Polska – czarna dziura

Polska – czarna dziura

Ze wstydem muszę się państwu przyznać, że czytając i słuchając wypowiedzi kolejnych, chwilowo prominentnych, Polek i Polaków – a to tekst „nowego” premiera na temat rechrystianizacji Europy, a to uzasadnienia pani od Rydzyka na temat kary nałożonej na TVN 24, a to materiały o Niemczech w TVP, a to kolejne myśli niebanalne Błaszczaka, Szydło czy Kaczyńskiego – to mam ochotę krzyczeć na całego Facebooka – idiotka, głupek, pacan, pajac! Z prawdziwym wstydem to państwu wyznaję. Wstyd mi, że daję się prowokować. Bo przecież oni nie do mnie mówią i piszą, tylko do swojego elektoratu. Mówią to, czego elektorat od rządu i jego akolitów oczekuje. A że przy okazji upieką i drugą pieczeń, czyli wyprowadzają z równowagi mnie oraz kilkaset tysięcy innych osób – no cóż, to tylko skutek uboczny. Dodatkowa satysfakcja. Taki miły bonus. Kiedy to sobie uświadamiam, dopada mnie dół. Widzę Polskę jako czarną dziurę, która wsysa Polaków jak odkurzacz śmieci. Świat wokół przestaje istnieć, ale i Polska powoli dla świata znika. Kosmicznej czarnej dziury nic nie może opuścić, bo grawitacja zbyt silna.

I od Polski trudno się oderwać, bo polska rzyć (naukowo – grawitacja) zbyt ciężka, trzyma nisko przy ziemi. „Czarną dziurę otacza powierzchnia nazywana horyzontem zdarzeń, która wyznacza granicę bez powrotu” – podaje Wikipedia. No właśnie – myślę sobie i czuję, że się duszę – nasz horyzont zdarzeń właśnie się domyka, jeszcze tylko kilka podpisów pod „reformą” sądów, nową ordynacją, repolonizacją mediów i jesteśmy ugotowani w czarnej zupie z czarnej dziury. Kiedy już właściwie po czubek głowy tonę w tej czarnej otchłani, przypomina mi się dowcip o owsikach – ojcu i synu, którzy zamiast spacerować po soczystej trawie pod słonecznym niebem, siedzieli cały czas głęboko w czyimś tyłku, bo jak wyjaśnił młodemu stary: „To nasza ojczyzna, synku”. I wtedy, jak baron Münchhausen, sama siebie za włosy z bagna wyciągam. Bo uzmysławiam sobie, jak głębokie pokłady autoironii Polacy posiadają. A autoironia to potężna broń. Nie z takich opałów Polska się wygrzebywała, więc nie histeryzujmy – mówię sobie. Przeżyliśmy zabory, dwie wojny, komunę, przeżyliśmy „Big Brothera”, „Taniec na lodzie”, Renatę Beger, to i Jarosława Kaczyńskiego do spółki z Magdaleną Ogórek przeżyjemy. A że wstyd na świecie? Nie przesadzajcie – a Włosi i Berlusconi? Był premierem już trzy razy, a kto wie, czy nie będzie czwarty. A Wielka Brytania, która zagłosowała, sama nie wiedząc za czym, i wbrew sobie opuszcza Unię Europejską? A Czesi? A Stany Zjednoczone? Wcale nie jesteśmy najgłupsi, plasujemy się w stanach średnich. W dodatku życie jest gdzie indziej. Naukowcy badają, czy wielki meteor, który nas właśnie minął, nie jest zagubionym statkiem jakiejś obcej cywilizacji – a tymczasem u nas kolejna smoleńska ekshumacja. Sztuczna inteligencja w cztery godziny posiadła całą ludzką wiedzę o szachach – u nas premier w Radiu Maryja ubolewa, że w Europie nie śpiewa się kolęd. Chińczycy po cichutku kolonizują Afrykę i podporządkowują sobie gospodarczo zachodni świat – u nas straszy się muzułmanami. Akcja #MeToo przewraca do góry nogami stosunki społeczne w zachodnim świecie – u nas przewróciła co najwyżej trzech żałosnych miśków. I znowu wpadam w czarną dziurę, którą otacza horyzont zdarzeń wyznaczający granicę bez powrotu, i znowu myślę – nie damy rady, zostaniemy tutaj w tej antymaterii, będziemy siedzieć w tej czarnej d... Do cholery! To miał być optymistyczny felieton! g

DZIENNIKARKA, BYŁA SZEFOWA RADIA TOK FM, MIESZKA W BERLINIE

Okładka tygodnika WPROST: 51/2017
Więcej możesz przeczytać w 51/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także