa Autoremo jest jednym z największych dealerów znanych marek samochodowych: Škoda, Volkswagen, Renault, Mazda, Hyundai i Dacia. Ich pradziadek, Józef Kramarz, wyjechał pod koniec XIX w. do Stanów. Za zarobione dolary wybudował kuźnię na Wierchu Głodowskim. Dziadek braci, Stanisław Kuchta, zainicjował budowę drogi, która połączyła Bukowinę Tatrzańską z Poroninem. Edward, ojciec Kuchtów, zorganizował budowę wodociągów i kanalizacji w Bukowinie, dzięki czemu jeszcze w latach 60. Bukowina Tatrzańska była jedną z pierwszych miejscowości na Podhalu, w której rozwiązano problem dostępu do wody i odprowadzania ścieków.

Duch Franciszka Józefa

Kuchtowie przedsiębiorczość mają we krwi. Jak zresztą większość mieszkańców Podhala. Gut-Mostowy tłumaczy, że ten dryg do interesów ma swoje uzasadnienie historyczne. – Na Podhalu nie było pańszczyzny, górale gazdowali na swoim, a surowy klimat wymagał więcej, żeby przeżyć – tłumaczy. Podhale to ta część Polski, która w czasie zaborów była Galicją. Parę dekad temu tutejsi ludzie pamiętali jeszcze czasy Franciszka Józefa. Bieda piszczała, ale była autonomia. Ta ukształtowana przez 100 lat swoboda gospodarcza spowodowała, że nawet w PRL komuniści nie mogli sobie dać rady z góralami. Dzisiaj też tanio skóry nie oddadzą. Andrzej Stoch od lat boksuje się z zakopiańskim magistratem. Raz mówi, że przez władze Zakopanego w mieście nie zmieniło się nic od 1900 r. Innym razem żali się, że czekał kilkanaście lat na zgodę na przebudowę kompleksu Morskie Oko. I kolejna afera: miasto postawiło Stochowi płot przed wejściem do jego galerii handlowej na Krupówkach. Teraz walczy, żeby magistrat wydzierżawił mu 3 mkw. pasa drogi, które umożliwią klientom wejście do sklepów. Góralska krew zagotowała się w nim raz jeszcze, kiedy okazało się, że Adam Bachleda-Curuś też buduje galerię i nazwał ją „Galeria Krupówki”. Stoch stwierdził, że Bachleda -Curuś mu zabrał nazwę. I tak wyglądają interesy na Podhalu. Ludzie potrafią tutaj walczyć o własne interesy. Są nauczeni ciężkiej pracy i uczciwości. To przekłada się na samopoczucie turystów. Z grudniowego badania na temat ruchu turystycznego na Podhalu wynika, że 91 proc. osób odwiedzających Zakopane i okolice było zadowolonych z pobytu. Na 1,6 tys. przebadanych turystów zaledwie trzy osoby nie były zadowolone ze swojego urlopu. W 2015 r. Małopolskę odwiedziło 13,9 mln turystów. 2016 też ma być rekordowy. Również dla Zakopanego, który zaraz po Krakowie jest najczęściej odwiedzanym miastem w województwie. Podhalańscy przedsiębiorcy tłumaczą, że miastu dużo dała organizacja ubiegłorocznego Sylwestra.

 – To była pierwsza tak duża impreza sylwestrowa pod Tatrami. Oglądała ją rekordowa liczba 3,5 mln widzów. W szczytowym momencie było ich aż 5 mln. – mówi Anna Karpiel-Semberecka z zakopiańskiego magistratu. Turystów przyciąga też konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich, który odbył się tutaj w ubiegły weekend. Gut-Mostowy powtarza, że turystyka na Podhalu jest branżą przyszłości. – Polacy się bogacą. Są bardziej mobilni. Poprawia nam się też infrastruktura – mówi. To wszystko ma przyciągać do Zakopanego coraz więcej turystów. W połowie ubiegłego roku rozpoczął się koniec dramatu polskich kierowców. Ruszyła budowa nowej zakopianki, czyli 17-kilometrowego odcinka trasy S7 z Lubienia do Rabki. Miasto wzięło się też do ostrej walki ze smogiem. Burmistrz Zakopanego Leszek Dorula zapowiedział pod koniec roku całościowe finansowanie wymiany szkodliwych dla środowiska pieców w mieście. Górale mogą więc zacierać ręce na więcej dutków (pieniędzy). Niewykluczone, że Krupówki trafią kiedyś do rankingu głównych ulic handlowych świata. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 4/2017
Więcej możesz przeczytać w 4/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0